Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje TNA. Pokaż wszystkie posty

Recenzja TNA Impact Wrestling Destination X 10/06/2015


Jedyna taka gala w roku spod szyldu X-Division! Wygląda świetnie? Oczywiście, że tak. Oczywiście świetnie, ale na papierze. Doskonale wiemy jaki jest niestety aktualny stan X-Division w federacji Dixie Carter. Pytanie teraz czy to co zostało umieszczone na papierze zostanie dobrze przeniesione do rzeczywistości? Czy gala nie zawiedzie nas pod względem tego co najbardziej oczekujemy: akcji wysokiego ryzyka oraz wysokiej efektywności? Rozpatrzę to w tej recenzji więc zachęcam jeśli chcesz się przekonać przed indywidualnym seansem.

Ethan Carter wciąż nr. 1



Zapowiedź pierwszej walki tego wieczoru o tytuł Wagi Ciężkiej zostaje przerwana, przez prawdziwego pretendenta do tytułu Heavyweight - Ethan'a Cartera. Pytanie tylko, do kogo mistrzostwa? Angle'a czy Aries'a? Spuda oczywiście nie da się uwzględnić. Ethan próbował zatrzymać przebieg show siadając sobie na środku ringu i narzekając jednak jego zaparcie w postanowieniu potrwało tylko i wyłącznie do momentu aż pojawił się Kurt Angle. Tutaj szczerze pisząc, TNA mocno nam zasugerowało, że Kurt obroni dziś tytuł podwójnie i to właśnie on zmierzy się z EC III. Panowie dali krótką wymianę zdań między sobą, ale zagraną dosyć ostro i fajnie co zbudowało atmosferę między nimi, a nie sądzę by tą tworzono na marne. Wciąż jednak skrycie liczę, że TNA zdecyduje się na jakiś Triple Threat. 

TNA World Heavyweight Championship Match | Kurt Angle (c.) vs. Rockstar Spud




Walka miała spory problem, który jej towarzyszył. Każdy wiedział, że Spud nie ma tutaj szans. Zarówno ja jak i fani, którzy wypełniali arenę więc nie było tu kompletnie żadnych emocji. Panowie próbowali zrobić kilka takich momentów, w których powinniśmy chociaż drgnąć, ale nawet jak Rockstar wykonał swój finiszer większość włączenie ze mną pozostała nie wzruszona. Może trochę fakt, że jeszcze walka z Aries'em będzie tego wieczoru zabił ten pojedynek. Może jakby panowie dostali więcej czasu w Main Evencie samej gali to Spud by miał lepszą okazję do wykazania się? Chociaż TNA pewnie spodziewało się, że to by reakcji i emocji do tej walki nie dodało więc zapewne Aries jest czystym ratunkiem, a wykorzystanie opcji C przez Spuda to tylko przypomnienia TNA "Hej, my pamiętamy o dywizji X. Nie mówcie, że nie!" Miał Spud swój krótki moment, pewnie za nie długo powróci w obrazek tytułu X-Division. Czy Spud zyskał coś na tym pojedynku? No było kilka momentów sprzyjających na jego korzyść. Dostał z 2, z porywem do 3 swoich minut w tej walce kiedy nie poddawał się i w roli swojego Underdoga wystąpił. Czy przekonująco? To już inna sprawa. Po prostu za duży kaliber.

X-Division Championship Qualifier | Low Ki vs. Manik vs. Crazy Steve



W końcu dostajemy część tego po co tu jesteśmy. Walka kwalifikacyjna do pojedynku, który wyłoni nam KOLEJNEGO W PRZECIĄGU MIESIĄCA mistrza dywizji X. Walka może nie była rewelacyjna, ale solidna. Tak naprawdę toczyła się głównie między Manikiem i Low Ki, a Steve w tej walce był na doczepkę by inkasować jakieś przypadkowe, różne spoty, które były całkiem w porządku. Zabrakło mi w tej walce może trochę szybszego tempa, więcej latania no, ale już trudno. Manik i Low Ki oboje byli faworytami do wygrania tej walki i nic dziwnego, że Steve poszedł w odstawkę. Manik to świetny zawodnik, a w Revolution się marnuje bo tak naprawdę ta stajnia aktualnie nic nie robi. Spowalnia zarówno go jak i Storm'a więc jaki w tym sens? Wszystko doprowadziło do zwycięstwa Low Ki.

X-Division Championship Qualifier | Dj Z vs. Mandrews vs. Tigre Uno



Kolejna walka kwalifikacyjna i tym razem lepsza od poprzedniczki głównie dlatego, że tutaj cała trójka miała znaczenie w pojedynku. Dzięki temu nie dostaliśmy zastojów, lecz wymiany akcja za akcję. Jeden padał, drugi powstawał i dokładał coś od siebie. DJ Z też kawał dobrej roboty odwalił w tej walce. Wrestlerem był zawsze świetnym w moich oczach, ale mówię tu pod względem tworzenia rozrywki dla fanów bo kontakt z nimi złapał naprawdę dobry w tej walce. Czyżby rozpad Bro Mans był równoznaczny z jego nagłym Face Turnem? Walkę wygrał Tigre Uno co w żaden sposób mi nie przeszkadza. Zakończył ją na Mandrewsie i cholera. Tutaj tak bardzo finiszer Tigre Uno nie wyszedł. Tigre wykonał Corkscrew 450 Splash, w którym wylądował nogami/kolanami na twarzy Mandrewsa. Wyglądało to serio niebezpiecznie. Po walce oczywiście Face Turn DJ'a się potwierdza gdyż zaraz po walce pojawia się Jessie Godderz, który dokonuje na DJ'u tak samo brutalnego ataku jak na swoim drugim, wcześniejszym partnerze. Najwidoczniej ten całkowicie chce się pozbyć swoich dwóch dawnych partnerów, z Robbim mu się jak na razie udało. Federacja stara się z Jessiego zrobić jakiegoś Destroyera, może mocną postać, jakiś to eksperyment? Prawda jest jednak taka, że Jessie poza warunkami fizycznymi ma małe zadatki na taką postać. 

Walka na poduszki o tytuł Knockouts? 


W wcześniejszej gali dosłownie na chwilę pojawiło się Doll House. Taryn wyzwała Kong do walki o swój pas.. w walce na poduszki i pod warunkiem, że Kong przyjdzie w dosyć skąpym stroju. Kong oczywiście pojawiła się, ale na szczęście nie w wyznaczonym stroju, lecz po to by skopać dupę Marti i Jade. To otwarło przejście dla Brooke, która pojawiła się w ringu, które odstąpiła jej Kong. Najwidoczniej feud między nimi dwiema zostaje zamieniony na feud między Brooke i Taryn co jasno do zrozumienia w swoich wypowiedziach dała Brooke w tym segmencie. Taryn oczywiście starała się wykręcić mówiąc, że to Kong była wyzwana do walki, a nie Brooke więc oficjalny pojedynek dziś się nie odbędzie. Brooke jednak sama wzięła coś dla siebie i rzuciła się na Taryn masakrując ją w brawlu i ściągając z niej szlafrok by ukazać ją w bieliźnie, w której miała walczyć. Zawstydzona Taryn zakrywając się uciekła z ringu. Zauważyłem, że ostatnio TNA zaostrzyło swój program pod względem dywizji kobiet. 

X-Division Championship Qualifier | Kenny King vs. Cruz vs. Grado



Walkę zdominował Kenny King głównie. Grado próbował coś tam zdziałać, ale głównie służył jako obiekt komedii w ringu, w końcu postać komediowa, a Cruz niestety nic szczególnego nie robił poza dosyć ładnym przyjmowaniem akcji. Mimo dominacji Kenny'ego Kinga.. walkę wygrał właśnie Grado. I ja rozumiem, że postacie komediowe są potrzebne w wrestlingu, ale cholera serio? Ten gość pod sam koniec zdominował dwóch rywali? Coś tu jest nie tak! Nie wiem sam czy federacja ma jakiś pomysł na tego gościa, czy co bo nie rozumiem. Oczywiście Kenny King nie pasował do walki o tamten pas bo wtedy dziwnie by wypadłą konfrontacja jego z Low Ki w jednej walce o tytuł, który może mieć tylko jeden z nich. No, ale Grado? Zobaczymy co dostaniemy w finale od tego gościa.

Bram Open Challange | vs. Crimson



W końcu w ringu dostajemy Brama, który cóż. Przez chwilę gdy słuchałem go w jego speechu brzmiał mi jak Borys Szyc w Wojnie Polsko Ruskiej, ale to raczej dziwne skojarzenie, co nie? Bram pojawił się w ringu by oznajmić nam, że nienawidzi przeszłości i historii w związku z czym wzywa do walki jakąś gwiazdę z przeszłości by skopać jej dupę. Pojawia się Crimson czyli dosyć ciekawy widok dla oka! Postać, która była serio na fali przez długi czas, a potem pogrzebana przez brak pomysłu na nią i nowy gimmick, który okazał się kompletnie nie wypałem. Co nie zmienia faktu, że w moim odczuciu widownia dosyć słabo zareagowała na jego przybycie no, ale trudno. Dla mnie jak najbardziej spoko widok. Walka sama w sobie zawiodła. Booking typowych Heavyweightów, ale cholera ja już nie wiem czy to wina TNA czy fanów, ale Ci drudzy po prostu nie dają z siebie nic podczas tych walk! Nawet jak kogoś nie ciekawi TNA to niech sobie na ich kanale zobaczy to jaką reakcję dostaliśmy pod koniec walki. Żadną. Cisza. Pieprzone kamienne twarze. Reakcja fanów ma za duży wpływ na jakość tego co się dzieje na gali by dobrze ocenić coś przy czym Ci siedzą cicho i nie wykazują żadnej inicjatywy. Nie obstawiałbym powrotu Crimsona na stałe, Bram wygrywa i dobrze. 

TNA World Heavyweight Championship Match | Kurt Angle (c.) vs. Austin Aries





Walka okazała się dosyć długa, zacięta i w tej materii naprawdę mocna. Aries wyciągnął sporo z Kurt'a. Na początku trochę mi się tego oglądać nie chciało, ale potem walka nabierała dosyć fajnego tempa dla mnie. Na tym jednak kończą się pozytywy bo trochę mnie zdenerwował wynik pojedynku. Kurt Angle wygrał i po raz drugi tego wieczoru obronił tytuł wagi ciężkiej. Aries jednocześnie traci swoją walizkę i z pewnością żegna się na jakiś czas z obrazkiem tytułu Wagi Ciężkiej, a szkoda bo jak mam być szczery w tej walce byłem z Austin'em. Aries słabo trochę przy tym wypadł bo to była nie dość, że druga walka Kurt'a tego wieczoru to jeszcze sam Double A dał mu niesamowicie duży wycisk w ringu, ale to nic nie zmieniło. Trochę nie chce mi się patrzeć na to jak TNA z Kurt'a robi Cene v 2.0 bo tak to teraz wygląda. Robi nam się mistrz, który nie długo nie będzie miał z kim walczyć bo wygrywa dosłownie z wszystkimi. Nie chce mówić, że Aries został pogrzebany przez Kurt'a bo jego nie da się pogrzebać. Sądzę jednak, że te walka nie była w ogóle potrzebna skoro planowano w niej robić tylko terminatora z Angle'a. Austin spokojnie mógł być dalej przy walizce. Nie było przecież żadnego pośpiechu z zainkasowaniem jej więc po co ten pośpiech? Liczę jednak, że Kurt nie zrobi tego samego z EC III gdyż ten jest aktualnie chyba najchętniej oglądaną postacią przed fanów Impact Wrestling. Wiele chantów z jego udziałem i naprawdę wiele emocji, których wywołuje u fanów, o które naprawdę jak się dziś okazało trudno na tej arenie. Jako przykład, na samym początku tej walki mieliśmy chanty "We wan't Carter / No we wan't". Kolesia jak nie ma to skrada show więc naprawdę proszę TNA, nie spieprzcie tego tylko dlatego, że Angle ma swój ostatni run i rok w biznesie.

Podsumowanie


To o czym cholernie marze to przeniesienie tego show do Nowego Yorku bo tutaj Orlando po prostu zabija ten program. Jaka ta widownia jest momentalnie toporna i nie zainteresowana.. czymkolwiek co by jej się dało.. jest aż przykre i przytłaczające, a mimo kilku głupich decyzji, nie mówię, że show jest złe. Bo nie jest idealne, ale złe też nie jest. Fani jednak mocno obniżają poziom całości bo nawet widać po zawodnikach, że nie każdemu chce się w to wszystko angażować. Aries robił w Main Evencie wrażenie od samego początku znużonego, mało zainteresowanego albo po prostu zawiedzionego. Może faktem, że musiał odkopać przy Ankle Locku po tym jak wyciągnął z Kurt'a wszystko co mógł? Sama gala przypominam to było Destination X. Boli brak Ultimate X Matchu, boli fakt, że mimo trzech walk X-Division widać, że TNA dalej nie ma pomysłu na tę dywizje bo niedługo wyłonimy nowego mistrza i założę się, że TNA albo go zmieni od pstryknięcia palcem na.. hm.. Spuda? Albo nie będzie wiedziała co z nim zrobić. Gala średnia, powinna być o wiele lepsza, a bynajmniej miała potencjał na o wiele lepszą. Orlando zabija większość programu i z tym TNA ma najwidoczniej największy problem. Carter, save it. 

Recenzja Impact Wrestling 03.06.2015


To jest ten dzień! Trzeci czerwca zafundował nam aż cztery wrestlingowe show! Jednym z nich jest IMPACT Wrestling, którego ja Wam zafunduje recenzje w tym momencie. Na całe szczęście dziś Impact dostajemy w o wiele bardziej przychylnej jakości i godzinie więc nie mam nastawionego tak mocnego trybu hatera jak tydzień temu. Co nie zmienia faktu, że już odpuszczając sobie godzinę i jakość zeszła gala pozostawiła wiele do życzenia, w szczególności zastój storylinowy. Jak będzie z tym w tym tygodniu? 

Panie i panowie, E-C-3!



No i prosiłem się o coś świeżego - to dostałem! Kampania EC III wypaliła skutecznie, sondaże zostały zdominowane - Carter pretendentem do tytułu Kurta. I ten segment właśnie na tym się oparł, w naprawdę fajnej aranżacji. Celebracja z tej okazji, z "chórem" mężczyzn wykonujących theme song Ethana, modelkami oraz balonami. W segmencie panowie po raz kolejny zrobili kpinę z tanecznego gimmicku Tyrusa w WWE. Nie był to oczywiście żadnej szczytowy atak, którym WWE mogłoby się zawstydzić, ale miły akcent wprowadzony do gali, gdy Tyrus zaczął już ruszać nogą w rytm. Oczywiście do tego nie doszło gdyż jak to powiedział EC III - to jest poważny biznes. Pomijając jednak to w ringu pojawia się Kurt Angle. Przypomina bardzo kluczową sprawę zarówno nam jak i Carterowi - za tydzień odbywa sie Destination X w związku z czym Rockstar Spud jako msitrz X-Division może wykorzystać opcje C i wymienić swój tytuł, na walkę o pretedenta do tytułu Wagi Ciężkiej. Decyzje najprawdopodobniej poznamy w późniejszej części gali. Tym czasem segment zakończył się opuszczeniem ringu przez Cartera i Angle Slamem dla jednego z członków zespołu. Segment jak najbardziej pozytywny w odbiorze.

Singles Match | Eric Young vs. Bobby Lashley



Panowie nie zawiedli, doświadczenie nie zawiodło i dostaliśmy naprawdę solidny opener match. Mi się ta walka podobała, prowadzona w jak najbardziej fajnym tempie, bez żadnych zastrzeżeń. To co mnie ucieszyło w tym pojedynku to dwie rzeczy. Eric Young świetnie gra heela. W końcu bycie heelem to nie tylko nieczyste zagrywki, ale też dobra interakcja z fanami, wczuwanie się w role. Nie wiem czy to wyszło przypadkowo, czy tak miało być, ale EY idealnie po prostu z ringu splunął na fanów w pierwszym rzędzie. Gdybym ja tam był to pewnie bym był oburzony, ale z tej perspektywy wyszło to komicznie. Drugi fakt, który mnie cieszy pojawił się na końcu walki. EY przegrał walkę z powodu pojawienia się na rampie Chrisa Mendeleza, któremu Young wyrwał protezę z dwa tygodnie temu. Melendez po walce próbował dorwać Erica jednak przytrzymywał go Bobby. Cóż feud między tą dwójką? Na pewno będzie to łatwe zadanie dla Erica, ale cieszy mnie to ponieważ Chris może w jakiś sposób się sprawdzić no i w końcu będzie to coś luźniejszego z udziałem EY bo po jego feudach z Rood'em i Kurt'em jestem nim trochę zmęczony. 

Singles Match | Jade /w. Marti Bell vs. Brooke



Walka w porządku, ale bez rewelacji. W mojej opinii za dużo tu było prób zgarnięcia szybkiego pinu. Jeśli miałbym liczyć wszelakie roll upy, school boye to bym naliczył ich zdecydowanie za dużo. Poza tym były jednak momenty, w których pojawiły się agresywniejsze momenty więc już dalej nie ma na co narzekać. Brooke wygrała walkę co mnie trochę zdziwiło. Wydawało mi się, że TNA będzie dawać jak najwięcej wygraych Doll House by Ci rośli na coraz to bardziej mocarną stajnię, a tutaj tak nagle zwycięstwo Brooke nijak związana z Doll House chyba, że jej dadzą poszaleć przy pasie teraz gdy Gail sprzedaje kontuzje złamanego palca. 

Six-Person Tag | The Rising vs. Beat Down Clan



Standardowy Tag Team Match. Pierwsza połowa walki: Drake obijany na zmianę przez cale BDC do czasu magicznej zmiany z Galloway'em. Druga połowa walki: dominacja Galloway'a i zwycięstwo. Po prostu nic nowego więc bez rewelacji. Ale poza tym fajnie, że te dwie stajnie pojawiły się na gali bo nie zapominajmy, że ten feud dalej trwa. Problem widzę jednak taki, że ten feud, trwa i trwa już naprawdę długo i gdzieś na tej długiej drodze zatracił trochę swój kierunek bo takie walki jak te, bez żadnego segmentu i bez niczego, w której Rising po prostu sobie czysto wygrywa - nie mam pojęcia o co tak naprawdę chodzi w tym wszystkim. Wy też odnosicie takie wrażenie, czy tylko ja? Poza tym tego jeszcze nie chwaliłem, ale bardzo mi podoba spot jaki pojawia się w każdej walce Galloway'a. W momencie kiedy on wisi na narożniku głową w dół, zaczepiony o trzecią line nogami, a Low Ki próbuje skoczyć mu na klatkę z narożnika. Drew za każdym razem podciąga się na brzuchu i wykonuje z tej pozycji Belly to Belly Suplex. Niby proste, ale mi się zawsze mega podoba! Zobaczymy jaki kreatywni zaangażowali plan dla tego feudu w kolejnych tygodniach. Coś się wyjaśni? Jedyny plus tego, że feud zatracił kierunek to też fakt, że to chyba pierwsza walka w tym feudzie, która obeszła się bez brawlu przed i po. Wreszcie!

Decyzja Spuda



Kolejny naprawdę solidny segment. Spud został poproszony do ringu o to by powiedzieć swoją decyzje odnośnie Destination X za tydzień. I to co mi się tu spodobało. Po pierwsze, Kurt Angle pojawił się w ringu i nie grał pana miłego jak to miał ostatnio w zwyczaju, lecz powiedział prosto i twardo Spudowi, że nie ma z nim szans tylko, że nie tak bezpośrednio. Po drugie naprawdę Spud fajnie wypadł w tym segmencie bo pojawił się w nim również EC III z propozycją dla Spuda. Może wrócić do współpracy z nim i Dixie jeśli tylko zrezygnuje z opcji C. Spud w tym momencie dal naprawdę mocne promo. To co mi się podobało to ten gość po prostu nie odklepuje swojej kwestii, ale mówi ją przekazując każde możliwe emocje jakie mogą iść w tej wypowiedzi, dlatego dla mnie to było tak dobre. Skwitował propozycje Ethana, skracając całą ich wcześniejszą relacje i cóż. Zainkasował opcje C. No i za tydzień mamy Main Event o tytuł Wagi Ciężkiej. Spud vs Angle. Nie ma tutaj szans by Rockstar miał wygrać te walkę, ale fajnie, że ta opcja C się utrzymuje. Spud to chyba pierwszy zawodnik, który spróbuje to zrobić bo dotychczas chyba zawsze padało na pomysłodawcę opcji C- Austina Ariesa. Jeśli pominąłem kogoś to mi przypomnijcie. Wydaje mi się, że za tydzień Spud mimo to zostanie znów pokazany na mocnego underdoga i dostanie swoją chwilę. I mi to pasuje.

Best of 5 Tag Team Series #3 | Wolves vs. Dirty Heels | (2:0)



To jest pewnie ten moment, kiedy stali czytelnicy sobie myślą - cholera znowu będzie ich przechwalał. No, a będę bo jest co. Ciężko mi mówić o tych dwóch drużynach bez różowych okularów na nosie. Chociaż i one nie są podobne żeby powiedzieć, że te walki serio są na wysokim poziomie, a z osobna nie będę jej oceniał bo te Best of 5 to całość, gdzie jednostki się nie liczą aż tak bardzo. To co mi się spodobało szczególnie pomijając przebieg walki to zachowanie Dirty Heels. Wilkom wystarczyło to zwycięstwo by mieć już tytuły, a dlatego, że Dirty Heels mieli problem z pokonaniem ich, a nie chcieli odpadać z rywalizacji w końcu musieli utożsamić się z nazwą swojej drużyny i zagrali jak prawdziwe Heele! Aries wrzucił krzesło do ringu, odwrócił uwagę sędziego, a Bobby poczęstował Eddiego Low Blow'em i Charishotem, który zakończył sprawę. Czy to heel turn? Ja bym pewnie tego tak nie nazwał bo znając życie fani (ja) i tak się od nich nie odwrócą, zresztą pewnie większy hate był by za zakończenie tej serii już teraz niż za tą nieczystą zagrywkę więc jest spoko. Mamy dwa do jednego tak jak to przewidywałem. Czysta oczywistość, że za tydzień będzie remis.


Micky w Nashville


Segmenty rozłożone na trzy części na tej gali, ale nie widziałem celu w ocenianiu tego za każdym razem z osobna więc skumuluje to teraz gdy jest już ostatnia część tego na gali. Tydzień temu narzekałem, że ten feud złapał zastój i robi się nudny. W tym momencie wreszcie dostaliśmy solidny krok do przodu, który rekompensuje nam ten ostatni krok w tył. Tydzień temu Storm umówił Micky na spotkanie z jakimś managerem muzyki country tutaj w Nashville i tak o to Micky przyjechała na spotkanie, ale natknęła się tylko na James'a, który wyjawił jej, że chce ją i jej syna przy swoim boku na swojej rewolucyjnej drodze. Micky sie nie zgodziła więc w następnym segmencie na stacji kolejowej.. James wrzucił Micky do stojącego na peronie pociągu, po czym zadzwonił do Magnusa, że Micky nie wróci dziś na obiad. Następnie poszedł sobie zostawiając Micky w odjeżdżającym pociągu. Czy to nie prezentuje się dobrze? To prezentuje się bardzo dobrze! Najprawdopodobniej feud wkracza wreszcie w etap ostrzejszych walk, segmentów Storm'a i Magnusa zamiast kolorowych manipulacji tego pierwszego. Trzymam za to kciuki.

Velvet idzie za kratki



Segment był na swój sposób dziwny. Na początku nie zapowiadało się na nic nowego. Madison Rayne pojawiła się w ringu z krytyką, że Velvet nie pracuje tutaj, a ma więcej czasu na antenie za co oczywiście jej się dostało. To akurat niczym powtórka z zeszłego tygodnia. Dalej zrobiło się jednak interesująco. Velvet została złapana przez ochronę, z którą przyszła Angelina i zabrano Sky do więzienia.. po czym weszła kolejna ochrona, która skuła w kajdanki - Angeline, za to, że zaatakowała fankę, za jaką robi Velvet jako nie zakontraktowana z federacją. Dziwny przebieg? Jak najbardziej. W sumie sam nie wiem do czego ma to prowadzić. Teraz segmenty w więzieniu? Prison brawl? Haha, to by było coś nowego. Na razie ten feud w ogóle mnie nie rusza i zobaczymy co z tego będzie w przeciągu następnych gal. Jedyne co mi się podoba na ten moment to nowy wygląd Velvet Sky ^^ 

Tag Team Match | Rockstar Spud & Kurt Angle vs. Ethan Carter III & Tyrus


Main Event tym razem bez rewelacji. Po raz kolejny dostaliśmy schematyczny Tag Team Match. Spud był obijany przez całą walkę by w końcu Angle wpadł do ringu i w przeciągu minuty, dwóch wygrać dla swojej drużyny pojedynek. Nic zaskakującego, czy rozczarowującego? Nie spodziewałem się nic lepszego po tej walce. Po jednak zrobiła nam się ciekawa sytuacja, lekkie Deja Vu. Już ostatnio próbowano to zrobić jednak nie wypaliło. Po raz kolejny Aries ogłasza, że wykorzystuje swój kontrakt na tytuł Wagi Ciężkiej, za tydzień na Destination X! Czyli za tydzień dostaniemy dwie walki o tytuł Wagi Ciężkiej gdyż zwycięzca Main Eventu zmierzy się z Austin'em. Cóż, Austin Aries teoretycznie co rok dominuje gale Destination X, czy zrobi to i tym razem? Nie wiem jak wy, ale ja.. hm.. #I'mWithAries. 

Podsumowanie


Po tym jak tydzień temu po prostu byłem mega niezadowolony Impactem, tym jaki upload dostaliśmy i jaki stan storylinów, w tym tygodniu jestem w pełni usatysfakcjonowany tak jak chciałby ktoś mi wynagrodzić zeszłotygodniowe nerwy. Nie licząc The Rising i BDC dostaliśmy świeżość storylinów. Czuje, że Magnus i Storm w najbliższych tygodniach ruszą na wojnę, a i Young może stanąć twarzą w twarz z Chrisem Melendezem w najbliższych tygodniach co pewnie nie potrwa długo. Co również cieszy to, że coś ciekawego zaczyna dziać się przy pasie Wagi Ciężkiej. Wreszcie mamy kilka rozwiązań, kilka ścieżek, którymi może pójść TNA i liczę, że dobrze to wykorzystują. Może dla odmiany dostaniemy trzy osobowy feud o pas między Carterem, Arise'em i Angl'em?  To by było rzeczywiście interesujące. Chociaż czynnikiem blokującym cashing in Aries'a może okazać się fakt, że Best of 5 Series trwa w najlepsze. Tym czasem spory minus to fakt, że znowu pas X-Division nie ma mistrza i prawdopodobnie za tydzień na Destination X dostaniemy już 3 zmianę mistrza w przeciagu jakiegoś miesiąca. Straszna głupota. Reszta jednak jak najbardziej na plus.

Recenzja Impact Wrestling 29/05/25


Po tygodniowej przerwie nadszedł czas byśmy powrócili do Impact Zone. Jest to ostatni Impact w tym miesiącu i ostatni przed zmianą emisji programu na środy, której tak bardzo nie możemy się doczekać z powodu jej świetnego obsadzenia. Skupmy się jednak na tym co jest teraz i liczmy, że tygodniowa przerwa pozwoli nam lepiej przyswoić kolejny już, miejmy nadzieję, że ostatni pojedynek Kurta z Ericiem. 

Już na samym początku gali przychodzi nam się zetknąć z wspomniana przed chwilą dwójką. W materiale sprzed gali Eric Young jedzie samochodem i nadziewa się na czekającego na niego Kurta Angle. Brawl rozpoczyna się gdy EY wychodzi z auta i cóż. Złoty medalisty zdominował swojego rywala i to akurat cieszy. W końcu dostaliśmy inną formę Kurta niż przyjazny mistrz mówiący na każdym kroku jak to wszystkich szanuje - neutralnie.

Six Side of Steel for Knockouts Championship

Gail Kim vs. Taryn Terrell



Na poprzednim Impakcie ten feud wszedł w dosyć fajny prywatny poziom. Jestem oczywiście zdania, że aż dwa takie sprywatyzowane feudy jednocześnie to za dużo (bo taki jest jeszcze Magnus-Storm) no, ale z tym już niestety nic nie zrobimy. Muszę jednak przyznać, że takie motywy o wiele bardziej pasują do Knockutek i w tym wypadku to się sprawdza. Taryn całkiem dobrze sprawdza się jako heel. W tym meczu mogłoby się wydawać, że dominować będzie Gail zdeterminowana po zeszłym tygodniu. Tak jednak nie było. Na prowadzenie wyszła Taryn. Walczyła brutalnie, agresywnie i w taki sposób przez całą walkę skupiała się na ręce, na której dłoni był pierścionek ślubny Gail. W końcu po meczu gdy już Taryn wygrała pojedynek, złamała kilkoma stopnięciami palec Gail, na którym był pierścionek po czym go zabrała. Kong próbowała dostać się do klatki, ale drzwi zostały zamknięte przed jej nosem. - pozytywnie. 

Segment w ringu



Z jednej telenoweli do drugiej. Problem tego story na ten moment jest taki, że podczas ostatniego Impactu wydawało się, że ten feud w końcu dostał jakiś konkretny kierunek. Tym czasem w tym momencie wracamy do punktu wyjścia i tempo niepotrzebnie zwalnia. Segment to kolejna pogawędka między Stormem, a Micky, w której ten jej robi wodę z mózgu. Tydzień temu Magnus dostał sromotny wpierdol od Revolution. Czyżby to Micky nie obchodziło? Nie! Czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Przyjdę do ringu i przeproszę James'a za to, że Magnus był niegrzeczny. Ja osobiście czuje się mało zaciekawiony. Liczę, że za tydzień wyjdzie z tego coś bardziej konkretnego bo nie lubię takiego sztucznego przeciągania -  negatywnie.

Gauntlet Match for X-Division Championship Match

Mandrews vs. Argos vs. Crazy Steve vs. Tigre Uno vs. Kenny King (c.)




Fajnie widzieć X-Dvision na gali. Szczerze pisząc, to właśnie tego oczekuję za tydzień! Wiem już jednak bardzo dobrze, że jak chcę obejrzeć akcje wysokich lotów to muszę odpalić Lucha Undeground bo na Impakcie ich nie dostanę. Przykra prawda, no, ale nie ma co się oszukiwać. Walka kompletnie bez rewelacji. Można by to było zrzucić na stypulację ograniczającą, ale to głupota bo i Gauntlet Matche o tytuł X-Division potrafiły być mocno efektowne. To było po prostu zwyczajne. No i nie podoba mi się, że tytuł X-Division doczekał się syndromu tytułu Interkontynentalnego. Pas ważny dla historii federacji, w tym przypadku fundamentalny, ale nie traktowany poważnie. Dlaczego to mówię? Nie ma tu storylinów, walki bez historii i zmiany posiadaczy tytułów od tak, bo czemu nie. Rockstar Spud wygrywa ten pojedynek i odzyskuje złoto. I teraz wytłumaczy mi ktoś na jakiej podstawie w ogóle zabrano mu ten pas? Nie miał żadnego feudu z BDC po tym, nie było w tym żadnej historii. Tak jak go stracił bez powodu to i tak samo go odzyskał. Nie lubię takiego czegoś. - negatywnie.

Best of 5 Series Tag Team Match (1:0)

The Wolves vs. Dirty Heels



Kolejny kawał solidnego wrestlingu w wykonaniu tej dwójki. Nie chce znowu się rozpisywać bo to będzie nie naturalne tak jak w przypadku ostatniej recenzji ich walki kiedy to z braku pomysłu zaczynałem mocno przesładzać te recenzje, a wydaje mi się, że tutaj nie jest to potrzebne. Wystarczy odesłać do obejrzenia tej walki. Nie ma tu story do komentowania ani błędów do komentowania. Po prostu to co lubimy - wrestling. Po tej walce mamy 2:0 dla Wolves. Nie sądzę by to się skończyło taką totalną dominacją Wilków więc podejrzewam, że następne dwa tygodnie Dirty Heels wyrównają szale. - pozytywnie.

Segment w ringu



Bez żadnego konkretu, podobnie do zeszłego Impactu. Segment ewidentnie miał na celu dalej prezentowanie nowego gimmicku Velvet Sky określanego jako - Darth Velvet. Cóż, na razie tylko milczy, ale imidż ma całkiem fajny jak na moje oko. Jestem ciekaw tylko jakie nastawienie ma mieć ten gimmick. Oczywiście na ten moment jest to face by nie gryzła się gimmickowo z Angeliną, ale koncepcja wstępnie bardziej pasuje na heela. W samym segmencie Love po prostu krytykowała Velvet mówiąc o tym, że nie będąc pracownicą federacji nic jej nie może zrobić. Przeliczyła się gdyż tylko gdy się odwróciła Velvet przeszła przez barierkę oddzielającą je dwie i wyjaśniła sprawę po swojemu. - neutralnie.

Singles Match

EC III vs. Mr Anderson



Aż mi się łezka w oku zakręciła widząc Tyrus zamkniętego w klatce przy ringu. Od razu mi się skojarzyło King of the Moutain. Cholera, tak świetna stypulacja. Niedługo Slammiversary i liczę, że TNA znowu nie da dupy i nie zapomni o tej świetnej walce podczas PPV. To tradycja i taki sam cios dla PPV jak zdjęcie swego czasu Ladder Matchu z Wrestlemanii. Ogólnie dobrze, że Tyrus został odciągnięty od walki bo EC III zgarnął czyste zwycięstwo. Jest coraz lepiej przygotowywane na feud z Kurt'em Angl'em i liczę, że taki też dostanie już za tydzień jak Kurt upora się z Ericiem jeszcze na tej gali (nie widzę innej opnii). Mogłoby to być w końcu coś świeżego. Swoją charyzmą na pewno EC by uatrakcyjnił obrazek mistrzowski, który ostatnio jest monotonny. No, ale na ten temat za chwilę. - pozytywnie.

I Quit Match for World Heavyweight Championship

Kurt Angle (c.) vs. Eric Young



Nie wiem czy tylko ja mam ten problem, ale słuchanie Erica sprawia mi dużo problemow. Brzmi jakby kazali mu mówić przez auto-tune. To takie bolesne! Ogólnie ciężko mi było przyzwyczaić się za czasu feudu Younga z Roodem do motywu Younga Heela. Young kojarzył mi się zawsze z zabawną, luźną postacią wchodzącą do ringu przy genialnym TNT. TNA udało się jednak z Erica zrobić całkiem solidnego heela. Zrobiono z niego mocną postać, ale dawka jego dominacji ostatnio była na tyle duża, że chyba bym padł gdyby zdobył mistrzostwo. Wymęczyli go mocno ostatnimi czasy i liczę, że zrobią nam od niego chwilę przerwy tak jak to zrobili z Bramem gdy przegrał swój feud z Magnusem - chociaż jego regularny pobyt na Impact akurat by mi nie przeszkadzał. Teraz właśnie ze względu na dosyć mocno poprowadzonego Erica liczę na EC III jako pretendenta, który jest w stanie po prowadzić dobry feud i przy okazji taki, który będzie na swój sposób luźny. Gdyby jednak już do tego doszło to byłbym ciekaw na co by postawiono. Na stratę tytułu Angle'a (mało prawdopodobne) czy też streak EC III (głupie). - pozytywnie.

Podsumowanie, ogólnie gala po raz kolejny nie wywarła na mnie żadnego konkretnego wrażenia. Po prostu była. Doznaliśmy w tym wypadku zastój storylinowy bo nie było nic nowego, a w większości po prostu zastoje storylinowe, a nawet kroki w tył - wystarczy spojrzeć na Storma, Magnusa i Micky. Za tydzień będzie ciekawa środa ze względu na ROH i TNA jednego dnia, ale szczerze pisząc nie możemy się jeszcze żadnych rewelacji spodziewać ze względu na fakt, że obie gale będą z wcześniej nagranych tapingów. Za kilka tygodni jednak liczę, ze TNA w konfrontacji z ROH pokaże nam coś konkretnego i świeżego bo niestety popadliśmy w rutynę. Recenzja sama w sobie może nie być na wysokim poziomie, ale dostępność gali w tym tygodniu była po prostu śmieszna. Czekanie na nią do późna, gdzie z reguły jest to w godzinach po południowych, po to by dostać galę w beznadziejnej jakości. Tyle w temacie.


Recenzja TNA Impact Wrestling 15/05/2015


Nadszedł czas na kolejny epizod Impact Wrestling rozpoczynający emisje świeżo nagranych tapingów. Czy z tej okazji zarząd federacji zaskoczy nas świeżością storylinów? Podejrzewam, że większość z nas by tego chciała, ale czy tak będzie? 

Segment w ringu



Ostatnio często mnie śmieszy w TNA to, że wszystko tutaj wychodzi tak naprawdę z niczego. Może to moje głupie przyzwyczajenia od rodziny McMahonów, ale zawsze mnie śmieszy to, że nikt tych walk nie zapowiada, często są ogłaszane na facebooku albo w spocie reklamowym, tak po prostu bez żadnego poparcia. Tak jest na przykład w przypadku tego Hardcore War. Brakuje mi spójności storylinowej, ale to może ja źle na to spoglądam. Segment odniósł się właśnie do tej walki, na celu miał zapoznanie nas z składem drużyny Kurt'a. Ogólnie boli mnie trochę fakt, że Kurt teraz zawsze musi robić za tego dobrego. Wszystkim słodzi dookoła tak jak w tym segu The Rising i Chrisowi, on musi być dobrym uczciwym mistrzem, a po drugiej stronie co? Pojawia się Eric Young, który od kilku tygodni powtarza to samo. Jemu należy się mistrzostwo, on jest pretendentem. Czyli ku rozpaczy wielu osób to nie koniec między nim, a olimpijczykiem i właśnie z tej okazji za tydzień ta dwójka zmierzy się ze sobą po raz kolejny w "I Quit Matchu". Stypulacja może jednak wskazywać na to, że wtedy na szczęście damy sobie spokój. Oczywiście z tego wszystkiego wyniknął brawl. BDC zza pleców zaatakowało zebraną w ringu drużynę Kurt'a i zaczęli nad nimi dominować do czasu aż BDC zwinęło się na widok Lashley'a. Długo nie widziany Bobby znów uderza do Impact Zone, dla mnie spoko, ale szczerze mówiąc jakoś bardzo nie tęskniłem bo nie widzę na ten moment dla niego żadnego ciekawszego feudu, pas Wagi Ciężkiej i Angle byli, a z BDC ile można się użerać. Dziś jednak przyjdzie mu to jeszcze zrobić bo stronie Teamu Angle. Na razie w tym segmencie pokazano cztery osoby drużyny Young'a i sześć osób drużyny Angle'a, trochę dziwnie chyba, że okroją skład The Rising w tej walce. Zobaczymy. Segment jak segment. 

Tag Team Match

The Dollhouse /w. Taryn Terrell vs. Brooke & Rebel



Nadszedł czas na tę ładniejszą część Impactu. Szpagat Rebel sprawił, że jestem w stanie uznać galę za najlepszą w tym roku. Tak na marginesie odnosząc się do sytuacji z obrazka, Rebel chyba zabiła sobie nogę skacząc szpagatem z narożnika, to wyglądało nie miło przyznam szczerze. No i mimo wdzięków niestety muszę powiedzieć, że obecność Rebel negatywnie wpłynęła na jakość walki. Ja osobiście nie kojarzę jej za dobrze, ale z tego co mówili komentatorzy to Rebel nie była w ringu od kilku miesięcy. I to widać bo wyglądała jak kompletny żółtodziób bo nic nie robiła w tej walce, nic jej nie dano robić konkretnego, ale czasu jej wiele poświęcono przez co jej nieudany skok z narożnika wpłynął na przegraną jej drużyny i przez większość czasu oglądaliśmy ją zbierającą baty od The Dollhouse. Zresztą widać było nawet brak doświadczenia u Rebel w momencie gdy wchodziła na narożnika. To łatwy sposób na rozpoznanie sytuacji. 

Singles Match

Tyrus /w. Ethan Carter III vs. Mr. Anderson




Przed smakiem walki był znów solidny speech Ethana Cartera, utrzymany w ostatnio wprowadzonym prezydenckim stylu. Może nie tak mocno jak ostatnio, ale znów pojawiły się małe nawiązania i ciężko nie przyznać po tej wypowiedzi Carterowi racji. Young przegrał tydzień temu, EC III wygrał więc Carter powinien być pretendentem, a nie Young i szczerze pisząc pewnie większość by tego chciała. Może wtedy w końcu jakiś feud o pas Wagi Ciężkiej w tym roku miał jakieś barwy. Anderson pojawił się i powiedział, że chce walczyć z Tyrusem i jeśli wygra to dostanie kolejną walkę z EC III. Ogólnie wyszło całkiem zabawnie gdy Anderson zaczął prowokować Tyrus'a nazywając go kilkukrotnie suczką Cartera. Tyrus nie pozostał na to obojętny i jednak doszło do walki. Ogólnie nigdy nie byłem fanem Tyrusa. Ni to Giant, ni to jakiś Powerhouse. Brak mu kompletnie wyglądu wrestlera, a i jego umiejętności mnie jakoś nie przekonują. Choć nie mogę powiedzieć, że walka wyszła zła bo taka nie byłą. Była dosyć standardowa i nie wniosła nic ciekawego. Może poza tym, że dojdzie do kolejnej walki między Andersonem, a EC III. Ciekawi mnie jednak czy będziemy mieli spięcie między Tyrusem, a EC III. Carter próbował interweniować w walce z krzesłem w momencie gdy Tyrus zdominował pojedynek no i wtedy Anderson miał czas by zebrać siły gdy trwało przedstawienie. 

BBQ Pitmasters Brawl

Magnus vs. Abyss



Czyż to ujęcie wyżej nie jest okropne? ^^ Ogólnie przed walką Magnus wyzwał do walki James'a, ale na jego słowa odpowiedział Abyss. I tu nastąpiło coś czego nie słyszałem od bardzo dawna, czyli Abyss posługujący się mikrofonem. Cholera. Ja mam dziurawą pamięć czy to rzeczywiście było cholernie dawno? Jeśli rzeczywiście to nie popisał się po powrocie. Ogólnie BBQ Pitmasters to... nowy program na Destination America związany z grilowaniem w związku z czym dla promocji jego debiutu ring był otoczony różnorakimi grillami i przedmiotami do grillowania i wszystko poszło w ruch gdy rozpoczęła się walka między Magnusem i Abyss'em. W sumie nigdy nie wiem co myśleć o takich sytuacjach. Na swój sposób było to rozrywkowe. Panowie okładali się tackami czy też pokrywami od grilli, a co było najgorsze dla oczu, dla serca to widok jak Magnus zaciska szczypce do grilla na.. "rejonach".. Abyssa. No, ale do czego zmierzam. Taka otoczka jakoś mi nie pasuje do feudu, który chce być poważny no, ale oglądało mi się to mimo to dosyć dobrze. Zawsze jakiś tam kawałek Hardcoru podczas gali, może nie wybitny, ale bardzo luźny patrząc na wykorzystane przedmioty. Zawsze to lepsze cross-promo niż te ostatnie co miało TNA z gośćmi co wykrywają duchy. Do ringu wpadło Revolution i Magnus sobie nie poradził. Bardziej brawl niż oficjalna walka.

Best of 5 Tag Team Series (0:0)

The Wolves vs. Dirty Heels



Teraz prawdopodobnie najbardziej wyczekiwany moment gali, czyli początek serii bitew o tytuły Tag Team! No i w stu procentach słusznie, że wyczekiwany. Zawsze byłem fanem Tag Team Matchy tylko był ten jeden problem gdy ta stypulacja w Main Streamie zaczęła być zabijana przez schematyczność i powtarzalność. Ta walka nie miała tego problemu. Świetny przebieg poprzedzony genialnym warsztatem technicznym całej czwórki sprawił, że ten pojedynek to must-see z tej gali. Pierwsze zwycięstwo wpada dla Wolves, a za tydzień kolejna walka z serii, licze, że równie dobra. Nie muszę nic więcej pisać. 

Segment w ringu




Panowie, kolejny must-see. W ringu pojawiło się Dollhouse i Taryn opowiadała o tym jak spędzała czas z córkami (przyszywanymi bodajże) Gail Kim. Oraz był to pokaz tego co Taryn ubierze na spotkanie z mężem Gail no i to jest ten fragment segmentu, który mogę uznać dla panów za must-see. Ta sytuacja jednak wprowadziła rywalizację między Taryn, a Gail na mocny, prywatny stopień. Tematy rodziny jak się okazuję to ostatnio dosyć powszechny motyw do storylinów stosowany w TNA, ale co poradzisz. Całę Dollhouse zebrało pod koniec segmentu dosyć solidne baty od sprowokowanej Gail Kim. Ogólnie jeszcze kilak tygodni temu nie wiedziałem jaki tak naprawdę ma gimmick Dollhouse, ale już jest to całkiem jasne. Dosyć śmieszna koncepcja na stajnie, ale trzeba przyznać, że na swój sposób się sprawdza. Szczerze pisząc to tak głośnej widowni na Impact dawno nie słyszałem jak podczas tego segmentu i to było jeszcze przed odkryciem stroju przez Taryn. Heel heat, gwizdy były naprawdę mocne, na tyle, że aż Taryn musiała męczyć się by przebić się głosem. Takie reakcje powinny być na każdym kroku, wpłynęło by to mega na odbiór gali no, ale niestety przy niektórych rzeczach jest to po prostu niemożliwe. 

Singles Match

Jessie Godderz vs. Robbie E



Przyznam szczerze, że tak długo była cisza na temat tego story, że już zdążyłem o nic zapomnieć. Dostaliśmy w przeciągu jakiś 6 minut trzy walki. Jak? Pojedynek skończył się po kilkunastu minutach na korzyść Robbiego. Jessie kazał zrestartować, powtórka z rozrywki i kolejny restart, każdy pod jakąś wymówką nie gotowości. Oczywiście ten ostatni również na korzyść Robbiego. Za każdym razem oczywiście był to jakiś roll up tudzież crucifix pin. To, że feud będzie dosyć komediowy to było do przewidzenia. Chociaż przyznać trzeba, że pod koniec trochę kreatywni odbiegli od tego i Jessie dosyć brutalnie zdewastował swojego byłego Tag Team partnera. Military Press Slam za ring i zderzenie głową z zawieszonym krzesłem na szyi z metalowym słupkiem od narożnika. Wydaje mi się, że może to wyeliminować na jakiś czas Robbiego. Czyżby Jessie mógł się wykazać w jakimś poważniejszym gimmicku? W sumie jest to na swój sposób ciekawe. Sytuacja taka sobie. Straszny zapychasz byle by było, że to istnieje. No bo motyw ciekawy z tymi wygranymi Robbiego w przeciągu dosłownie sekund, ale nie rozbawiło mnie to w ogóle. W pewnym momencie fani to fajnie podłapali licząc sekundy walki, ale to nie pomogło w moim odbiorze. 

Hardcore War

Team Young vs. Team Angle



Wszystko zostało rozwiązane. The Rising w Teamie Angle'a zostało pozbawione Drake'a, a BDC zostało zasilone przed Brama co jest bardzo dobrym wyborem i cieszę się widokiem tego zawodnika bo widać było ewidentnie, że po feudzie z Magnusem nic dla niego nie maja. A szkoda. Liczę, że to się zmieni. Pojedynek jest na tych samych zasadach co Lethal Lockdown tylko bez klatki. Zawsze lubiłem Lethal Lockdown więc i ten pojedynek przypadł mi do gustu pod względem stypulacji. Taki typowy brawl, gdzie jest chaos, ale ogląda się to dobrze gdyż jest po prostu agresywnie, a przedmioty są w ruchu. Tak też tutaj było. Tym bardziej, że nie był to brawl pełen zastojów, że panowie grzebali się po ringu tylko szła ofensywa za ofensywa i nawet udało się wprowadzić kilka fajnych spotów. Drew postarał się z całkiem dobrze wykonanym Somersoultem bez użycia rąk nad trzecią liną za ring. Nawet Kurt skoczył na grupkę przeciwników za ringiem chociaż było widać po nim, że wykonuje to strasznie nie pewnie. Trzeba panów jednak pochwalić bo mimo, że nie wyglądała ta akcja jakoś epicko, to wyglądała bezpiecznie i w taki sposób została wykonana. Patrząc na ogrom kontuzji Kurt'a ostrożności nigdy za wiele. Po tych lotach wyeliminowani zostali wszyscy prócz Chris'a Melendez'a oraz Eric'a Young'a. Melendez szybko poległ w tej konfrontacji i walkę wygrała drużyna Young'a, przez co obstawiam, że Kurt obroni tytuł za tydzień. Wy również? Po walce była dosyć ciekawa sytuacja. Na pewno innowacyjna i sam nie wiem czy trochę nie przesadzona. Sami fani buczeli podczas tego momentu, ale też było strasznie dużo ciszy i sam nie wiem czy może niezręcznej? Eric Young ściągnął protezę Melendeza. Po prostu ją wyrwał i zaczął z nią chodzić do ringu aż w końcu Kurt wszedł do ringu chcąc mu przemówić do rozsądku. Został jednak zdzielony tą.. protezą nogi. Dziwna sytuacja, dosyć nie potrzebna. Rozumiem, że heat na Young'a wzrasta i budowanie go na tego psychola, ale to było dla mnie zbędne. 

Podsumowanie


Tak samo jak tydzień temu gala mocno przeciętna. Oczywiście walka między Wolves, a Dirty Heels była świetna i jest niemalże pozycją obowiązkową jeśli chodzi o kartę tej gali. Reszta? Hardcore War też był dosyć solidny. Reszta w żaden sposób się nie wyróżniała. Żadnych ciekawych zwrotów w storylinach. Głównie pojedyncze speeche, nic nie wnoszące i walki, które nie stały na jakimś wygórowanym poziomie. Jedynie feud kobiet ruszył w tym momencie dosyć mocno, a i rzucić okiem na Taryn było miło. No, ale nie oszukujmy się, że to o wiele. O wiele za mało by nazwać tę galą bardzo dobrą, solidną. Była po prostu przeciętna. 

Recenzja TNA Impact Wrestling 08/05/2015


Najnowszy epizod Impact Wrestling, którym zajmę się w tej recenzji był początkiem nowych tapingów na najbliższe tygodnie. Z tej okazji ta gala została wyemitowana na żywo co jest niestety rzadkością. Impacty na żywo zawsze wypadały lepiej od pozostałych. Było tak chociażby kiedy ostatnim razem Impact przez jakiś czas emitował gale na żywo. Równało to się zarówno z żywszymi reakcjami widowni, lepszą pracą zawodników oraz niespodziankami z strony kreatywnych. Już na samym początku tej recenzji poznajemy jedną dużą, a na jej końcu ocenimy czy ta gala nie jest wyjątkiem od reguły.

Segment w ringu



DO YOU KNOW WHO THAT IS? To niespodzianka na dzisiejszy wieczór w postaci sędziego specjalnego w dzisiejszej walce wieczoru. Spekulacje były różne chociażby by na fanpage'u TNA na facebooku i często były one śmieszne. Trzeba jednak przyznać, że wśród nich rzadko kiedy przewijało się - Bully Ray. W końcu jeszcze nie dawno odszedł i krytykował nie które aspekty federacji za pomocą twittera. Dobrze wiemy, że dobro duszne TNA przebaczy wszystkim, ale po prostu dziwi mnie ten widok. Czyżby Bully Ray z "domu", którym nazwał WWE podczas Royal Rumble, został odesłany z kwitkiem? Gala powinna zacząć się z rozmachem i tak też TNA spróbowało opierając wszystko tylko na pokazaniu się Ray'a w odpowiedzi na słowa Eric'a. Nie wydaje mi się jednak, że osiągnęli taki rozmach jaki oczekiwali. Mogło to być o wiele lepiej rozwiązane.. albo przyjęte przez fanów. To już druga sprawa, trudno jednak im się dziwić.

Falls Count Anywhere Match

Ethan Carter III /w. Tyrus vs. Mr. Anderson




Wynik sondażu chyba nie mógł być bardziej przewidywalny. Trochę w stylu WWE, które da Ci trzy stypulacje, które za wiele nie różnią się od siebie i każdą można zabookować tak samo. Tak i w tym wypadku jednak Arm Wrestling Match nie miał żadnych szans z Falls Count Anywhere Matchem. Jak wypadła sama walka? Na pewno pozytywny wpływ na jej odbiór miała widownia, która żywo się jej trzymała. Trzeba przyznać, że EC III zawsze gdy się pojawia robi dużo zamieszania na widowni co ustawia go w dobrym położeniu jeśli chodzi o #EC3forChamp. Zresztą nie oszukujmy się, że od samego początku ta walka była nastawiona pod wypromowanie Cartera i tak też się stało. EC III wygrywa tę walkę dzięki Tyrusowi, który w ostatniej fazie walki wystawił Andersona Carterowi na tacy. Sam przebieg pojedynku był w porządku. Żadnych fajerwerków, trochę brawlu w okolicy ringu. Tak naprawdę pojedynek oparł się na dwóch spięciach między Tyrus'em i Anderson'em oraz na dwóch konkretniejszych spotach z Carterem na rampie. Oczywiście te dwie akcje wyglądały dosyć ładnie, ale wciąż to nic konkretnego. Najbardziej mnie ciekawi co dalej z Andersonem, dla którego tak naprawdę nie ma nic konkretnego w tej federacji. Może ciąg dalszy? Podłoże wciąż niby jakieś jest. Tym czasem EC jest niepokonany od 554 dni. 

MVP vs. Drew Galloway



Przed samą walką dostaliśmy promo od MVP, a następnie wymianę kilku wypowiedzi między nim, a Drew i przyznam szczerze, że panowie odwalili kawał świetnej roboty. Wymiana na bardzo wysokim poziomie i oboje świetnie spisują się w swoich rolach. Chociaż o to nie było trudno gdyż w tym feudzie to co dobrze zrobiono to idealnie zestawiono ze sobą kontrasty gdyż jak sam MVP mówi. Jego nie interesują fani i pro wrestlingu, lecz pieniądze i styl życia jaki niesie za sobą pro wrestling. Sama walka już nie była taka równa. Została całkowicie zdominowana przez MVP, przez co Drew jej znaczącą większość przeleżał na deskach co stworzyło dosyć standardowy przebieg bez niczego konkretnego. To co mi się jednak bardzo spodobało w tym pojedynku to końcówka. Drew przeszedł świetną kontrą z Playmaker'a do Future Shock DDT, za pomocą czego zakończył pojedynek. Po walce zrobiło się zamieszanie i nie chodzi mi tylko o to, że znów segment musi kończyć się brawlem, lecz o zamieszanie storylinowe. Eric Young wbiegł do ringu z krzesełkiem i rozpoczął ofensywę na The Rising co doprowadziło do ich przegrania w tej potyczce. Pytanie jednak z mojej strony jaki ma sens teraz mieszanie w to EY? Było już kiedyś wykorzystanie go w BDC i niby w jakimś tam stopniu współpracuje z tą stajnią. MVP w segmencie przed walką wspominał, że jego celem było przywrócenie tytułu wagi ciężkiej do BDC. Czyżby panowie mieli w przyszłości pomóc EY i przywrócić ich koalicję? 

Segment w ringu



Kontynuacja prywatnych rozterek w rodzinie Magnusa. Ogólnie James kontynuował swoje ciągłe manipulacje. Podarował Micky w prezencie specjalnie przygotowaną z myślą o niej gitare. Ogólnie widownia dosyć fajnie reaguje na te segmenty. Stormowi udaje się wszystko odgrywać tak żeby fani mogli to cheerować, a Magnus zbierał trochę tego hejtu. W końcu Magnus wyprowadził Micky z ringu zostawiając w nim prezent od James'a. W tym segmencie ogólnie to stroy zrobiło jakiś krok i może wreszcie zacznie się coś poważnego. Na pewno teraz Micky będzie miała wiele pretensji do Magnusa bo gdy Storm wspomniał, że ma prezent dla ich dziecka, Magnus cofnął się do ringu i rozwalił pozostawioną w ringu gitarę na głowie lidera Revolution. James słabą sytuację, w której postawił się Magnus może w przyszłości zacząć fajnie wykorzystywać i może nie długo zaczną się jakieś walki między nimi. Największą moją obawą jest jednak to by nie zrobiła się z tego za duża telenowela. Na podstawie tych segmentów mogę również powiedzieć, że brak Khoy i Manika u boku James'a wychodzi mu na dobre. Khoye w ogóle bym usunął, a Manika postawił znów w X-Division.

Handicap Match

Awesome Kong & Gail Kim vs. Doll House



Cóż połączenie pierwszej drużyny złożonej z Awseome Kong i Gail Kim brzmi ciekawie patrząc na to, że obie są odwiecznymi rywalkami. Poza początkiem walki nie było jednak między nimi żadnych spięć gdyż obie panie szybko odnalazły się w wspólnym masakrowaniu Doll House. I można śmiało powiedzieć, że to one więcej zdziałały w tej walce mimo mniejszego składu od rywalek. Taryn tak naprawdę mało co pomagała swoimi koleżanką i dopiero weszła do ringu pod sam koniec, na jej nieszczęście w łapska Awesome Kong, która jej nie oszczędzała. Przyznam poza tym, że dobrze bawiłem się oglądając tę walkę i tak samo widownia co można wywnioskować po ich naprawdę żywych reakcjach podczas pojedynku zwłaszcza skierowanych w stronę Awesome Kong. W roli face'a odnajduje się jak najbardziej. Dollhouse udało się zgarnąć zwycięstwo w momencie kiedy Taryn wykorzystała zamieszanie w ringu, za które były odpowiedzialne Jade i Marti. Trzeba przyznać, że to dobra decyzja. Potrzebna była tej stajni dosyć porządna wygrana na start mimo, że mimo przewagi wygrali ją na farcie i często byli w gorszej sytuacji. Po walce Kong i Awesome zabiły Marti. Przyszło jej zainkasować dwa finiszery. 


Segment w ringu



No i teraz przechodzimy do segmentu, który porusza dosyć gorący temat spowodowany złamaniem nogi Jeff'a Hardy'ego. Wszystko oczywiście tyczy się pasów Tag Team. Cóż tak jak można było się tego spodziewać tytuł trafia na vacant. Matt opuszcza arenę i mija się z Dirty Heels. Cóż, zarówno Aries i Roode byli juz gotowi wziąć te pasy z marszu i ogłosić się mistrzami gdyż fakt.. nikogo nie było innego. Dywizja ostatnio się skurczyła, a Revolution byłoby zgrozą bo pewnie przyszłoby Khoy stawać do boju o to złoto. Dirty Heels, którzy notabene są akurat Face'ami nie będą mieli tak łatwo i TNA tego wieczoru udało się spełnić smartowskie marzenie, na temat którego się rozmyślało przy okazji ostatniego TNA One Night Only: Jokers Wild. Tak sie złożyło, że wraz z złamaniem nogi Jeff'a, Eddie wrócił do pewnej sprawności przez co w najbliższych tygodniach dostaniemy Tag Team Best of 5 Series między The Wolves oraz Dirty Heels! Dla mnie osobiście to świetna wiadomość i spodziewam się serii REWELACYJNYCH pojedynków i to, że one takie będą dla mnie nie podlega żadnym wątpliwością. Chociaż i tak nic nie przebije ostatniego Best of 5 o te tytuły między Wolves, Hardys oraz Team 3D, do czego polecam zajrzeć jeśli ktoś nie miał okazji oglądać. No i oczywiście mam nadzieję, że przy tych pięciu pojedynkach Edwards nie na razi się kontuzją i Wilcza klątwa nie będzie kontynuowana. Warto napomnieć przy okazji, że na zapleczu Matt został zaczepiony przez Drew Gallowaya. Will Matt Hardy stand up for wrestling? Mi by pasowało! Feud z pewnością na mikrofonie byłby jeszcze lepszy bo tej formy Hardy'emu nie można odmówić.

Dla tych co nie widzieli materiał z wypadku Jeff'a Hardy'ego na motorze: 




Segment w ringu



"She's so sexy" - te chanty są tak naprawdę najlepszym podsumowaniem tego segmentu i mógłbym ten fragment recenzji pozostawić w takim stanie. I nie! Nie chodzi z pewnością o Angelinie Love, która rozpoczęła ten segment swoimi speechem. Chodzi o powracającą, w nowym wizerunku Velvet Sky! Dla przypomnienia Velvet została zwolniona przez walizkę Feast or Fired, którą ściągnęła dla Robbiego E, którą ten odwrócił przeciwko niej by samemu uniknąć zwolnienia. Ogólnie Velvet zawsze prezentowała się świetnie, ale ten imidż jej sprzyja no i mamy coś nowego. Wyszło to trochę tajemniczo bo z kamienną twarzą stała przez całe minuty tego segmentu bez żadnego konkretnego ruchu aż do momentu gdy wbiła się w Angeline Spear'em, lepszym od tych, które wykonuje.. a! Smartowa zagadka. Wiecie? Sam feud Angeliny Love i Velvet może być bardzo ciekawy i zacięty. W końcu mamy w tym przypadku bardzo spore podłożę. Oczywiście wszystko kręci się w okół tego z jaką radością i obojętnością Angelina kilka tygodni temu przyjęła odejście Velvet. 

World Heavyweight Championship Match

Special Guest Referee: Bully Ray

Kurt Angle vs. Eric Young




Powtórka z zeszłego tygodnia. Walka była równie zacięta co tydzień temu i pod tym względem nie ma co narzekać. Kilka aspektów przebiegu jak dla mnie jednak było kompletnie nie logicznych. EY zgadał się z BDC i Ci pokazali się przy ringu. Bully tak naprawdę trzymał ich cały czas na smyczy i nie mieli co zrobić aż do momentu kiedy został kopnięty między nogi przez Erica. I od tego momentu zrobiło się bez sensu. Bully zajął się swoimi rejonami, a BDC zaczęło obijać Kurt'a za ring. Oczywiście by NIE BYŁO SZLABANOWO musiało na ratunek przybyć The Rising. Co było mniej przewidywane przed nimi przybiegł Chris Melendez. BDC zostało odesłane na zaplecze przez The Rising i Chrisa, a EY próbował wykonać Piledrive na Bully'm co mu się nie udało. Nie rozumiem jednak czemu taki konsekwentny i dobry sędzia jak Ray, który cały czas trzymał wzrok na BDC nie ogłosił dyskwalifikacji? Prawda jest taka, że to było na tyle nie przemyślane, że gdyby miało to choć trochę sensu EY już by sam pozbawił się miana pretendenta do tytułu kiedy by Ray tylko i wyłącznie kazał zabić w gong. Dla mnie sytuacja strasznie bezmyślna. Prawda jest taka, że Ray nic sobie nie zrobił z tym, że został zaatakowany, a BDC obiło Kurta, który też sobie nic z tego tak naprawdę nie zrobił. Wydaje mi się jednak, że do zakończenia feudu albo jakiś zmian w nim i tak już doszło gdyż EY przegrał ostatecznie ten pojedynek czysto po odklepaniu. Taki wynik bądź co bądź był do przewidzenia. Eric zdominował ten feud i Kurt by naprawdę cienko wypadł gdyby przegrał po raz kolejny i w dodatku utracił pas. Young był górą z trzy tygodnie to Kurt musiał się wreszcie odkuć. 

Podsumowując


Gala wypadła solidnie chociaż jak dla mnie bez fajerwerków tym razem. Prawda jest taka, że oczekiwałem czegoś więcej po tej gali na żywo. W końcu zdarza się to rzadko. Dostaliśmy niby niespodzianki, ale szczerze? Powrót Bully'ego nie wypalił moim zdaniem, a mimo, że "she is hot" Velvet Sky to również mila niespodzianka to, to wciąż nic konkretnego. Ciężko mi było poczuć te galę chociaż były i bardzo dobre momenty. Głównie wymiana prom między Drew oraz MVP. Z niej zdecydowanie jestem najbardziej zadowolony. Szkoda, że znów nie było nic od X-Division na gali chociaż sam Josh wspominał w trakcie gali, że fani domagali się więcej X-Division podczas gali. Poza tym bez żadnych większych zmian i żadnych konkretów. Za następną galą na pewno przemawia początek Best of 5 Series między Wolves i Dirty Heels. No i jestem ciekaw na co w końcu zdecydują się odnośnie BDC bo małym problemem jest jednak fakt, że Ci feudują z wszystkimi i brawle między nimi, a The Rising są nadużywane. 

Recenzja TNA Impact Wrestling 24/04/2015


Dziś epizod IMPACT określony jako noc TKO, Night of Knockouts! Kobietom zostanie poświęcone wiele czasu, ale z pewnością nie tak dużo jak Tag Teamom w zeszłym tygodniu. Poza kobietami na pewno dostaniemy jeszcze Angle'a i Eric'a Young'a w walce o tytuł wagi ciężkiej! Największą zagadką tej walki jest to - który EY wejdzie do ringu. Stary, zakręcony czy nowy atakujący swoich przyjaciół za pleców? Zapraszam do czytania i zapoznania się z moimi spostrzeżeniami na temat najnowszego TNA Impact Wrestling.


Segment w ringu



Angle pojawia się w ringu i od razu zaprasza EY by zaspokoić niecierpliwość i dowiedzieć się, przed który Young'em przyjdzie mu dziś bronić tytułu. Kurt jak zwykle nie powiedział nic konkretnego. Szczerze pisząc, jego proma są mało ciekawe, na pewno nie takie jak powinny być. ostatnio zawsze jak coś mówi to nie wiem czy daje się wykazać innym czy po prostu ograniczają go do dobrego gościa, który zamiast pocisnąć kogokolwiek stwierdza z reguły fakty. Eric za to dał naprawdę fajne promo. Może rzeczywiście Kurt po prostu daje innym pole do popisu? Young oświadczył, że dziś Kurt zmierzy się z najlepszym, prawdziwym Eric'em Young'em po czym ujrzeliśmy handshake. Tę jakże uroczą sytuację, ekhem.. przerywa Austin Aries i jak dla mnie jak zwykle udowadnia dlaczego jest najlepszym mówcą w TNA. Jego proma są bardzo dobre i tak też było tym razem. Dostaliśmy oświadczenie od Ariesa, że prawdziwy EY to ten, który atakuje swoich kumpli zza pleców by pozbyć ich mistrzostwa i Kurt nie powinien mu ufać. Aries ogłosił, że dziś jest jego czas i niech Eric Young lepiej się odsunie i poczeka na swoją kolej gdyż on dziś inkasuje swoją walizkę Feast or Fired! Aries zostawił EY i Kurt'a w ringu. No i teraz zrobiło się ciekawie. Ujrzymy dziś dwie walki o tytuł Wagi Ciężkiej?

1# Cotender Fatal 4 Way Knockouts Match

Gail Kim vs. Angelina Love vs. Brooke vs. Madison Rayne



Cholera, jak ja uwielbiam Brooke no, ale to chyba sprawa na potem jak już uporam się z tą recenzją. Zaczynamy wieczór kobiet zapowiedzianą już tydzień temu walką o miano pretendenta do tytułu mistrzowskiego Knockouts. To co mi się podoba w TNA to, że kobiety w wrestlingu nie są tylko wyłącznie od tego by świecić walorami co oczywiście wszyscy bardzo lubimy. Organizacja takiej nocy jak ta ma jednak też ewidentnie do pokazania, że są one wstanie pokazać równie dobre show co panowie. Tak też było. Podoba mi się ten brutalny styl, w którym panie prowadziły walkę rozpoczynając ją od samego początku brawlem za ringiem. Brutalność u kobiet, którą jeszcze fajnie się ogląda i zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż te w UFC, jednak nie o tym mowa. To co mi się chyba najbardziej spodobało w tej walce to jak już w ostatnich minutach Gail zapięła na Madison dźwignię, w sumie mogę się pokusić o stwierdzenie, że był to Koji Clutch. Następnie zrobiła to samo Angelina na Gail trzymającą Madison w podobnym uchwycie nogami i na koniec dołączyła do tego Brooke naciągając plecy Angeliny na swoje kolana. Było to dosyć zaskakujące bynajmniej dla mnie, kogoś kto z reguły nie ogląda walk kobiet i wyszło całkiem sprawnie, kończąc wyjściem Madison i naprawdę fajnie wyglądającym kickiem z jego strony na twarz Brooke. Fani ewidentnie podłapali dobre wrażenie na temat walki tak samo jak ja i dostaliśmy chanty - "This is Awesome", które raczej o czymś świadczą. Po wymianie finiszerów na koniec już wiemy, że z Taryn tudzież Kong o tytuł zmierzy się właśnie Brooke.

The Rising & BDC


Przed samą walka dostaliśmy video z udziałem The Rising, gdzie Ci standardowo przedstawiają swój gimmick jak to oni nie stoją za Pro Wrestlingiem. Wychodzi im to dosyć fajnie, ale video zmonotowane niby fajnie, a z drugiej strony tak, że powinni je rozpocząć ostrzeżeniem dla ludzi chorych na epilepsje. Smart Fan Zone dba o zdrowie oglądających i ostrzega ludzi z epilepsią albo tych, którzy nie przepadają za oczo pląsem :C BDC na początku mnie nie przekonywało. Problemem było to, że TNA od kilku lat ma cały czas w ruchu jaką Heelową stajnię. Było Fortune, potem Asy i Ósemki, a teraz BDC. Po prostu nie rozumiem dlaczego TNA tak bardzo nie może sobie poradzić bez stajni. No, ale nie będę narzekał gdyż samo BDC pod względem składu podoba mi się o sto razy więcej niż Asy i Ósemki, a i stają się z każdym tygodniem coraz bardziej wyraziści przez kolejnego świetnego mówcę TNA, czyli MVP, który odwala kawał dobrej roboty. MVP ogłosił, że będzie to dziś uczciwa walka jeden na jeden po czym powiedział, że by dali mu chwile aż ściągnie kurtkę. Gdy wszyscy oprócz Mici opuścili ring, Kenny King wbiegł i zaatakował zza pleców Mice i tak też walka się zaczęła. Ciekawa zagrywka gdyż MVP nie powiedział, że to właśnie on będzie dziś walczył. 

Grudge Match

Kenny King (BDC) vs. Mica (The Rising)


Mógłbym w tym momencie zacząć się wywodzić na temat tego jak wyglądał Mica w WWE (Camacho), a jak wygląda teraz w TNA, ale nic konkretnego nie dam rady powiedzieć na ten temat bo po prostu nie wiem i ta walka też nie dała mi takiej możliwości. Dlaczego? Była pod szyldem Kenny'ego Kinga, któremu atak z początku walki i to, że po kilku pierwszych minutach reszta The Rising została wyrzucona na zaplecze przez arbitra, zdecydowanie ułatwiła mu zadanie. Oczywiście nie zabrakło krótkie comebacku Mici, w którym ten mógł pokazać (prawdopodobnie) swój finiszer, którym jest znane nam "Big Ending". Jego comeback jednak szybko został ostudzony, przez będące przy ringu BDC, którego jak zwykle sędzia nie umiał okiełznać. To jednak mu nie przeszkodziło w wygraniu meczu. W końcówce Kenny King leciał na Mice z akcją Springboardową i ten zagarnął go na barki przekształcając lot w Samoan Drop pozwalający odliczyć Kinga do trzech. To co jest najgorsze, że walka na stronie Impactu, która jest źródłem moich zdjęć walka jest określona jako Grudge Match. Stypulacja, sprawiająca, że coś jest na szali jak np z reguły włosy albo w Meksyku maska. Tu jednak nie usłyszałem kompletnie nic o co niby miała być ta walka i albo jestem mało spostrzegawczy i rozgarnięty albo to TNA coś miesza. Może ktoś mi to ułatwi w jakimś komentarzu?

Po walce BDC wpada do ringu rzucając się na Mice i oczywiście na pomoc przybiega The Rising, mamy klasyczny brawl, który przemienił się w solidny BEAT DOWN dla The Rising w momencie kiedy do całej szopki dołączył jeszcze Homicide. Po tym jak The Rising, a zwłaszcza Drew, po raz kolejny został obłożony przez Low Ki metalową rurką zostało ogłoszone na backstageu zaraz po walce przez niego, że za tydzień czeka ich walka podczas Hardcore Justice - "Metal Pipe on a Pool Match". Może być interesująco!

Debiut

Jade /w. Marti Bell (Doll House) vs. Laura Dennis



Zapowiedziany już tydzień temu debiut.. The Doll House. Kobiecej stajni, w której nie wiem o co chodzi, ale wiem, że jest mega.. schizowa. Kobiety z zaburzeniem jaźni? Opóźniony rozwój? Może ktoś bardziej kojarzy te dwie zawodniczki, gdyż poza epizodami w TNA występowały sporo na scenie niezależnej. Mi nie przyszło się tym interesować i pewnie lepiej określę swoje zdanie na przestrzeni tygodni. Na razie to tylko biega i krzyczy... cóż za brakiem rozwagi tych pań idzie także brutalność, której również nie zabrakło w tej walce. Są one agresywne co nie tylko przejawiają swoimi nieznośnymi krzykami, ale i też w ringu. Chyba nie lubią jak ktoś im się sprzeciwia bo gdy Marti zainterweniowała w walkę podcinając Laure, sędzia kzał jej opuścić arenę więc ta.. gdy ten się odwrócił z rozbiegu wbiła się kolanem w jego plecy i posłała go twarzą w metalowy słupek od narożnika. Ucierpiało się na tym również Laurze znanej fanom jako Cherry Bomb z gal One Night Only co doprowadziło do ogłoszenia dyskwalifikacji przez Chirsty co się źle dla niej skończyło, a konkretniej podwójnym lujem w twarz i Irish Whippem w schodki. Co jak co hate od fanów udało im się zebrać solidny. Zobaczymy co wyjdzie z tego projektu. Na scenie niezależnej już chyba istniał, to nie mój świat. 

Segment w ringu



Magnus zaprasza do ringu Micky James, która ma powiedzieć o swojej przyszłości w wrestlingu. Micky daje piękne, chwytające za serce, wrażliwe i smutne promo jak to przyszedł czas z zawodniczki skupić się na byciu matką. Rozpłakana Micky w ten sposób przekazała nam, że czas na emeryturę. Storm pojawia się w ringu i w dosyć faceowy sposób, chociaż bardziej nazwał bym to manipulacyjnym sposobem, stara się namówić Micky by ta jeszcze nie rezygnowała. Jako chodzi o manipulacje to typowa gadka jak to on ją dobrze zna, jaka ona jest świetna w tym co robi. Fani szybko złapali jego podejście do sprawy. Mimo przekonań Micky i Magnusa, że to już ostateczna decyzja, Storm zatacza pieprzone koło i mówi cały czas to samo, że to jeszcze nie czas, że nie prosi ją o pełen etat, a chociaż ostatni raz. Magnus po raz kolejny przyjął z zdziwieniem zachowanie Storma oraz ze sztucznym entuzjazmem to, że Micky zgadza się na ostatni mecz. Cóż widać ewidentnie, że James coś knuje i Micky na pewno tego nie widzi, Magnus stara się tego nie widzieć chociaż w momencie gdy po segmencie na zapleczu spotyka Davey'a, ten mówi mu, że Storm to diabeł i by Magnus nie pozwolił mu mieszać w jego rodzinie. Warto napomnieć już teraz by nie robić chaosu w recenzji, że pod koniec gali Magnus prosi kamerzystów by mieli na oku Micky. Zapowiada nam się całkiem ciekawy storyline.

Singles Match

Davey Richards vs. Manik


Tę dwójkę spokojnie można postawić pod szyldem "X-Division" i dobrze, że mamy okazję zobaczyć walkę tego rodzaju na Impact bo po prostu TNA niestety odłożyło ostatnio aż za bardzo na bok tę dywizję, która zawsze była najmocniejszym fundamentem federacji. Skład bardzo dobry. Zarówno Richards jaki i Manik to świetnie wyszkoleni zawodnicy jeśli chodzi o szybki i techniczny wrestling i taki właśnie przebieg walki dostaliśmy w ich wykonaniu. Jak ktoś lubi ten typ wrestlingu tak samo jak ja to warto rzucić okiem. Wyszło solidnie i zdecydowanie na plus. Richards jak widać solowo też sobie radzi i zgarnął pin po Creeping Death. Ciekaw jestem czy ta nazwa to przypadek czy Davey jest fanem Metallici :) Stały element Impact po walce jak w gre wchodzą stajnie i już zbytnio powtarzalny na tym epizodzie. Trzeci atak po walce. Revolution atakuje Davey'a Richards'a i co jest najdziwniejsze w tym wszystkim jakiś dzieciak krzyczy z widowni "Let's go Khoya". Nie wiem o co chodzi, ale to chyba ten 0,01% fanów Wrestlingu, który może lubić kogoś takiego. Na pomoc Davey'owi przed Abyss'em i Khoyą pojawiają się nowi mistrzowie Tag Team - The Hardys. Bez problemu neutralizują Revolution. 

Segment w ringu


Przy dekoracjach w ringu typowych dla przemowy prezydenckiej EC III ogłasza siebie następnym mistrzem Wagi Ciężkiej używając argumentu bycia nie przypiętym od piętnastu miesięcy. Czas rozpocząć kampanie EC III 2015 FOR CHAMP. Ogólnie całość mi się bardzo spodobało. EC III to ktoś kto dobrze odwala swoją robotę, a gdy był w WWE nigdy bym pewnie tego nie zobaczył. Wszystko zostało przedstawione w dodatku w fajnym zabawnym prezydenckim stylu statystykami co zmieni się w TNA. "God bless Impact Wrestling and God bless ECIII" bądź... Mr Andersona, który przerywa to oświadczenie. Ogólnie troche mi szkoda Andersona bo stać go na wiele, a jest używany wszędzie trochę na doczepkę. Po prostu nie rozumiem trochę jego roli w TNA, ale najwidoczniej stał się tutejszym Chris'em Jericho odpowiedzialnym za promowanie nowych twarzy i najwidoczniej teraz kolej na feud z EC III po tym jak wpadł do ringu i zaczął wyśmiewać się z Cartera mówiąc, że mógłby startować na prezydenta, ale to nie starczy by byc mistrzem - potrzeba krwi, potu, łez i poświęcenia. Wszystko doprowadziło do brawlu, w który EC III nie wyręczył się Tyrusem tylko sam zaczął walczyć no i poległ na tej płaszczyźnie. 

#EC3FORCHAMP
To co smarci? Dołączamy do kampanii? ^^


Knockouts Championship Match

Taryn Terell (c.) vs. Awesome Kong



To co mnie zaskoczyło to Taryn mówiąca przed rozpoczęciem walki by to była walka.. bez dyskwalifikacji! To dodało smaczku tej walce co trzeba przyznać. Gdzie indziej w main streamie nie zobaczycie kobiet okładających się kijami do kendo tudzież wykonujących sobie swing w metalową barierkę. Ten brak zasad pomógł tej walce ukazać tę brutalność, z którą są bookowane kobiety w TNA, ta "zażartość", że tak to ujmę. Walka sama w sobie nie była długa i z początku Kong dominowało, a potem zamieniła się kolejność i to Taryn przejęła inicjatywę wnosząc stół do ringu. I tu zrobiło się ciekawie. Przy ringu stanęło Doll House, a Taryn próbowała wykonać Kong Jumping Cutter na rozłożony przy narożniku stół. Kong kontrując cisnęła twarzą rywalki o stół i ją ułożyła na nim. W momencie gdy chciała na niego skoczyć Doll House zaatakowało kijami Kong, a następnie asystowały Taryn przy.. Powerbombie z narożnika prosto na stół w wykonaniu Taryn! Kong z impetem padając z narożnika na stół została odliczona do trzech przez Taryn, która oficjalnie przechodzi heel turn i najwidoczniej dołącza do Doll House. Widzicie jakie to jest śmieszne? TNA nie potrafi chyba wymyślać story, w których nie uczestniczą osoby trzecie. Ta federacja najwidoczniej jest zależna od stajni, grup albo bookerzy są mało ogarnięci bo nawet w dywizji kobiet powstaje nam Heelowska stajnia. No, ale powerbomb wypadł fajnie.

World Heavyweight Championship Title Match

Kurt Angle (c.) vs. Austin Aries



To co mi się podobało, że ta walka była promowana przez całą galę krótkimi segmentami. Mieliśmy ewidentnie już powrót starego EY jednak najwidoczniej jest na tyle zachwiany, że tak jak sam powiedział na zapleczu Kurtowi ma dość okradania go z mistrzostwa i tego traktowania. Kurt przyjmując wyzwanie Ariesa był po prostu zmuszony odłożyć walkę z EY na kiedy indziej i najwidoczniej to już przekreśliło powrót starego Erica. Mamy tego efekt gdy Austin jest już w ringu. Zostaje zaatakowany zza pleców przez Younga, a następnie inkasuje Piledriver na macie dookoła ringu i na schodkach! Kurt Angle wbiega na pomoc i odciąga Erica co kończy się atakiem również na mistrza. Young w tym momencie przeszedł mocny punkt w tworzeniu swojej heelowej persony po przez doprowadzenie Kurta do krwawienia i zapięcie brutalnego Submissionu na jego chorej nodze. Dużo teraz namieszał Eric i na pewno prędko nie powinniśmy zobaczyć powrotu tego starego Younga, a po prostu zagoszczenie na dłużej bardziej wyraźnego, nowego Erica. Co wy na to? 

Podsumowanie

Jestem zadowolony z gali. Okres nowych feudów rozpoczął się na dobre. W okół tytułu mistrzowskiego robi się ciekawie, Eric Young staje się wyraźniejszy niż był dotychczas jak heel. Sytuacja między Stormem i Magnusem jest intrygująca i może się rozwinąć z tego naprawdę ciekawy storyliny. Cóż, Magnus ma pecha do psychopatów. Sytuacja między BDC i The Rising również robi się coraz bardziej napięta i cóż. Gala byłą brutalna, pokazały to również kobiety, którym zostało poświęcone bardzo wiele czasu i dobrze bo one akurat na to zasługują swoją pracą. Jedyne co denerwuje to nadmiar stajni i brawli, które są niemalże na każdym kroku. Wystarczy przeanalizować moja recenzje by zauważyć jak ta gala byłą zabookowana. Nie wiem w czym tkwi problem. Ograniczona kreatywność bookerów? No, ale cóż. Mimo to ogląda się to bardzo dobrze, Orlando o dziwo nie zawodzi i atmosfera jaka panuje w Impact Zone od kilku tygodni jest na tyle dobra, że przebija ogromne areny RAW nie jednokrotnie. Jestem usatysfakcjonowany mimo wszystko i na razie stajnie i powtarzalność mi nie zawadzają, ale zapewne do czasu. Brutalność dzisiejszej gali idealnie zapowiedziała kolejną galę specjalną, którymi tak TNA nas napawa ostatnio - Hardcore Justice. Najbardziej Hardcorowe Impact w roku już za tydzień i zapraszam właśnie wtedy do zapoznania się z moją opinią na ten temat. Tymczasem - #EC3FORCHAMP