Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smartoweprojekty. Pokaż wszystkie posty

#7 Czuć Luz! - Zmarnowany potencjał Divas Revolution

Dzisiejszy odcinek może być dla niektórych ironiczny. Niedawno zapowiadaliśmy huczną rewolucję na naszym blogu, a póki co wydaje się, że jest cicho. Niech was to jednak nie zwiedzie, ponieważ nasze milczenie nie oznacza opieprzania się i pierdzenia w stołek, a pracę nad stroną organizacyjną i techniczną pewnej nowości, która wkrótce do was dotrze i to na pewno, ponieważ wszystko już jest klepnięte. Przechodząc już do właściwego tematu - Rewolucja Div w WWE, zapraszam!



Zmarnowany potencjał Divas Revolution



Kobiety z NXT czyli Charlotte, Sasha Banks, Becky Lynch i do tego jeszcze Bayley ( która jak wiemy nie bierze udziału w rewolucji przez kontuzję przed jej rozpoczęciem ) sprowokowały coś co w głównym rosterze nazwano Divas Revolution. Długotrwałe panowanie sióstr Bella miało zostać przerwane przez świeżą krew, która bije Nikki i Brie na głowę w każdym aspekcie. Trzeba przyznać, że początkowe momentum tej akcji było niesamowite i nie było lepszej szansy na jej rozpoczęcie aniżeli to co ujrzeliśmy - debiut wszystkich trzech pań jednocześnie. Wtedy WWE pokazało, że potrafią coś zrobić dobrze. Face'owe Charlotte i Becky Lynch pod swoje skrzydła wzięła niejednokrotnie oszukiwana przez Bellaski Paige, a Heelowa Sasha Banks dołączyła do Taminy i Naomi tworząc Team BAD. Paige, Tamina i Naomi odzyskały jako taki blask ( druga drużyna w dużej mierze zawdzięcza to fenomenalnej Sashy ), a siostry Bella bardzo szybko zostały sprowadzone do roli przegranych. Kiedy wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku... wszystko trafił szlag, na dobrą sprawę szybciej niż panie zdołały nabrać rozpędu.

Oryginalny scenariusz z całą pewnością zakładał szybkie przejęcie pasa Div przez którąś z nowych twarzy. Newsy mówią o powtórce z debiutu Paige, której rolę tym razem miałaby odegrać Charlotte. Czy to by nie było świetne rozpoczęcie Divas Revolution? Spora część z was mówi, że akurat Charlotte najmniej zasługuje na tytuł i za dużo zawdzięcza ojcu, który wepchnął ją do biznesu. Jest w tym ziarnko prawdy, ale o wpychaniu ( nie tylko do biznesu ) więcej wie obecna jeszcze mistrzyni - Nikki Bella... i teraz zacznie się robić trochę ostrzej i nieprzyjemniej.

Wspomniany wcześniej oryginalny scenariusz rewolucji div został zablokowany. Przez kilka tygodni panie z trzech wrogich drużyn walczyły ze sobą. W Tag Teamach, solowo, przerobiliśmy już chyba większość możliwych konfiguracji. Nagle Charlotte otrzymała Title Shota na pas Nikki. Stawka bardzo wysoka, ponieważ Flairówna miała szansę na zatrzymanie runu mistrzyni na krótko przed pobiciem rekordu AJ Lee. No właśnie... miała szansę. Po ujawnieniu zakulisowych informacji i plotek jakoby Vince McMahon i w dużym stopniu John Cena zatrzymali przebieg Divas Revolution. O pozycji Nikki w WWE i jej powodach nie trzeba chyba już nikomu mówić. John Cena dowiedziawszy się o nieuchronnej porażce swojej ukochanej pobiegł i zasugerował, że lepiej, aby rekord miała lojalna pracownica zamiast kobiety będącej poza organizacją i do tego będącej żoną... uwaga, uwaga... CM PUNKA! AJ nigdy oficjalnie nie oberwało się za bycie partnerką Brooksa, ale ten fakt z pewnością został przemyślany przy okazji długo trwającego runu Nikki. Oczywiście oficjalnie to na pewno zbyt słaba reakcja fanów powoduje zatrzymanie w miejscu rewolucji. Problem jest jednak w tym, że to bzdura. Fani reagowali na nowe twarze, większość z nich znała je z NXT i wiedziała, że to może być hit. Jednak po dramatycznym zwolnieniu tempa ludzie już nie mają frajdy z oglądania tej eskapady. Jedynym ratunkiem dla rewolucji Div jest teraz wygranie przez Charlotte tytułu i kompletne wycofanie sióstr Bella z piedestału na rzecz bardziej utalentowanych kobiet, do których wkrótce może dołączyć nowy underdog i ulubieniec dzieci - Bayley. Nie wszystko jest jeszcze stracone, ale duża krzywda tej rewolucji została już wyrządzona i tego nie da się cofnąć, niesmak pozostanie.

WWE miało szansę przywrócić dywizję kobiet na poziom sprzed lat, kiedy oglądało się je nie tylko dla fajnego ciała. Tak jak wspomniałem, początek dał wiarę w to, że ta federacja nie musi wszystkiego spierdolić. Miało być inaczej... wyszło, jak zwykle. Panie z NXT zadomowiły się już w głównym rosterze i wkrótce przestaną być kojarzone z czymś nowym, sensacją, która wtargnęła szturmem na Raw i zrobiła porządek z całym tym burdelem. Aż strach pomyśleć co by było gdyby ktoś w podobny sposób chciał zablokować push oryginalnej grupy Nexus. Po rozgromieniu Ceny w ringu i zdemolowaniu jego okolic zapewne walczyliby jakby nigdy nic na Raw, aby po pewnym czasie znowu siać zamęt. Takich rzeczy ludzie nie kupują i nie ma w tym nic dziwnego. Widać tu gołym okiem kretyńską logikę WWE, według której zatrzymane nagle momentum da się odzyskać w kilka chwil. Niestety nie, szansa na obrót spraw w dywizji pań o 180 stopni narastała i dojrzewała od wielu miesięcy w NXT. Druga taka sytuacja może przez długi czas się nie przydarzyć.

A co wy myślicie o sposobie w jaki Divas Revolution zostało zablokowane? Czy macie jakieś usprawiedliwienie dla takiego stanu rzeczy? Zapraszam do podzielenia się swoimi przemyśleniami na ten temat w komentarzach!


-----------------------------------------------


Zdjęcia pochodzą ze strony www.sportskeeda.com

Współpraca z serwisem WrestleHawk!

Jestem świadom tego, że wiele osób spośród was czeka na nowe odcinki Czuć Luz. Gorąco zapraszam już w piątek w godzinach popołudniowych! Zanim to jednak nastąpi, mam bardzo ważne ogłoszenie. Otóż zostaliśmy partnerami dla ekipy projektującej i sprzedającej wrestlingowe gadżety!


Współpraca z serwisem WrestleHawk!


Na fanpage znajduje się odpowiednia notka na ten temat, ale postanowiłem także o napisaniu specjalnego posta. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że nie będzie to zwyczajna współpraca dwóch stron na zasadzie "my wrzucamy wasze artykuły, a wy nasze" i liczymy na rozwinięcie tych kolaboracji. No tak, ale zapytacie "co nas to interesuje?". Powinno was to interesować z tego powodu, że dla was również z tego partnerstwa może wyniknąć bardzo wiele dobrego. Mamy naprawdę kilka fajnych pomysłów, jak urozmaicić działanie zarówno naszej strony, jak i nowych kolegów włącznie z paroma konkursami, ale o tym będziemy pisać dokładniej, kiedy będzie na to czas ;>

Przyszła pora na część, w której wyjaśnię wam pokrótce czym WrestleHawk wyróżnia się i dlaczego zdecydowaliśmy się na współpracę. Jak wszyscy dobrze wiecie, jesteśmy blogiem o oryginalnych treściach i cenimy sobie takie podejście do sprawy. Chcielibyśmy także działać z ludźmi mającymi podobne podejście, a według nas właśnie takie prezentuje ta ekipa. W ich ofercie znajdziecie kilka wzorów zbliżonych do oryginałów z WWE Shopu, ale w dużej mierze chłopaki stawiają na własne pomysły, z których kilka naprawdę zasługuje na brawa, a przecież to dopiero ich właściwy start. Jeżeli nie przypada wam do gustu żaden z projektów ( mało prawdopodobne ) to możecie skorzystać z opcji, w której sami wcielacie się w rolę projektanta. Macie okazję zamieścić wzór lub napis na wybranym fasonie koszulki i być jedynymi w swoim rodzaju. Oczywiście warto zaznaczyć, że ubrania będące w ofercie sklepu są w nieporównywalnie lepszej jakości aniżeli tzw. "samoróbki".

Podsumowując, WrestleHawk może rozwinąć się bardzo dynamicznie i będzie to dla nas przyjemność móc pomagać w tym od startu. Jesteśmy pewni, że spodoba wam się ich styl oraz oczywiście, że uda się zrealizować wspólne pomysły. Dotarłeś do tego miejsca? To świetnie, teraz zerknij jeszcze odrobinę niżej. Masz tam wszystkie potrzebne linki, wystarczy kliknąć.




----------
----------




#6 Czuć Luz - internet zepsuł wrestling czy go ulepszył?

Na samym wstępie, zanim jeszcze w ogóle przejdę do właściwej części tego artykułu, chciałbym wam gorąco podziękować za odbiór relacji na żywo z WWE Summerslam. Był to pierwszy wpis na blogu, który przekroczył barierę 1000 odsłon! Zdaję sobie sprawę z tego, że rzeczywiście spora część z tego to odświeżanie strony przez czytelników, ale i tak jest to dla mnie sukces ( i dla całej ekipy ), ponieważ wcześniejsze relacje oparte na podobnej zasadzie nie zgromadziły aż takiej rzeszy odbiorców. Także cóż... gratuluję całej ekipie, że udało się to zrobić, nieskromnie pogratuluję też sobie, a my przechodzimy już do właściwej części szóstego odcinka "Czuć Luz". Wrestling obecnie bez internetu straciłby bardzo dużo, to nie ulega wątpliwości. Jest też jednak druga strona medalu... bez internetu łatwiej byłoby zaskoczyć i podporządkować sobie fana co z pewnością byłoby na rękę takiemu WWE. To zaledwie dwa zdania wstępu na temat poniższego artykułu, ale nie ma potrzeby żeby rozwodzić się bardziej, zapraszam!



Internet zepsuł wrestling czy go ulepszył?



Po pierwsze warto odnotować, jak wrestling wyglądał przed globalizacją i erą wszechobecnego internetu. Kayfabe to pojęcie, które jest raczej znane wszystkim smart fanom. Swego czasu był on wszędzie. Wrestlerzy nie wychodzili ze swoich ról nawet na chwilę. Z upływem czasu i przy udziale kilku ważniejszych wydarzeń - Kayfabe został złamany i chyba nikt już nie wierzy, że ci dwaj panowie bijący się w ringu są wrogami także w rzeczywistości. Kayfabe miał spory udział w tworzeniu magii wrestlingu, ponieważ według mnie postrzeganie tej rozrywki jako coś bardziej realnego było bardzo w porządku. Oczywiście teraz mogę zostać wyśmiany, ale takie jest moje stanowisko. Nie o Kayfabe chcę jednak dziś mówić, ale o czymś co pośrednio jest z tym związane i miało tak samo mocny wpływ. Mianowicie chodzi o udział internetu. No właśnie... jaka jest jego waga i w jaki sposób jest obecnie wykorzystywany jeżeli chodzi o wrestling?




Zacznijmy od tego, jak obecnie samo WWE wykorzystuje internet. Nawet kilka lat temu nie było takich programów w serwisie Youtube, jak 5 Things, JBL&Cole Show czy chociażby symulacje PPV przy użyciu gry WWE. Sama federacja wie, że internet ma ogromne znaczenie i może posłużyć do lepszego zintegrowania się z fanami. Zawodnicy też na własną rękę próbują zaistnieć w sieci swoimi vlogami ( idealny przykład Zacka Rydera, którego internetowy program miał wpływ na jego realny push ). Wszystkie te zabiegi w świecie wrestlingu wypadają in plus. Ludzie są ciekawi takich rzeczy, a WWE jako jedyne wychodzi naprzeciw oczekiwaniom i serwuje dość dobry jakościowo produkt "około-wrestlingowy". Nie można zapomnieć o Twitterze. To wynalazek, który w Polsce raczej nie przyjął się tak dobrze, jak Facebook czy Youtube, a nawet Instagram. Jest to jednak całkowicie inny format portalu społecznościowego. Gwiazdy WWE i osoby związane z biznesem korzystają z niego i jako fani możemy osobiście podpytać o co tylko chcemy. Przez samą federację Twitter był nawet wykorzystywany do rozgrzania feudu, ale na szczęście agresywnie tylko w przypadku feudu Ceny z The Rockiem. Z tych pozytywnych stron obecności internetu przy wrestlingu warto też wspomnieć o memach. Fani z całego świata potrafią tworzyć rzeczy, przy których można się uśmiać, a my mamy możliwość zobaczenia tego bez żadnego problemu. Ludzie czerpią garściami z wrestlingu w poszukiwaniu inspiracji do tworzenia różnych rzeczy. 

Na osobny akapit zasługuje też możliwość oglądania gal w wysokiej jakości w internecie. Kiedyś było to niemożliwe, a nieco później utrudnione. Teoretycznie nie jest to do końca prawe patrząc ze strony federacji, ale zwłaszcza dla polskich fanów ( wciąż dymanych w dupę... ) jest to nie lada udogodnienie. Wprawdzie WWE Network zaczyna dorzucać do swojej oferty stare gale, aby zachęcić widzów. Umówmy się jednak, że cena za usługę jest trochę śmieszna. Trochę cebulacko? No to proszę sobie wyobrazić, że nawet te 10 dolarów dla kogoś kto ogląda tylko Raw, NXT i PPV to lekka przesada. Okej, gdybym miał wolne 10 dolców to może bym je tak wydał, ale na dzień dzisiejszy pozostanę przy korzystaniu z różnych stron oferujących streamy albo uploady... i jestem pewien, że nie tylko ja jestem takiego zdania. Jednakże oglądanie gal w internecie to nie tylko sprawa WWE Network i tego typu rzeczy. Skoro jesteśmy smart fanami to nie wypada zapomnieć o tym, że zdecydowana większość mało znanych i niezbyt budżetowych federacji znajduje swoją niszę w internecie. To tam miejsce ma rozrywka, którą spora część z was naprawdę ceni kosztem mainstreamowego produktu. Gdyby fani nie szukali nowych rzeczy oferujących wrestling w sieci to takie miejsca by nie powstały, ale w myśl zasady "jest popyt, jest podaż"...

Są też bardziej negatywne strony tego, że wrestling wdarł się do internetu. Pierwszy przykład z brzegu - dzieciaki wydurniające się na materacach, próbujące zaistnieć. Może jest to naciągany przykład, ale mamy takiego małego fana wrestlingu, który bierze materac, kumpla i robią niebezpieczne akcje, kiedy brat tego drugiego wszystko nagrywa. Potem wrzucają to do internetu. Niestety żadna kampania żadnej z federacji nie zwalczy czegoś takiego, ponieważ to są dzieciaki, które nie są świadome sytuacji, w której się znajdują. Drugą rzeczą sprawiającą problem są wszechobecne spoilery i jest to chyba najgorszy minus, który według mnie strasznie... tutaj użyję dobitnego słowa, spierdolił wrestling. Nastąpiła generacja fana 2.0, który czyta wyniki tapingów, spoilery przed PPV, a później naprawdę ciężko jest go czymś zaskoczyć i on sam czuje się sfrustrowany tym, że wszystko jest przewidywalne. Istnieje grupa fanów, którzy stronią od spoilerów i chcą być zaskoczeni, ale pokusa jest jednak spora. Czasami nawet nieświadomie przeczytamy spoilery. Wystarczy wejść na pierwszy lepszy serwis z newsami i na dzień przed dużym PPV dowiedzieć się, że Sting/Lesnar/Undertaker pojawili się w mieście, w którym rozgrywana jest gala. Moim zdaniem to psuje widowisko, ponieważ będziemy wciąż czekać na pojawienie się któregoś z nich. Nie zawsze będzie to w ogóle miało miejsce, a wtedy to już w ogóle jest mało ciekawie jeżeli chodzi o samopoczucie po takiej gali...

Szukając argumentów na "nie", powinienem sięgnąć do wszelkich for wrestlingowych. Nie będę wymieniał z nazw, ale każdy chyba wie jakie dwa największe fora o tej tematyce działają u nas. Jedno z nich cechuje ogromna ilość dzieci i trolli wręcz uniemożliwiających użytkowanie portalu, a drugie wręcz przeciwnie. Masa "smartów" wiedzących o biznesie wszystko i podkręcająca śrubkę jeszcze bardziej niż my. Takie środowisko jest mocno opiniotwórcze ( choć dojrzali fani mogą być odporni na jakieś bzdury, ale pamiętajmy o tych młodszych czy mniej doświadczonych ) i wszystko byłoby okej, gdyby opinie kreowane przez nich były sensowne. Skacząc z jednego portalu na drugi ciężko utożsamić się z czymkolwiek. Nie jestem fanem ani jednego ani drugiego portalu i myślę, że jest to dość ważne do zaznaczenia przy braniu tego akapitu na poważnie.

Podsumowanie


Jak widać, plusów jest mimo wszystko nieco więcej niż minusów. Ocena tego czy internet ma negatywny czy też pozytywny wpływ na wrestling, jest raczej subiektywna. Każdy sam podejmie decyzję co do tego czy któryś argument przechyla szalę. Ja przez długi czas byłem zwolennikiem opcji, że najcięższą zbrodnią są wszechobecne spoilery i brak elementu zaskoczenia. Postanowiłem jednak przeprowadzić eksperyment i unikam od dawna miejsc, w których mogę się dowiedzieć "zbyt dużo" zwłaszcza przed dużymi galami. Wychodzę z tym na plus i przy takim sposobie obserwacji wrestlingu, bardzo dużo zyskały plusy jego obecności w internecie. Na dzień dzisiejszy uważam, że wynika z tego więcej dobrych rzeczy, a ilość tych gorszych sami sobie dawkujemy. Jaka jest wasza opinia na ten temat? Zachęcam do podzielenia się opinią, może ktoś widzi jeszcze jakieś strony tego sporu?




* ikony pochodzą z www.vectorcopy.com

Gdzie jesteś Dean? [Przemyślenia Tryka]

 
Narzekanie na creative team to już według mnie utarty banał, ale po raz kolejny jestem zmuszony poruszać temat kreatywnych. Jestem także pewien, że to nie ostatni raz i w przeciągu miesiąca bookerzy znowu zagrają mi na nerwach swoimi chujo.. pomysłami.

 Tydzień do Battleground, wracam do oglądania wrestlingu na stałe i zastanawiam się gdzie jest Dean Ambrose. Podczas drogi do WrestleManii myślałem, że jego czas nastanie właśnie w wakacje 2015, że to on zgarnie walizkę i to on będzie walczył w main evencie SummerSlam. Obecnie ciężko, aby moje przewidywania z początku roku się spełniły. To jest po prostu grzech, by nie korzystać z tak utalentowanej gwiazdy jaką jest Dean. Końcówka poprzedniego roku była jego i to, że nie odegra żadnej ważnej roli na Battleground jest kolejnym strzałem w stopę.

 Pokonanie Setha i zdobycie pasa przez Ambrose'a byłoby jedną z najciekawszych rzeczy, które mogłyby się wydarzyć w czasie wakacji. Chyba każdy się zgodzi, że jego feud z Rollinsem był ciekawy, wciągający i chciało się tylko więcej. Po Money in the Bank postać Deana stanęła po raz kolejny w martwym punkcie.

Reigns miał apetyt na walizkę, ale nie wygrał i dostał za rywala Braya Wyatta, Sheamus, który jest Mr. MitB dostał Ortona. Seth będzie bronił tytułu przeciwko Lesnarowi. Cena natomiast rywalizuje z Kevinem Owensem. Obsada starcia o pas IC także jest obstawiona, więc dla Deana nie ma po prostu miejsca. O pomysłach na zawodnika już nawet nie mówię, bo wystarczy tylko ruszyć głową.


Według mnie kreatywnii traktują teraz Ambrose'a jak łatkę. Tu wstawimy go, bo nie ma kogoś, tam, aby przypomnieć, że jest w rosterze i jeszcze tam, aby zapodał dobrym promem. W sumie, to nie zaskakujące, lecz z pewnością Lunatyk nie zasłużył na miano kozła ofiarnego.

Jedyny feud, który według mnie mógłby teraz dostać to konflikt z Kanem, ale to i tak nie byłoby coś fenomenalnego. Nie oszukujmy się, Big Red Monster nie jest tym samym zawodnikiem co kiedyś i walki nie miałyby dobrego poziomu. Miejsce w karcie także byłoby bardzo słabe, więc jaki tu wgl. sens.

Jest tu ktoś, kto sądzi, że są jakiekolwiek szanse, aby Dean odegrał ważną rolę na SummerSlam? Ja w to wątpię. Mam nadzieję, że kiedyś CT ogarnie się i ustalanie karty będzie zaczynać od niego, bo szkoda, aby taki wrestler siedział w domu i oglądał galę z własnego salonu.

Mój twitter: Klik
Nasz fanpage: SFZ

#1 Czuć Luz - Punk vs Cena, czyli WWE jednak potrafi!

Witajcie w mojej nowej serii! Nazywa się ona dokładnie tak, jak widzicie czyli "Czuć Luz" i na wstępie zaznaczam, że nie będzie dotyczyła tylko wrestlingu. Dzisiaj w prawdzie akurat o tym, ale nie zawsze tak będzie. Chciałem po prostu utworzyć cykl, aby pozbierać moje wszystkie myśli, które chcę przekazać w jednym miejscu. Zaczynamy od przyjrzenia się kondycji WWE jeżeli chodzi o tworzenie wciągających i interesujących storyline'ów...

CM Punk vs John Cena - rok 2011



Tą walkę pamiętają chyba wszyscy. CM Punk vs John Cena - Money in the Bank 2011 ( Chicago, Illinois ). Wszystko nie tylko w tej walce, ale i w tym feudzie było na miejscu. Arcyważne było postawienie CM Punka w roli mocnego underdoga, gdyż stając naprzeciw Ceny musisz być Brockiem Lesnarem, aby nie być postrzeganym jako ten, który co najwyżej może sprawić niespodziankę. Na całe szczęście WWE było chyba w doskonałej formie i fani uwierzyli, że Punk faktycznie może pokonać Cenę. Kluczowym momentem były jego wybitne proma ze słynnym, wygłoszonym podczas Raw Roulette, shootowym promo przerwanym przez odłączenie mikrofonu ( Nie pamiętasz? Sprawdź! ) na czele. Dla mnie jest to już klasyka gatunku i przy okazji wspominania tego konfliktu - ten speech wraca do głowy. Od tego momentu oraz ogłoszenia, że CM Punk opuszcza WWE po gali Money in the Bank - zaczęliśmy wierzyć, że Punkowi się uda. Czy wierzyliśmy, że faktycznie ostatni raz zobaczymy go właśnie na MiTB to już inna sprawa ;)

Równie ważnym aspektem co postawienie Punka w roli wiarygodnego rywala dla Ceny było pokazanie, że nie ma faktycznie nic do stracenia oraz trzyma w garści McMahona i całe WWE. To również moim zdaniem się udało. Punk, któremu kończy się kontrakt, walczy o pas WWE. Vince mimo wszystko musi dopuścić do siebie myśl, że John Cena może nie obronić pasa, a wtedy CM Punk opuści federację z pasem mistrzowskim. Taka wielka marka nie może sobie na to pozwolić. CM Punk doskonale o tym wie... i ma okazję do zabawy. Negocjowanie nowego kontraktu dla Punka miało burzliwy przebieg. McMahon zawiesił nawet Brooksa, ale bohaterski John chciał pokonać go 1 vs 1, czysto... jak się skończyło, wszyscy wiemy. Doszło nawet do jawnych negocjacji McMahona z Punkiem podczas których Phil domagał się wszystkiego co paradoksalnie już kilka miesięcy później miał. ( Segment, o którym mowa - przypomnij sobie czym jaraliśmy się 4 lata temu ). Ostatnie chwile tego segmentu to coś czego McMahon najbardziej się bał... ostatnie słowa Punka to perfekcyjne zakończenie drogi do Money in the Bank i już wtedy można było się spodziewać czegoś niespodziewanego.


No i jesteśmy! Po kilku tygodniach hype na tą walkę osiągnął wysokość najwyższych wież w Dubaju. CM Punk i John Cena w ringu, na szali pas WWE i na dobrą sprawę kariery obu zawodników ( przynajmniej wtedy tak kazano nam myśleć ). Nie mogło być lepszego miejsca na rozegranie tej bitwy niż Chicago. John Cena wychodząc do ringu z opuszczoną głową... to jest prawdziwe Once in a lifetime. Wtedy jego szanse zmalały, przynajmniej psychologicznie. A Punk? Przywitany, jak bohater we własnym domu. Transparenty "CM Punk" "If Cena wins, We riot" itp. zbudowały taki klimat, którego po tym wydarzeniu już chyba nie spotkałem w WWE. ( Entrance CM Punka w Chicago - Klasyk! ). Warto wspomnieć, że był to ostatni raz, kiedy usłyszeliśmy "This Fire Burns" czyli w mojej opinii najlepszy theme song Punka. Nie wiem jak wy, ale ja czułem autentyczne emocje, a przecież wiedząc, że w WWE wszystko jest ustalone odgórnie - wcale nie jest to takie proste. Sama walka to w końcu jedyny 5-star w federacji McMahonów od wielu, wielu lat. Efektowne nearfalle, submissiony, akcje. Na tamten moment to było najlepsze co WWE mogło nam zaoferować i dostaliśmy to! Końcówka tego długiego pojedynku to znowu "bohaterstwo" Johna Ceny. McMahon i John Laurinaitis ( wtedy jeszcze nikt nie wiedział co to do cholery za koleś ) chcieli powtórzyć Montreal Screwjob, ale aktualny wtedy mistrz WWE nie pozwolił na to. Uderzył Laurinaitisa w twarz i wykrzyczał, ze chce to wygrać na swój sposób... po czym wślizgnął się do ringu, otrzymał GTS i został odliczony do trzech. Piękny koniec walki! Mina McMahona bezcenna, reakcja fanów również. Vince próbował ratować sytuację wzywając Alberto Del Rio do zainkasowania swojego kontraktu Money in the Bank, ale to byłby taki bullshit, że nawet strach myśleć. CM Punk obronił się i opuścił arenę z pasem WWE. Niesamowity obrazek, który warto pamiętać.


Money in the Bank zakończyło się wspaniałym triumfem CM Punka i całego Chicago. Vince McMahon odniósł sromotną porażkę, ale żałoba nie trwała długo. Bardzo szybko wyłoniono nowego mistrza WWE. Został nim Rey Mysterio, który pas stracił szybciej niż go zdobył - na rzecz Johna Ceny. Tej samej nocy powrócił CM Punk i feud został kontynuowany. Punktem kulminacyjnym mimo wszystko zawsze będzie dla mnie Money in the Bank PPV i genialny 5-star match ze wszystkim co powinien dawać fanom wrestling. WWE przyzwyczaiło nas do tego, że serwuje masę bullshitów i bzdur, których fani nie kupują. Takimi wyjątkami, jak ten przekonują mnie jednak, że POTRAFIĄ!

William Regal: Walking a Golden Mile - prolog

 
Po raz  kolejny mamy dla was do zaoferowania pewną ciekawą rzecz. Otóż zaczynamy tłumaczyć w całości powyższą autobiografię Williama Regala i powinna się ukazać ona w pełnym wydaniu do wakacji  Wiadomo, że z czasem bywa różnie, więc zakładamy małą obsuwkę. Mam dla was gotowy prolog, który według mnie spowoduje zaciekawienie i będziecie na to czekać. Enjoy!

Pamiętajcie, że komentarze z wytknięciami błędów są bardzo mile widziane, gdyż pozwoli mi to poprawiać tekst i nie popełniać podobnych potknięć w przyszłości. W rezultacie wszyscy będziemy  mogli cieszyć się dobrze przetłumaczoną książką w formacie pdf!

Prolog

Zawsze chciałem zostać pro wrestlerem. Nie pytajcie mnie nawet dlaczego. Pamiętam, jak miałem 4 albo 5 lat i siedziałem przed telewizorem o 4.pm w każde sobotnie popołudnie oglądając wrestling na ITV's World of Sport. Wiedziałem, że to jest to, co chcę robić. W mojej wybranej profesji zaszedłem dalej niż na początku przypuszczałem, ponieważ występowałem przed brytyjską publiką obok takich ikon jak Big Daddy i Giant Haystacks. Walczyłem po prostu na całym świecie. 

To był grudzień 1998 roku. Było to kilka miesięcy przed podpisaniem lukreatywnego kontraktu z WWE, czyli federacją, która osiągnęła największy sukces w świecie wrestlingu. Wówczas byłem gwiazdą ich wroga, czyli WCW.

Byłem w domu w Anglii podczas świąt, które spędzałem oczywiście z żoną i moimi dziećmi. Była to okazja do spotkania się z rodziną i przyjaciółmi. Odpoczynek rozpoczął się na tyle dobrze, że spotkałem przyjaciela, który dostarczał mi moje 3 ulubione rodzaje tabletek przeciwbólowych. Dał mi on: 500Valium, trochę Hypnovalu oraz Nubain. 

W ciągu dwóch tygodniu brałem codziennie Valium. Za dnia trochę Nubainu, a w nocy zażywałem Hypnoval. Żona nie chciała ze mną rozmawiać. Tak samo reagowała na mnie każda osoba z jej rodziny, a także znajomi z Blackpool. Zapewniłem jednak mojego kolegę Glena, że po powrocie do Stanów, idę na odwyk. Męczący był fakt, że chodziłem po mieście szukając starych przyjaciół. Jedynym sposobem, aby iść dalej był zakup amfetaminy. 

To była Wigilia. Byłem już gwiazdą WWF i chciałem celebrować ten fakt. Udałem się do sklepu monopolowego i kupiłem tyle butelek alkoholu, ile mogłem unieść. W sumie wziąłem wówczas przy tym 10 tabletek Valium. Wcześniej tego samego dnia zadzwoniłem do ojca i wyznałem mu, że mam problem z lekami. Nigdy nie chciałem mu tego mówić. Wychowywał mnie samotnie bez matki, która odeszła. Znaczy dla mnie więcej niż ktokolwiek inny, ale musiałem mu powiedzieć, gdyż był to jedyny sposób, by wytłumaczyć mu czemu nie pojawimy się z dziećmi, aby oglądać go w Boxing Day. Wtedy moja żona nie mogła nawet stać obok mnie w jednym pokoju. 

Spędziłem kilka dni z tatą. Syn moich chrzestnych Adrian przyszedł, by przemówić mi do rozumu. Był ode mnie starszy, ale zawsze mieliśmy bliskie relacje. Powiedziałem mu to, co powiedziałem wszystkim innym, że to tylko moja wina. Wszyscy byli przeciwko mnie. Nikt nie rozumiał, jak bardzo cierpiałem. Nikt nie wiedział, jak trudna była praca z kontuzjami. Szukałem wymówek, ale każda z nich była gówno warta. 

Mój kuzyn Graham nie miał tyle szczęścia, co Adrian. Wychowaliśmy się razem i byliśmy w zasadzie, jak bracia, ale nie zamierzam go słuchać. 
  
Sylwester spędzałem w Blackpool. Przy wejściu do klubu  Heaven and Hell stał mój znajomy Stuart wraz z chłopcem zwanym Murrayem. Spytałem ich, gdzie jest Glen, lecz nie odpowiedzieli. Nawet pod wpływem wiedziałem, że moja obecność jest dla nich nie na rękę. Byli moimi przyjaciółmi, ale nie chcieli mnie widzieć. 

2 stycznia wracałem już z powrotem do USA. W samolocie szukałem w moim portfelu trochę Valium i znalazłem tylko 3 i pół tabletki. To niemożliwe, aby mi starczyło - pomyślałem. Poszedłem więc do miejsca, w którym stewardesa trzymała wózek z drinkami i skradłem z niego kilka butelek ginu. Zwykle go nie piłem, ale tym razem owszem. 

To było dwa dni przed tym, jak zostałem zameldowany w klinice. Miałem 14 tygodni, aby uratować moje życie. Jak to się stało, że wszystko zamieniło się w taki bałagan? To długa historia.

Rzut oka na...#7 - NJPW Invasion Attack 2015


Wreszcie nadszedł czas na pierwszy rzut oka na NJPW! Ostatnie PPV za nami. Jak wypadło? Czytajcie opinie znaFców NJPW! Przy okazji lajkujcie  SFZ !!!!

Pawel Karmasz: Czas na kolejne PPV od NJPW. Karta nie powalała. Miałem wrażenie, że wszystkie walki są przystawką przed main eventem. Zadam tradycyjne pytanie. Jak podszedłeś do tej gali?

Arkao: Podszedłem tak jak do każdego PPV od NJPW. Oczekiwania zawsze są duże lecz tutaj faktycznie było sporo walk, które nie znaczyły za wiele. Oczywiście były w nich ważne persony lecz to typowe zapychacze. Z drugiej strony aż 2 pasy zmieniły właścicieli.

PK: I to z pewnością jest duży plus.

Time Splitter, Captain New Japan, Yohei Komatsu & Yuji Nagata vs Jushin Thunder Liger, Manabu Nakanishi, Ryusuke Taguchi, Sho Tanaka & Tiger Mask




PK: Tradycyjnie w openerze dostajemy wieloosobowy tag team match. Oprócz Time Splitters i Tiger Maska to nikt nie był wstanie napędzić walki. Nagata jest dobry, ale jak mierzy się z Nakanishim to niestety nic dobrego wyjść nie może. Poza tym zwycięstwo w tej walce nic nie daje. Nudny zapychacz i tyle. Cholernie czekałem aż ta walka się skończy.

Arkao: Nie do końca. Nie wiem czy widziałeś już kartę na kolejne PPV ale Alex Shelley kończąc walkę sporo zyskał. O tym jednak później. Według mnie walka była solidna lecz dupy nie urwała. Typowy opener w NJPW. Wiele zawodników z którymi nie ma co zrobić. Wieksze emocje mogły nam towarzyszyć w drugim starciu.

PK: Pinujący zawodnik zawsze coś zyskuje, ale samo zwycięstwo drużyny jest kompletnie nie ważne. Gwarantuje, że za tydzień nie będziesz pamiętał tej walki.

Arkao: Bardziej chodzi mi o fakt, że Shelley na Wrestling Dontaku zmierzy się z Kennym Omegą.

TenKoji & Tomoaki Honma vs BULLET CLUB (Tama Tonga & Yujiro Takahashi) & Cody Hall 



Arkao: Przejdźmy do drugiej walki. Tonga, Hall oraz Takahashi vs Kojima, Tenzan i Honma. Pod względem ringowym według mnie było jeszcze gorzej, jednak trzeba się cieszyć ze zwycięstw Tomoakiego więc nie będę narzekał.

PK: Pierwsza walka, która ma jakiś sens. Cody Hall jest na swoim pierwszym PPV jako zawodnik i chyba większość spodziewała się zwycięstwa BC. Mało tego, byłem pewny że to Hall zdobędzie ostateczne przypięcie. Stało się zupełnie inaczej i nie wiem co z tego wyjdzie. Może jakieś spięcie w obecnie największej stajni świata? W końcu Cody przegrał walkę i chyba nie spełnił wymagań swoich kolegów. Pojedynek trwał ok. 10 minut, ale wspominać dobrze go nie będę. Zdecydowanie za wolne tempo i brak wielkich spotów (ale kurwa, kto tu miał takie spoty robić). W sumie chyba to i tak szczyt ich możliwości.

Arkao: Według mnie porażka BC nie jest niczym dziwnym. Wystawili w swoim składzie żółtodzioba, największego jobbera federacji oraz modnisia, na którego kompletnie nie mają pomysłu. Z drugiej strony był za to Honma, na którego jest wielka reakcja oraz dwie legendy. Mimo to poziom był bardzo kiepski.

PK: Masz rację, ale to nie zmienia faktu, że był to debiut Cody'ego na wielkiej scenie (nie licząc mniejszych gal) i taki pin cholernie by mu się przydał.

The Young Bucks vs Roppongi Vice (Beretta & Rocky Romero) 




PK: Moim zdaniem niespodzianka wieczoru. YB strasznie krótko trzymali pasy, do tego zbliża się wspólna gala ROH/NJPW i pasy na biodrach YB były wręcz wskazane. Nie wiem czy był to debiut Roppongi Vince w NJPW, ale po bardzo krótkim okresie zdobywają pasy... co dlaje?

Arkao: Dla mnie to także bardzo duże zaskoczenie. Young Bucksi są świetni, według wielu osób to najlepsza drużyna śwata. Trent oraz Romero także są fajnym projektem. Występują w RoH więc na tych galach na pewno zbiorą dobrą reakcje. Zawiódł mnie trochę poziom, widać jednak że Roppongi Vince to młody zespół, który musi się jeszcze zgrać.

PK: Przyznam szczerze, że walki YB w NJPW powoli mnie nudzą. Opierają się na tych samych akcjach i troszkę się już to przejadło. Oczywiście nie ma lepszego tag teamu na świecie, ale gdyby w NJPW pokazywali to co w USA to myślę, że walki byłyby dużo ciekawsze.

Arkao: Często przeciwnicy nie stają na ich poziomie. Mimo to na kolejnej gali zobaczymy starcie trzech zespołów. Do tej dwójki dołączą reDRagon i powinno być świetnie.

Mascara Dorada vs Kenny Omega




PK: Poziom tej walki trzymał ewidentnie Mascara, o tym chyba wie każdy kto oglądał ten pojedynek. Pokazał kilka znakomitych hurricanran, ładnie poleciał ale to tyle. Kenny w ringu nigdy nie był geniuszem (przynajmniej jego styl nie przypadł mi do gustu) i może to dobrze, że to luchador prowadził to starcie.

Arkao: Starcie o pas Junior Heavyweight dla mnie było świetne. Oczywiście Dorada prowadził ten pojedynek swoimi niesamowitymi lotami. Pamętajmy, że Omega to jednak heel a mimo to znakomicie się go oglądało. To wspaniały wrestler i absolutna czołówka federacji. Tutaj pokazali obydwoje jak dużo potrafią. Według mnie była to druga najlepsza walka podczas tego eventu.

PK: Niewątpliwie brakuje w NJPW typowego luchadora, a takim jest Mascara. Niestety jego przyszłość będzie kręciła się wokół openerów, przynajmniej ja tak to widzę. Na następnej gali Shelley stanie naprzeciw Omedze i szczerze boję się o poziom tej walki. Obaj mnie nie przekonywują i ciężko się ich ogląda. Alexa z Kushidą w TT jeszcze spoko, ale w singles matchu może być słabo.

Arkao: Ja czekam na ten pojedynek. Lubię takie starcia i powinno być dobrze. Nie oczekuje oczywiście 5 Stara ale mimo to powinno być bardzo solidnie. Przejdźmy może do kolejnego pojedynku bo tam też była zmiana posiadacza tytułu

The Kingdom vs BULLET CLUB (Doc Gallows & Karl Anderson)





PK: No właśnie, gdyby nie spoiler to pewnie też bym był mega zaskoczony. Jajo pisał, że się tego spodziewał, ale jakoś mu nie wierze. (jebany mark WWE). Doc i Karl długo trzymali pasy i niszczyli inne zespoły pokazując swoją dominację. W ringu byli drewniani (szczególnie DOC), ale jakoś nie przypuszczałem, że Kingdom w debiucie zdobędzie najważniejszy tytuł tag teamowy w federacji.

Arkao: Dla mnie to lekki Bullshit. Karl i DOC to był typowy zespół dla NJPW a ich oponenci to takie chłoptasie. Poziom był kiepski ale mimo to i tak Gallows i Anderson spisali się lepiej. Według mnie Kingdom powinno stracić te pasy już na wspólnych galach z RoH.

PK: Otóż to. Mimo, że są drewniani to w roli destrojerów spisywali się bardzo dobrze. Po słabej walce The Kingdom odniosło sukces. Jeszcze jakby to było oryginalne Kingdom z Adamem Colem, to bym się ucieszył. A tak to tych niszczycieli pokonał nijaki Bennett i jeszcze gorszy Taven, który do tej frakcji kompletnie nie pasuje. Dobrze, że chociaż Maryśka była.

Hirooki Goto, Tetsuya Naito & Togi Makabe vs CHAOS (Shinsuke Nakamura, Tomohiro Ishii & YOSHI-HASHI)




Arkao: Dalej zobaczyliśmy pojedynek Tag Teamowy. Tutaj zrobiono podbudowę walki między Goto a Nakamurą na kolejne ppv. Stawką będzie pas Interkontynentalny i powinno być naprawdę świetnie. Sam poziom także był dobry.

PK: Walka była naprawdę fajna, ale takie znakomitości jak Nakamura, Ishii czy Goto powinni walczyć w singles matchach. Goto vs Nakamura na pewno będzie genialnym pojedynkiem i już jaram się na kolejną galę. Myślę, że o tej walce nie ma sensu dużo pisać.

Kazushi Sakuraba & Toru Yano vs Hiroshi Tanahashi & Katsuyori Shibata 





Arkao: Strasznie tutaj zeszmacili dwie wielkie gwiazdy. Hiroshi i Katsuyori są świetni a musieli przegrać z bezbarwnym Yano.. Do tego Shibata odklepał... BULLSHIT.

PK: Ehh Sakurabe jeszcze zniosę bo w ringu fajnie się prezentuje, ale Toru Yano to już ni chuja. Nie moge na niego patrzeć, jest on tak wkurwiający, że chętnie bym kompa rozjebał na jego widok. No trudno. Bogu dzięki, że to nie Tana klepał, wtedy to już byłoby coś strasznego. Poziom był okej, ale to już kolejna walka, w której zawodnicy powinni walczyć w singles matchach. No trudno, taka wola władz New Japana.

Arkao: Chyba nie ma co dłużej narzekać.

Kazuchika Okada vs Bad Luck Fale 



Arkao: Czas na Fale'a i Okade. Mimo wszystko było według mnie dobrze, Gigant spisał się lepiej niż zawsze a Kazuchika za to wygrał i walczył na swoim dobrym poziomie. Według mnie był to plus gali.

PK: Myślałem, że będzie dużo gorzej. Szczyt marzeń to nie był, ale wycisnęli wszystko co się dało i za to duży plus. Ich feud troszke już trwa i chyba wreszscie się zakończył. Baliśmy się, że jak BLF przypinał Okadę w walkach tag teamowych to może pójść po pas IWGP. Na szczęście tak się chyba nie stanie.

Arkao: Gdyby BLF poszedł na główny pas to byłby to mocny bullshit. Gość jest wielki ale słaby i nie pasowałby na przeciwnika dla Stylesa. Fani także by go nie przyjęli. Jego szczytem marzeń może być pas Intercontinental czy właśnie taki Feud z Okadą. Mimo to takie osoby jak BLF są potrzebne.

Kota Ibushii vs AJ Styles








PK: Cholernie dobra walka. 5 star może to i nie był, ale na pewno jedna z lepszych walk ostatnich tygodni w świecie wrestlingu. Niestety nie było czuć takich emocji jak podczas WK9 czy nawet New Beginning. Mieli mało czasu na podbudowę, feud powstał po wygraniu turnieju przez Ibushiego, więc jakiejś wielkiej podstawy to ta walka nie miała.

Arkao: Do tego nie wierzyłem by Ibushi mógł tutaj wygrać. Jest świetny ale ma jeszcze sporo czasu. Styles za to pewnie będzie championem aż do WrestleKingdom. Poziom był znakomity jednak to było akurat do przewidzenia. Teraz czeka go Okada i powinno być równie znakomicie.

PK: Co jak co, ale w NJPW trzy krotna zmiana mistrza w krótkim odstępie czasu na pewno nie była możliwa. Okada po walce zaatakował Styles'a i na Dontaku pewnie będzie chciał się zrewanżować na AJ'u. Ale co po Okadzie? Potrzebna jakaś nowa twarz do main eventu, nie chcę znów walki z Tanahashim czy Ibushim.

Arkao: Na Dontaku jeszcze nie zawalczą. Więc możliwe że tą walkę zobaczymy dopiero na eventach z RoH lub po Climaxie. Właśnie G1, który będzie trwał aż 19 gal powinien wygrać ktoś młody.

PK: Właśnie sprawdziłem, niestety zawalczą w tag teamie...

Podsumowanie:

PK: Gala wyszła tak jak się spodziewaliśmy. Osiem walk było przystawką przed daniem głównym, który wyszedł bardzo dobrze. Dostaliśmy dwukrotną zmianę mistrzów, kilka solidnych walk i kilka słabych.  Niestety na gali nie byłem zbytnio skupiony, więc możliwe, że o wielu momentach o których chciałem wspomnieć po prostu nie napisałem (wszystko przez pewien serial, na którym sie bardziej skupiłem). Wiedzieliśmy, że będzie przeciętnie, ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?


Arkao: Dokładnie. Było tak jak miało być i nic wiecej się nie da napisać. Polecam oglądnąć.





Road to WrestleMania: The Undertaker vs Bray Wyatt oraz Randy Orton vs Seth Rollins - Typy redakcji



Finn Balor - Droga do Main Rosteru


Finn Balor - Droga do Main Rosteru


Finn Balor lub jak kto woli Prince Devitt to nie byle kto. Zawodnik reprezentujący Europę, a konkretniej Irlandię. na myśl przychodzi Sheamus lub Finlay? Absolutnie nie! Mógłbym skupić się na jego wyczynach na scenie niezależnej, ale w całym tym cyklu głównym założeniem jest mówienie o tym, jak dany wrestler sprawuje się w NXT. Pora więc na jedno z najgorętszych nazwisk w obecnym rosterze NXT - Finna Balora!

Ten zawodnik rzuca się w oczy. To pewne. Mimo gabarytów niezbyt pasujących do preferencji Vince'a, Balorowi udaje się robić wrażenie. Mam nadzieję, że nie zabrzmi gejowsko, ale ma imponujący wygląd jeżeli chodzi o rzeźbę i nie tylko. Ogółem wygląda na to, że mamy dwa typy zawodników pod względem wyglądu. Koksów powyżej 1,9 metra oraz przystojniaków, niekoniecznie dużych, ale też coś w ich wyglądzie medialnego jest ( nie zapominajmy, że o biznes też chodzi, a najlepiej ubrać go w coś przystępnego ). Finn należy do tej drugiej grupy i fani to kupują. Oczywiście typowe marki bo dla smartów to bez znaczenia czy ma sześciopak na brzuchu czy wygląda, jak Luke Harper. Wygląd to jednak nie tylko same warunki fizyczne, ale też wszelakie elementy charakterystyczne dla postaci. Takim elementem jest z pewnością dla Balora jego face paint. Używa go przy okazji ważnych walk i o ile mnie pamięć nie myli to zawsze gdy go miał - wygrywał w NXT. Fani lubią całą otoczkę wokół jego postaci, bardzo charakterystyczne wejście, nad którym ponoć sam Finn pracował z Triple H'em bardzo długo, a wszystko dopełnia bardzo dobry theme song. Jak widać, cała postać Finna Balora jest dopracowana do granic możliwości. Nie pozostaje nic innego, jak tylko dawać czadu w ringu i za mikrofonem.

Skoro mowa o mikrofonie to Finn Balor nie jest według mnie w ścisłej czołówce mówców. Nawet w krótkiej historii NXT nie plasuje się w pierwszej trójce. Od niego lepiej wypadają Sami Zayn, Bray Wyatt, Seth Rollins. Adrian Neville ze swoim specyficznym akcentem również nie jest specjalnie za Balorem. Gdybym był złośliwy to mógłbym powiedzieć, że Hideo Itami byłby lepszy, kiedy tylko nauczyłby się angielskiego w większym stopniu niż do powiedzenia "me and you, you and me" w stronę Tylera Breeza. Złośliwy jednak nie jestem i doceniam też fakt, że Finn Balor jest pierwszym wrestlerem z Irlandii, który nie ma wpychanego gimmicku pokroju Sheamusa czy Finlaya. Jego sytuacja za mikrofonem nie jest zła. Ma kontakt z publiką głównie przez to, że kupują jego postać za całokształt. Droga do bycia drugim Edgem jest więc otwarta, ale czy Balor osiągnie taki poziom? W zasadzie może lepiej, aby był po prostu Finnem Balorem, a nie drugim *wstaw dowolne imię*.

W ringu... w ringu to już inna para kaloszy. Spekulacje na temat umiejętności Balora zostałyby ucięte w chwili pokazania wszystkim jakiejkolwiek walki. Jego arsenał ruchów, dynamika. Wszystko składa się na fakt, że Finn ringowo jest produktem gotowym na wielki świat WWE... ale w to chyba nikt o zdrowych zmysłach nie wątpił ani przez chwilę. Jeśli miałbym szukać elementów w jego stylu, które mogą być do poprawy to na siłę znalezioną rzeczą jest finisher. Jego Double Foot Stomp z narożnika ma to do siebie, że ciężko wykonać go z zaskoczenia. Dla mnie jako miłośnika akcji "out of nowhere" brakuje takiej akcji kończącej u Finna. Tak jak mówię, jest to jednak czepianie się na siłę. Większość smart-fanów pewnie zjadłaby mnie żywcem za wytykanie Devittowi kiepskiego finishera. Dobra, mam coś jeszcze. To jest w zasadzie w niewielkim stopniu wina samego zawodnika, ale często walki z jego udziałem mają ogromne przestoje. Tak jakby rywale nie za bardzo wiedzieli co mają z nim zrobić. W walce z Kevinem Owensem wynikało to zapewne z heelowego sposobu walki wspomnianego mistrza NXT, ale ten proceder jest zastanawiający. Dochodzi do paradoksu, kiedy Balor nie wypada najlepiej w ringu przez to, że nie ma okazji pokazać na co go stać.

Podsumowując - Finn Balor w swojej karierze w NXT zdążył namieszać. Jest jednym z zawodników, na których promocję położony jest największy nacisk. Tak to przynajmniej wygląda i będę szczęśliwy jeżeli to się utrzyma. W pierwszej odsłonie "Drogi do Main Rosteru" stwierdziłem, że Sami Zayn odniesie sukces. Co w takim razie mam powiedzieć o dzisiejszym naszym bohaterze? Chyba nie wypada mówić nic, jak tylko powtórzyć słowa z zeszłego tygodnia. Balor a.k.a. Devitt ma wszystko co potrzeba by być ciekawym. Jedyną przeszkodą mogą być gabaryty bo niestety WWE ma bzika na punkcie wielkich kolesi. Z drugiej strony musi się to zmienić bo w przeciwnym wypadku wszyscy pokroju Balora, Zayna czy Nevilla będą mogli zapomnieć o zawojowaniu głównego rosteru. Dzięki za uwagę, trzymajcie się! Może macie jakieś propozycje - o kim zrobić następną odsłonę tego cyklu? Piszcie!



Smart Fan Podcast #5

Smart Fan Podcast #5

Powracamy po długiej przerwie z naszym podcastem.Długość nagrania może was przerazić na początku jednakże zapewniam was iż prawdopodobnie będzie to jeden z najciekawszych podcastów jakie możecie obecnie słuchać w Polsce.Jest to również jeden z najlepszych naszych podcastów,postawiliśmy mocno na treść więc niema ciszy i rozpierdolu a jest mnóstwo dyskusji,spekulacji itp. Śmiechu również było trochę lecz stanowił on tylko dodatek.Głównym tematem była Wrestlemania której poświęciliśmy aż godzinę, kolejna część to rozmowa o wypadkach w wrestlingu,o gwiazdach indy przechodzących do WWE,sytuacji pro-wrestlingu w Polsce oraz wiele innych rzeczy których nią zamierzam wam już spoilerować.

Przepraszam z góry za to że wrzucenie tego tyle trwało.Technologia odmawia nam posłuszeństwa niczym w "Buncie maszyn",specjalnie już wrzucam to na zippyshare byście mogli szybciej sobie odsłuchać.Później pomyślimy nad innym hostem.

Jeżeli przesłuchacie to to byłbym wdzięczny za jakiś komentarz oraz opinię na temat tego nagrania.Będzie to dla nas motywać do nagrywania dalej oraz być może cenna rada jak robić to lepiej :)

Bawcie się dobrze !

Skład:
  • Bartosz "Yao" Grzybowski
  • Patryk Przychodzki 
  • Maciej "Arkao" Jeleń
  • Marcina "IlL" Martyniak

Rzut oka na...#4 - NXT 25.03.2015




Zapraszamy na kolejną odsłonę ,,rzut oka na...". Tym razem wraz z Oktawianem przyjżymy się ostatniemu epizodowi NXT! Przypominamy, że seria jest w nieco nowej formule :) PS: niestety będziemy publikować rzyt oka na NXT w piątek, ponieważ wcześniej nie mamy czasu (chyba, że będą śwęta lub wakacje).

Paweł Karmasz: Powracamy do Orlando. W tym tygodniu dostaliśmy jedynie dwie walki, ale za to na szali był pas kobiet i NXT. Moim zdaniem WWE nie chciało aby przed WrestleManią rozwojówka wypadła lepiej niż największa gala roku.

Oktawian Sadlak: Nie wiem jaki był zamysł, ale trzeba przyznać, że jeśli masz rację to chyba i tak średnio się udało. Poziom większości walk na Wrestlemanii może być niestety słabszy od walki Balor vs Owens, ale o tym trochę później. Na początek cieszy mnie osobiście powrót do Fuil Sail Univeristy. Od razu czuć ten specyficzny klimat NXT. Niestety NXT w Colorado to nie to samo.

Alexa Bliss vs Sasha Banks





PK: A więc zaczęliśmy od walki o pas kobiet. Sasha Banks zawalczyła z Alexą Bliss. Nie spodziewałem się czegoś genialnego, ale trzeba przyznac, że nie było tragicznie. Oczywiście panie z NXT zjadły na śniadanie Divy z głównego rosteru. Było kilka fajnych akcji i co najważniejsze emocje. Zarówno fani na arenie jak i ja przed komputerem kilkukrotnie poderwałem się z krzesła, a o to chyba chodzi.

OS: Początek przyjemny dla oka i to z dwóch powodów. Pierwszy oczywisty - walka kobiet i świetne ujęcia kamer. Po drugie - kawał solidnego wrestlingu. Tydzień temu komentatorzy wspominali, że Alexa ma teraz prawo walczyć o tytuł, ale sądziłem że trochę z tym poczekają. Jak widać nie potraktowali jej jako realnej rywalki. Tym razem Sasha musiała wygrać i tak też się stało. Moim zdaniem jest ciekawsza od Charlotte i w przyszłości może być porównywana z Paige. Samo starcie miało niezłą końcówkę no i bardzo ładny crossface w wykonaniu Banks.

PK: Mimo wszystko nie było tak dobrze jak na NXT Special. Czy Sasha jest ciekawsza od Charlotte? Myślę, że ciężko jest jednoznacznie wskazać tą lepszą. Obie w ringu są dosyć dobre, a to która ma lepszy gimmick czy wygląd to niech każdy sam oceni. Co dalej z Bliss? Nie chciałbym jej widzieć ciągle w ME, zbyt słaby gimmick jak dla mnie.

OS: Nawet nie wiem jaki ona ma właściwie gimmick. Księżniczki? Ten cały brokat przy wejściu jet troszkę niepotrzebny. Jest ładna (zależy od gustu), ma figurę a i walczy całkiem nieźle. Gimmick nie musi być jakiś przełomowy. Z pewnością dziewczyna nie nadaje się na drugą AJ lub Paige, ale myślę, że w głównym rosterze może nieco namieszać.

PK: Charyzmy nie można jej odmówić, ale taki gimmick w ME to paranoja. Jak myślisz, kiedy Banks straci pas i na rzecz jakiej zapaśniczki?

OS: Myślę, że odbiorą go jej w ciągu trzech miesięcy, ale nie będzie to oznaczało dla niej spadku w hierarchii. Nie mam pojęcia komu mogłaby go oddać. Może z powrotem Charlotte? Albo Bayley, chociaż nie widzę jej w roli mistrzyni.

PK: Ja obstawiam wlaśnie Bayley. Dosyć długo idzie po pas i wkońcu go zdobędzie. To czy jej się należy to już inna sprawa.

OS: Możesz mieć rację. Wykażę się pasywną postawą i poczekam bez przewidywań na to co nam zaserwują.

PK: Czyli lecimy dalej.

Kevin Owens vs Finn Balor




PK: Czas na wielką walkę. Gdyby ktoś powiedział mi 3 lata temu, że w WWE zobaczymy Steen vs Devitt to chyba bym go wyśmiał. Teoretycznie walka marzeń, prawdziwy ,,dream match" sceny niezależnej. Jak Ty podszedłeś do tej walki? Jarałeś się przez cały tydzień, czy oglądnąłeś jak każdy inny pojedynek?

OS: Podszedłem do walki, jak do każdej innej. Problem w tym, że WWE samo nie pozwoliło napalić się na ten pojedynek. Zdarzył się on szybko, bez większej promocji. Na całe szczęście w chwili, kiedy się odbył... no po prostu wow. Widziałem lepsze starcia, ale to było bardzo dobre. Długie, interesujące. Mam świadomość, że obaj mogli wykręcić coś niesamowitego, ale Owens chyba musiałby mieć nieokrojony move-set, a obaj panowie wybitny dzień.

PK: Niestety masz rację. Zdecydowanie za szybko doszło do ich walki. Kolejny Special byłby chyba odpowiednim miejscem na ich ,,potyczkę". W sumie ich feud rozpoczął się tydzień temu i nie mieli jakoś go rozkręcić. Pojedynek był bardzo długi, trwał połowę odcinka. Czy urwał cztery litery? Myślę, że nie. Wiemy na co stać Steena i Devitta (specjalnie napisałem ich nazwy z indys), więc sam oczekiwałem czegoś lepszego. Owens to nie Steen, niestety. Jest on typowym heelem, więc połowę akcij WWE mu zabrało, bo heel nie może wykonywać genialnych spotów (chora polityka WWE). Jestem pewien, że gdy przejdzie face turn to będzie wykręcał dużo lepsze starcia.

OS: Myślę podobnie, ale dobrze napisałeś, że Owens to nie Steen.  Widać to nie tylko po arsenale jego ruchów, jakie pozwala wykonywać WWE. Być może to kwestia presji, stresu albo tremy, ale coś jest nie do końca w porządku. Może Owens się przełamie i znów stanie się Steenem. Szkoda by było żeby szersza publiczność nie poznała jego pełnego potencjału, a WWE nie wybacza. Zresztą wielu już zdążyło się przekonać ( np. Chris Hero czy Mistico ).

PK: Za majkiem i tak zjada połowę rosteru, mimo że to nie jest pełnia jego możliwości. Ile ja bym dał, żeby Kevin wrócił do indys... Ale może trochę o walce. Jak juz wspomniałem, spodziewałem się czegoś więcej. Po połowie walki dopiero coś ruszyło i można śmiało napisać, że była to najlepsza walka w NXT od kilku tygodni.

OS: Ostatnio NXT w ogóle nie błyszczy jeśli chodzi o walki. Brakuje Zayna, Itami albo nie walczy albo bije się ze średniakami, Owens oklepuje Riley'a... coś musi ruszyć po Wrestlemanii, inaczej Raw znowu wyprzedzi NXT

PK: Nie no, bez przesady. NXT aż tak nisko nie upadnie :). Dalej trzymam się zdania, że ostatnio NXT nie porywa, ponieważ zbliża się WM i to ona ma błyszczeć. Poza tym w NXT TV nigdy nie było genialnych walk. Wszystki skuia sie na specjalach i tym razem też tak będzie. Na tygodniówkach średniaki, na NXT PPV coś wybitnego.

OS: Chyba mogę się zgodzić z Twoim zdaniem.

PK: Przyjdzie Jimmy Jacobs i kto wie może Samoa Joe. Będzie się działo. Dzięki za fajną pogawędkę, widzimy się za tydzień!

OS: Temat Samoa Joe zostawimy sobie na inną okazję bo jest o czym pisać. Również dziękuję. Pozdrowienia dla czytelników i mamy nadzieję, że się podobało.