Pokazywanie postów oznaczonych etykietą road to wrestlemania. Pokaż wszystkie posty

Recenzja WWE Raw - 23.3.15


WWE Raw 23.3.15


Ostatnie wydanie Monday Night Raw przed Wrestlemanią 31! Trzeba sobie powiedzieć uczciwie, że żadnej drogi do Wrestlemanii nie uświadczyliśmy. Żeby okres od początku roku do teraz uznać za udany to najświeższe Raw musiałoby zasługiwać na ocenę 11/10. Ja jednak już przed oglądaniem wiem, że tak nie będzie. Mimo wszystko dajmy szansę, zapraszam!


Może jednak nie będzie dziś tak źle, ponieważ Raw otwiera Sting! Przydałaby się w tej chwili jakaś dłuższa przemowa The Icona. Niestety zbyt dużo czasu solo nie dostał, a szybko pojawiła się Stephanie McMahon i na dobrą sprawę dłużej powtarzała, że Sting upadł wraz z WCW i resztki chwały zostaną mu odebrane, kiedy przegra w niedzielę. I co z tego, że to powtarza? Póki co ani jedna sytuacja nie wskazywała na to, że Triple H może Stingowi podskoczyć. Dziś również się to nie zmieni. Hunter w prawdzie pojawia się na arenie, kiedy Sting blokuje "policzek" od Steph, ale wycofuje się po tym, jak The Icon wyciąga zza pazuchy kij bejsbolowy. W mojej opinii okropnie zmarnowany potencjał na feud. W kwestii moich przewidywań wypowiem się jeszcze we wspólnym cyklu wszystkich autorów bloga.

Walka drużynowa! R-Truth i Ambrose przeciwko Stardustowi i Harperowi. Niech to, WWE zagrało wszystkim na nosie. Wystarczy spojrzeć ile czasu na tygodniówce zajmuje odpowiednia promocja tego feudu wielu zawodników. Sam Tag Team Match trwał kilkanaście minut, a przecież nie może zabraknąć na show Bryana i Zigglera. WWE ma z miejsca zabookowane około 45 minut Raw. Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie. Jeśli tylko w centrum wydarzeń są takie persony, o jakich mowa przy okazji konfliktu o pas Interkontynentalny to mogą one zajmować nawet dwie godziny. Po walce wygranej przez Truta i Deana, ten drugi pod wpływem namowy ze strony tego pierwszego ( oraz publiczności ) zatańczył! Świetna sprawa, Dean :D

Zaraz, zaraz... do ringu wychodzi Mizdow i Miz... a ja słyszę, że rozpoczyna się 10 Man Tag Team Match. Błagam... tylko nie to. Czy WWE chce upchać cały roster na tą galę? A jednak. Walka uczestników Andre The Giant Memorial Battle Royal. Nie obrazicie się jeśli przewinę ten cyrk, prawda? No, tak myślałem :) Przed walką wspomniano ciekawy wywiad, który przeprowadzał The Miz i można go obejrzeć na WWE Network... czyli z pewnością gdzieś w internecie. Tydzień temu napisałem, że Skull Crushing Finale na Damienie to punkt zwrotny tego całego storyline'u i nawet nie macie pojęcia, jak bardzo się myliłem. Niestety, ale wszystko wygląda tak, jak zawsze. Przykre.

Randy Orton został postawiony przed trudnym zadaniem. Walka trzech na jednego. On sam przeciwko trzem wielkim nazwiskom. Seth Rollins.... Jamie Noble i Joey Mercury. Chyba nie muszę mówić, jak to wyglądało. Seth bał się cokolwiek zrobić, a The Viper po RKO na jednym z kurdupli-ochroniarzy zdobył pin. Mam wrażenie, że najlepiej by było dla tego feudu gdyby po zeszłotygodniowych wydarzeniach nastąpiła od razu Wrestlemania. Dziś chyba bez większego planu i to widać.


Na tydzień przed drużynową walką pań na WM - walka Paige z Nikki o mistrzostwo Div? Przecież wiadomo, że posiadaczka pasa się nie zmieni, a jedynie wkradnie się niepewność w szeregi którejś drużyny. Tym razem tą pechową drużyną były rywalki Bellasek. AJ uderzyła Paige łokciem przez co ta odniosła porażkę. Komentatorzy tłumaczyli, że prawdopodobnie AJ sądziła iż to któraś z sióstr Bella ją atakuje. Niestety, ziarno niepewności zostało zasiane. A co do samej walki to ku mojemu zaskoczeniu całkiem niezła. P.S. Ruchy kamery również całkiem niezłe.

Zbliża się największa gala roku, trzeba jakoś zwrócić uwagę ludzi, którzy na co dzień nie interesują się tym zbytnio, ale za to lubią muzykę... oraz jaranie :D Snoop Dog pojawia się na Monday Night Raw! Chwilę pogadał, pojawił się Curtis Axel. Okej, do tej pory dość spodziewane rzeczy. Pojawił się jednak ktoś kto właściwie musiał wreszcie to zrobić, kiedy mowa o AxelManii. Pojawił się Hulk Hogan! Pocisnął trochę Axelowi, jak na niego nawet fajnie to wyszło. Później uderzył biednego Curtisa, a Snoop wyrzucił go z ringu i pokazał wszystkim, że pod ubraniem ma jeszcze koszulkę Hulkamanii. Przyjemny segment wyróżniający się z tłumu drętwot z celebrytami w tle.

Los Matadores i El Torito vs Cesaro, Kidd i Natalya... błagam... znowu taka żenada? Torito przypiął Natalyę więc teraz oficjalna gadka będzie taka, że Los Matadores pokonali Cesaro i Tysona Kidda. Szkoda mi słów, a w "typerze" mówiliśmy, że nikt nie traktuje Los Matadores poważnie... no właśnie, mamy tego przykład. Brawo Vince, Hunter czy ktokolwiek tam jest za to odpowiedzialny.

Rusev zmiażdżył Swaggera. Oczywiście na pomoc musiał przybiec John Cena. Ku mojemu zaskoczeniu on również został zmiażdżony. Rosyjski mistrz USA założył mu również The Accolade na stole komentatorskim. Czyżby tutaj WWE pokierowało się popularną u nich zasadą, że kto wygrywa przed PPV - przegrywa na PPV? W typerze wypowiem się o tym szerzej, ale sądzę po tym co właśnie zobaczyłem, że wygrana Ceny na Wrestlemanii jest bardziej oczywista niż była jeszcze tydzień temu.

Teraz w ringu Bray Wyatt... a ja jakoś tego nie czuję. Nie czuję w ogóle klimatu Wyatt vs Undertaker. No cóż, jak miałbym to czuć. W końcu nie da się odeprzeć wrażenia, że Bray gada w pustkę, do nikogo. Jemu samemu też musi być dość ciężko. Ciągłe solowe przemowy tydzień w tydzień są w stanie zanudzić publiczność - nawet tą będącą markami Wyatta. Ja nim nie jestem, można powiedzieć, że zaledwie go lubię. Tym bardziej czuję się zmęczony i chcę już tylko zobaczyć co wydarzy się na Wrestlemanii. Do tego po segmencie Braya ogłoszone zostało, że Kevin Nash wstąpi do Hall of Fame. Następnie dostaliśmy moim zdaniem bardzo głupi, ale również trochę zabawny i krótki segment z udziałem Kidda i Natalii ( Kliknij, aby obejrzeć ten segment ).

Ostatnią walką na gali było starcie krążące wokół feudu o pas Interkontynentalny. Daniel Bryan vs Dolph Ziggler z Deanem Ambrosem jako sędzią specjalnym. Wygrał ten drugi, a w samym starciu nie odnotowałem żadnych perturbacji w związku z sędziowaniem Deana. Jednak po walce zaczęło się rozkręcać. Wszyscy zawodnicy rozpoczęli brawl. Wszyscy, ponieważ naturalnie reszta wesołej gawiedzi dołączyła w trakcie. Cała sytuacja zakończyła się świetnym ujęciem kamery na ludzi leżących w ringu i jedno z moich ulubionych tekstów komentatorów "Bodys are everywhere!"

Ostatnia walka nie oznacza już od jakiegoś czasu na pewno końca show. Zabrakło najważniejszego... pasa WWE. Wow, pojawił się Brock Lesnar u boku Paula Heymana. Liczyłem na to, że przed Wrestlemanią stanie się coś innego niż kolejny speech menadżera. Czy się stało? Poniekąd tak, ale nie zostaliśmy uchronieni przed parominutowym gadaniem Heymana. Jakie by ono nie było świetne - znudziło się. Na koniec pojawił się Roman Reigns. Wyrwał pas Lesnarowi i sam uniósł go w powietrze. Show zeszło z anteny kadrem, na którym rywale z Wrestlemanii wyrywają sobie wzajemnie z rąk mistrzostwo WWE. Promocja na miarę Main Eventu? Niestety, ale nie...


Raw nie powaliło. Nie dostanie oceny 11/10 o jakiej wspominałem na początku. Mocnych punktów zdecydowanie mało. Wszystko dotyczące pasa Interkontynentalnego, pojawienie się Snoop Doga i Hulka Hogana, walka Div ( o zgrozo, wymieniona jako plus ). Samo pojawienie się Stinga i tak krótka przemowa nie zasługują na owację na stojąco. Tak samo sytuacja ma się z Brockiem Lesnarem. Cóż... Wrestlemania już w tą niedzielę. Czekacie?


Recenzja WWE Raw - 16.3.15


WWE Raw - 16.3.15


Do Wrestlemanii 31 pozostały 2 tygodnie. Powinno to wpływać motywująco na WWE i sprawiać, że będą serwować najlepszy możliwy produkt. Czy tak jednak jest? Jak na dzień dzisiejszy kształtuje się krajobraz przed Największą Galą Roku? Przeczytajcie mój skrót wydarzeń oraz opinię z najnowszym Raw w roli głównej.

Skoro jest to mój pierwszy post w ogóle, a co za tym idzie, pierwsza recenzja to na wstępie wyjaśnię, jak planuję to robić. To co przeczytacie to nie będzie żaden raport. Nic z tych rzeczy. Będąc szczerym - nie wszystko podczas gali zasługuje na taką samą uwagę. Dlatego zdarzeniom najciekawszym i najważniejszym będę poświęcał więcej uwagi. Dokładnie tyle, na ile będą zasługiwały. Okej, to chyba tyle. Jedziemy!


Kolejny raz galę otworzył segment promujący feud Orton-Rollins, a w zasadzie Orton-Authority. Trzeba przyznać, że ta para tworzy lepszy klimat przy mikrofonach niż można było się spodziewać zwłaszcza po Randym. Jeżeli mamy na sali ludzi, którym przejadła się postać Vipera jako typowego heela lub typowego baby face'a to proponuję dać tej postaci szansę przy okazji tego story. Taki charakter oglądam z chęcią. Dziś oficjalnie potwierdzono walkę tych dwóch panów na Wrestlemanii. Walkę, która ma niejedno oblicze. To nie tylko starcie przyszłej twarzy WWE z przedstawicielem starej gwardii. Ten pojedynek ma podłoże budowane od kilku miesięcy, kiedy to Seth zaatakował Ortona. Nie jest to może scenariusz na miarę Oscara, ale w realiach WWE nie powinniśmy narzekać. Seth Rollins vs Randy Orton na Wrestlemanii 31. Zapatruję się na tą walkę bardzo pozytywnie i upatruję kandydata do showstealera zaraz obok Ladder Matchu o pas Interkontynentalny.

The Miz i Mizdow... Ten pierwszy pokonany przez Rybacka, nic dziwnego. Od wielu tygodni czekam na sytuację, w której konflikt między "gwiazdą" i "dublerem" rozpędzi się. Sporo osób liczyło na starcie podczas Wrestlemanii, ale na promowanie tego chyba już za późno. Dziś stało się coś przełomowego, owszem. Skull Crushing Finale dla Mizdowa. Wszystko fajnie, ale jeśli to jest wyczekiwany przeze mnie "przełom" to śmiem twierdzić, że było do tego wiele dogodniejszych okazji. Nie zmienia to faktu, że z chęcią zobaczę Sandowa wreszcie wracającego na właściwe tory i kopiącego dupę The Miza w dokładnie taki sam sposób, w jaki zrobił to Alex Riley.

Jeśli chodzi o listę Amerykanów pokonanych przez Ruseva to jest ona dłuższa niż rolka papieru toaletowego. Był Swagger, Henry, Big Show... czy będzie i John Cena? Patrząc na historię to Cena raczej na Wrestlemanii nie przegrywa z nazwiskami mniejszymi niż jego ( wyjątek WM 27 - The Miz ). Rok temu pokonał Wyatta i tym razem chyba też wszystko skończy się jego triumfem. Na tym Raw w segmencie z podpisaniem kontraktu brakowało mi jednej rzeczy, a właściwie osoby. Mowa o Lanie, której imię skandowała publiczność bo zamiast niej wyszedł z mistrzem jakiś komicznie wyglądający prawnik. Chanty "We Want Lana" nasunęły mi myśl, że ludzie tak chętnie oglądają Ruseva ( a raczej w ogóle go znoszą ) dzięki temu, że mogą oglądać Lanę. Myślę, że coś w tym jest i jej osoba bardzo pomogła temu wrestlerowi. Cała dzisiejsza sytuacja jest możliwa do opisania w kilku krótkich zdaniach. Cena przypomniał dlaczego zdetronizowanie Ruseva jest tak bardzo ważne, że chodzi o honor Ameryki. Rusev zasłaniając się prawnikiem powiedział sporo gorzkich słów na temat USA, a na końcu podpisanie kontraktu. Niestety bez bójki, której sprytnie Mistrz Stanów Zjednoczonych uniknął. Na Wrestlemanii uciekania nie będzie, ale nie spodziewam się fenomenalnej walki.

Rok temu Andre The Giant Memorial Battle Royal było widziane trochę inaczej niż teraz. Przynajmniej w moich oczach z tej walki uciekł jakikolwiek hype. Logika nakazuje myśleć, że zwycięzca takiej batalii powinien dostać konkretny push w przeciągu najbliższych miesięcy. Jak było z Cesaro wszyscy doskonale wiemy. W tym roku mało kto wierzy, że coś się zmieni tym bardziej, że jedną z osób mogących to wygrać jest Curtis Axel kontynuujący swoją szopkę z #Axelmanią. Pozwolicie, że nie wypowiem się na temat sensu takiego stanu rzeczy. Ludzie sami wykreowali taki hashtag i ogólny trend w odniesieniu do jego eliminacji z Royal Rumble, która nigdy nie miała miejsca. Nikt chyba nie przypuszczał, że WWE nawet tutaj znajdzie pomysł na storyline...

Paul Heyman staje na głowie żeby wypromować należycie walkę o pas WWE. Ciężko jest to jednak zrobić bez mistrza pojawiającego się na galach oraz... z Romanem Reignsem. Heyman dostał kilka minut przy mikrofonie sam, kiedy w swoim genialnym stylu obsypywał swojego klienta wieloma przymiotnikami podkreślającymi jego potęgę. Następnie pojawił się pretendent do tytułu i przez chwilę można było się poczuć jakby to oni dwaj mieli ze sobą walczyć, a wszystko dzięki temu, że Brock Lesnar nie był obecny podczas Raw. Szybko jednak Roman wybrnął z sytuacji, w której miałby mówić do Heymana i spoglądając w obiektyw kierował swe słowa do mistrza WWE. Nie było to porywające promo, ale też ciężko takiego oczekiwać. Według mnie walka Lesnar vs Reigns to klapa pod względem promocyjnym. Nawet z wspaniałym Heymanem. Romanowi cały czas szukają catchprase'ów. Dlaczego? Bo sam nie potrafi sklecić interesujących kilkunastu zdań? Sam nie wiem co gorsze. Mistrz najlepiej prezentujący się jako niemowa czy mistrz, który w ogóle nie jest widywany na show? Po Wrestlemanii każdy sam będzie mógł sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Kiedy patrzę na skład walki o pas Interkontynentalny uśmiecham się szeroko. To nie może się nie udać. Bryan, Ziggler, Ambrose, Rhodes, Barrett, Harper, R-Truth... jak wspomniałem wyżej - kandydat do walki wieczoru. Mam nadzieję, że nie skończy się na 5 minutowym starciu bez większych emocji. Dziś zobaczyliśmy 6-man Tag Team Match ze wszystkimi poza R-Truthem. Na sam koniec klasyczny brawl, w którym praktycznie każdy miał chwilę na pokazanie się. Ostatecznie Bull Hammer wylądował na głowie Zigglera i Bryana, kiedy wyrywali sobie z rąk pas należący obecnie do Wade'a. Pozycja mistrza w ostatnich tygodniach była mocno zachwiana. Przegrywał raz za razem. Najkorzystniej by było gdyby odniósł zwycięstwo na Wrestlemanii, a także jeszcze za tydzień podtrzymał dobrą passę. Czekam na to co przyniesie Ladder Match z wypiekami na twarzy!

Skoro dwa punkty wyżej była mowa o feudach prowadzonych przez jednego człowieka to nie mogę zapomnieć o story Wyatt-Undertaker. Od kilku tygodni Bray raczy nas wyśmienitymi promami na temat Deadmana. Mało z tego jednak wynika. Opcje są dwie. Albo Undertaker pojawi się dopiero na Wrestlemanii albo wcale. Ja jednak nie widzę sensu w drugim wariancie więc do ich kolizji jednak dojdzie. Pytanie kto wyjdzie zwycięsko nie jest takie proste w odpowiedzi. Jeśli mam być szczery to bez większego znaczenia, ale Bray Wyatt ma pokonać Undertakera? Nawet ze streakiem 21-1 postać Zmarłego jest szalenie mocna i ważna. Rozumiem, że w Brayu pokładane są spore nadzieje, ale czy to nie zajdzie zbyt daleko? Dzisiejsze promo nie dało żadnej odpowiedzi, na żadne pytanie. Możemy tylko czekać. O ile wypowiedzi Wyatta są bardzo przyjemne w słuchaniu... ale wszystko, nawet najlepsze, jest w stanie się znudzić, gdy jest serwowane tydzień w tydzień.

Mógłbym w zasadzie nie wspominać walki wieczoru Raw, ale wydarzyło się coś co sprawia, że muszę. W chwili, kiedy Orton był sam przeciw całemu The Authority pojawił się... zgadnijcie. Tak, dokładnie... Sting! Był to pierwszy energiczny brawl Stinga od czasu jego debiutu w WWE. Nie mogliśmy wywnioskować zbyt wiele na temat jego formy, ale trzeba przyznać, że jego osoba elektryzuje. Atmosfera na linii Triple H-Sting jest tak gorąca, że aż kipi. Pozostaje jedna niewiadoma. Jaka będzie stawka tego pojedynku podczas Największej Gali Roku? Być może dowiemy się w przyszłym tygodniu!
Po obejrzeniu show można stwierdzić jedną rzecz. Wrestlemania za 2 tygodnie, ale przez większość gali absolutnie tego nie czuć. Wypisane powyżej zdarzenia to tylko wisienka na torcie 3-godzinnego Raw. Chyba w tym leży cały problem. Trzy godziny gali są na tyle trudne do zapełnienia, że cały klimat ucieka wraz z kolejną walką-zapychaczem. Są podstawy żeby tak sądzić, ponieważ właśnie w okresie wprowadzanie 3-godzinnej gali pojawiły się kłopoty z jakością. Pozostawiam wam tą kwestię do przemyślenia i podzielenia się swoją opinią z nami. Trzymajcie się, cześć!





Zanik emocji - Road to Wrestlemania XXXI


Road to Wrestlemania to z reguły najbardziej wyczekiwany okres dla każdego fana wrestlingu i trudno się dziwić. Każdy z nas z pewnością wie doskonale dlaczego tak właśnie jest. Ostatnia prosta na największą scenę ze wszystkich robi swoje! Problem jest tylko jeden. Gdzieś na tej prostej WWE zgubiło emocje, które są priorytetem każdej Wrestlemanii. 

Trudne byłoby napisanie felietonu, w którym nie będę krytykował kreatywnych WWE, ale wydaje mi się, że jest to zadanie ciężkie do wykonania dla smarta. Tym bardziej, że to po raz kolejny wina stoi po ich stronie i wystarczy spojrzeć na to jaki początek miała Road to Wrestlemania w postaci Royal Rumble. Road to Wrestlemania to czas, którego głównym zadaniem jest podbudowanie wszystkich feudów. Zbudowanie świetnej atmosfery, która sprawi, że zabierając się za Wrestlemenie będziemy czuć emocje! „Tak ten feud skradnie show”. To akurat jak wyglądają aktualnie feudy zapowiada na to, że ja na pewno tego nie poczuje. Można mieć pewność, że kilka walk może być dobrych, ale tylko ringowo bo żadnych emocji to one nam nie dostarczą, a element historii to dla formatu federacji jaki przybrało WWE bardzo ważny element. Jaki ja widzę problem w większości feduów? 

Zwlekanie z konfrontacjami.
Do Wrestlemanii pozostało już zaledwie kilkanaście dni. My wciąż nie dostaliśmy żadnego przełomowego momentu między Brock’em Lesnar’em, a Roman’em Reigns’em. Zdarzają się tygodniówki, na których te dwie postacie po prostu się mijają. One nie mają ze sobą feudu. Jedyne co ich łączy to Main Event, na pewno nie historia. Dajmy na przykład ostatni epizod RAW. Lesnar się pojawił u boku Heymana, który wygłosił dobre promo, ale nie oszukujmy się. Nie powiedział nic nowego. Co robi tym czasem Roman? Użera się z Authority. Jaki sens ma budowanie najważniejszej walki Wrestlemani XXXI bez żadnych konfrontacji między jej uczestnikami? Heyman pojawił się bądź co bądź naprzeciw Romana, ale Brock zrobił to już jak dobrze kojarzę i to tylko raz przed samym Royal Rumble. Dystans od konfrontacji uczestników najważniejszej walki robi się – miesięczny. Dlaczego WWE nie stawia na skonfrontowanie ich face – to – face w ringu chociażby na koniec  show? Zastanawiałem się nad tym kończąc oglądanie ostatniego RAW.

Moim zdaniem to jest spory problem i ja mam w głowie wyobrażenie dlaczego WWE idzie akurat w takim kierunku. Odstawiają to na ostatnie RAW przed Wrestlemanią i sądzą, że to wystarczy. Napięcie jednak tak wielkiego feudu powinno być budowane z tygodnia na tydzień, a nie odstawiane na ostatnią chwile. Roman jak ma walczyć z Brock’em to niech skupi się na nim, a nie na The Authority. Oczywiście domyślam się, że feud Romana z Authority to powód ograniczonej ilości występów Brock’a. Dlatego takie sytuacje jak pojawienie się Brock’a nie powinny być przepuszczane do ich konfrontacji, lecz wykorzystywane. Nie interesuje nas kolejne dobre promo Heyman’a, które nic nie wniesie, lecz przełomowe momenty, które sprawiają, że chcemy zobaczyć finał. Licze tylko, że ten moment kulminacyjny konfrontacji na ostatnim RAW przed WM nie będzie wyglądał w postaci podpisania kontraktu, standardowego, typowego, w którym ta dwójka poprze pycha się kilka razy chociaż skoro kreatywni nie mają żadnego motywu dla tego feudu oprócz pasu to ja tym bardziej go nie widzę, a szkoda bo w taki sposób morduje się najważniejszy kawałek emocji Road to Wrestlemanii i samej Wrestlemanii.

Budowanie feudów nazwiskami, a nie konfrontacjami.
Jeszcze potrzymam się tematu konfrontacji bo to jednak najważniejsze co jest w feudach. Tymczasem jednak WWE nie stawia na konfrontacje, lecz po prostu na nazwiska. Złóżmy do walki wielkie nazwiska i liczmy, że walka się sprzeda bez żadnej historii. Z całym szacunkiem dla Stinga. Jestem mega podekscytowany jego walką z HHH jednak denerwuje mnie gdy WWE nie wykorzystuje go częściej. Federacja na siłę stara się zbudować wyjątkowość Stinga, lecz nie za bardzo im to wychodzi. Ciągłe podkreślanie, że nie było go czternaście lat. Cholera, fani wrestlingu to nie są idioci i nie damy sobie w taki łatwy sposób wymazać tego, że Sting był przez ten czas w TNA i walczył tam regularnie, pojawiał się na galach regularnie i wygłaszał proma regularnie. Skoro TNA było stać na takie występy to nie wierze, że WWE nie byłoby w stanie opłacić Stinga w taki sposób by on mógł także na takich warunkach pracować u nich. Domyślam się, że wy również w to nie wierzycie. Dlatego w moich oczach problem wygląda tak, że na siłę kreatywni chcą zrobić z tego coś czego rzeczywiście nie mieliśmy przez czternaście lat, a w wypadku kiedy to mieliśmy taki pomysł nie wypala. Jeśli rzeczywiście Sting po tych czternastu latach miałby pierwszy raz wejść do ringu to wystarczyłoby mi, że puszczą promo z nim związane i mimo to byłby podekscytowany walka na WM. Tak to samo nazwisko i budowanie sztucznej otoczko mi nie starczy. Jestem ciekaw czy Sting w ogóle się odezwie do samej Wrestlemanii, a jak tak to pewnie stanie się to na ostatnim RAW i to jest kolejny moment, w którym WWE odkłada coś na ostatnią chwilę. Gdy już może być za późno.

Wcześniejszy akapit wskazuje na to, że jedna gwiazda nie jest w stanie samodzielnie zbudować feudu nawet jeśli jest to sam Triple H więc co w takiej sytuacji ma powiedzieć Bray Wyatt? Coraz więcej informacji pojawia się, że Taker pojawi się dopiero na samej Wrestlemanii. Cotygodniowe proma Bray’a, w których on mówi do ściana nie mają kompletnie żadnego znaczenia. Samo nazwiska Taker’a już nie starczy tak samo jak nie ma już streaku, który by mógł ciągnąc ten feud bez tworzenia historii. Jest to zwykła walka, według wielu uważana za niepotrzebną i bez sensowną więc niech kreatywni nie uważają, że efekty i głos Taker’a puszczony z nagrania to naprawiają. Po raz kolejny: nie jesteśmy naiwni. 

Dwie walki wieloosobowe.
Przyznam się bez bicia, że cieszy mnie fakt, że dostaniemy Ladder Match na Wrestlemanii i to w naprawdę dobrym składzie. Walka ta jest dobra i zaraz z Johnem walczącym o pas US nie oszukujmy się, że bądź co bądź prestiż pasów midcardowych rośnie. Sporym problemem w moich oczach jest jednak to, że wielu zawodników na tym ucierpi. Zawodnik, który wygra Ladder Match zgarnie swój Wrestlemania moment, a reszta znów dostanie nic. Tym bardziej, że nie jest to skład zbudowany z zawodników, dla których udział w samej gali już jest zwycięstwem, lecz zawodników, którzy są stawiani jako postacie, na których będzie budować się federacje. Dean Ambrose, Dolph Ziggler, Daniel Bryan. Któryś z nich ponownie zostanie zahamowany, a najgorzej to będzie wyglądać dla Bryana, który coraz bardziej traci momentum chociaż nie oszukujmy się. Ziggler też nie jest w dobrej sytuacji.

Sam Andre The Giant Memorial Battle Royal to jak przekonaliśmy się rok temu straszna głupota i zwyczajny zapychacz. I promowanie dwóch walk grupowych jednocześnie również nie ma moim zdaniem sensu bo z reguły takie feuda grupowe w każdym wypadku wyglądają tak samo. Poza tym na przykładzie Cesaro przekonaliśmy się już, że to trofeum kompletnie nic nie wnosi i nie sądzę by miało się to zmienić w tym roku. WWE może uznać to za robienie tego czego ludzie oczekują. Inwestowanie w młode gwiazdy. Upychanie ich jednak wszystkich w zapychacz to nie jest sposób, na który my czekamy. Karta Wrestlemanii nie powinna się składać z takich walk, które po prostu są by zająć czas. To również zabija emocje.

Podsumowując.
To są moim zdaniem problemy, przez które tegoroczna Road to Wrestlemania jest po prostu.. nieciekawa. WWE za bardzo zaczyna opierać się na schematach, standardach, a same storyliny zanikają wyróżniajac się na tle innych z całego roku bardzo słabo albo po prostu niczym.