Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Total Nonstop Action Wrestling. Pokaż wszystkie posty

Recenzja Impact Wrestling 29/05/25


Po tygodniowej przerwie nadszedł czas byśmy powrócili do Impact Zone. Jest to ostatni Impact w tym miesiącu i ostatni przed zmianą emisji programu na środy, której tak bardzo nie możemy się doczekać z powodu jej świetnego obsadzenia. Skupmy się jednak na tym co jest teraz i liczmy, że tygodniowa przerwa pozwoli nam lepiej przyswoić kolejny już, miejmy nadzieję, że ostatni pojedynek Kurta z Ericiem. 

Już na samym początku gali przychodzi nam się zetknąć z wspomniana przed chwilą dwójką. W materiale sprzed gali Eric Young jedzie samochodem i nadziewa się na czekającego na niego Kurta Angle. Brawl rozpoczyna się gdy EY wychodzi z auta i cóż. Złoty medalisty zdominował swojego rywala i to akurat cieszy. W końcu dostaliśmy inną formę Kurta niż przyjazny mistrz mówiący na każdym kroku jak to wszystkich szanuje - neutralnie.

Six Side of Steel for Knockouts Championship

Gail Kim vs. Taryn Terrell



Na poprzednim Impakcie ten feud wszedł w dosyć fajny prywatny poziom. Jestem oczywiście zdania, że aż dwa takie sprywatyzowane feudy jednocześnie to za dużo (bo taki jest jeszcze Magnus-Storm) no, ale z tym już niestety nic nie zrobimy. Muszę jednak przyznać, że takie motywy o wiele bardziej pasują do Knockutek i w tym wypadku to się sprawdza. Taryn całkiem dobrze sprawdza się jako heel. W tym meczu mogłoby się wydawać, że dominować będzie Gail zdeterminowana po zeszłym tygodniu. Tak jednak nie było. Na prowadzenie wyszła Taryn. Walczyła brutalnie, agresywnie i w taki sposób przez całą walkę skupiała się na ręce, na której dłoni był pierścionek ślubny Gail. W końcu po meczu gdy już Taryn wygrała pojedynek, złamała kilkoma stopnięciami palec Gail, na którym był pierścionek po czym go zabrała. Kong próbowała dostać się do klatki, ale drzwi zostały zamknięte przed jej nosem. - pozytywnie. 

Segment w ringu



Z jednej telenoweli do drugiej. Problem tego story na ten moment jest taki, że podczas ostatniego Impactu wydawało się, że ten feud w końcu dostał jakiś konkretny kierunek. Tym czasem w tym momencie wracamy do punktu wyjścia i tempo niepotrzebnie zwalnia. Segment to kolejna pogawędka między Stormem, a Micky, w której ten jej robi wodę z mózgu. Tydzień temu Magnus dostał sromotny wpierdol od Revolution. Czyżby to Micky nie obchodziło? Nie! Czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Przyjdę do ringu i przeproszę James'a za to, że Magnus był niegrzeczny. Ja osobiście czuje się mało zaciekawiony. Liczę, że za tydzień wyjdzie z tego coś bardziej konkretnego bo nie lubię takiego sztucznego przeciągania -  negatywnie.

Gauntlet Match for X-Division Championship Match

Mandrews vs. Argos vs. Crazy Steve vs. Tigre Uno vs. Kenny King (c.)




Fajnie widzieć X-Dvision na gali. Szczerze pisząc, to właśnie tego oczekuję za tydzień! Wiem już jednak bardzo dobrze, że jak chcę obejrzeć akcje wysokich lotów to muszę odpalić Lucha Undeground bo na Impakcie ich nie dostanę. Przykra prawda, no, ale nie ma co się oszukiwać. Walka kompletnie bez rewelacji. Można by to było zrzucić na stypulację ograniczającą, ale to głupota bo i Gauntlet Matche o tytuł X-Division potrafiły być mocno efektowne. To było po prostu zwyczajne. No i nie podoba mi się, że tytuł X-Division doczekał się syndromu tytułu Interkontynentalnego. Pas ważny dla historii federacji, w tym przypadku fundamentalny, ale nie traktowany poważnie. Dlaczego to mówię? Nie ma tu storylinów, walki bez historii i zmiany posiadaczy tytułów od tak, bo czemu nie. Rockstar Spud wygrywa ten pojedynek i odzyskuje złoto. I teraz wytłumaczy mi ktoś na jakiej podstawie w ogóle zabrano mu ten pas? Nie miał żadnego feudu z BDC po tym, nie było w tym żadnej historii. Tak jak go stracił bez powodu to i tak samo go odzyskał. Nie lubię takiego czegoś. - negatywnie.

Best of 5 Series Tag Team Match (1:0)

The Wolves vs. Dirty Heels



Kolejny kawał solidnego wrestlingu w wykonaniu tej dwójki. Nie chce znowu się rozpisywać bo to będzie nie naturalne tak jak w przypadku ostatniej recenzji ich walki kiedy to z braku pomysłu zaczynałem mocno przesładzać te recenzje, a wydaje mi się, że tutaj nie jest to potrzebne. Wystarczy odesłać do obejrzenia tej walki. Nie ma tu story do komentowania ani błędów do komentowania. Po prostu to co lubimy - wrestling. Po tej walce mamy 2:0 dla Wolves. Nie sądzę by to się skończyło taką totalną dominacją Wilków więc podejrzewam, że następne dwa tygodnie Dirty Heels wyrównają szale. - pozytywnie.

Segment w ringu



Bez żadnego konkretu, podobnie do zeszłego Impactu. Segment ewidentnie miał na celu dalej prezentowanie nowego gimmicku Velvet Sky określanego jako - Darth Velvet. Cóż, na razie tylko milczy, ale imidż ma całkiem fajny jak na moje oko. Jestem ciekaw tylko jakie nastawienie ma mieć ten gimmick. Oczywiście na ten moment jest to face by nie gryzła się gimmickowo z Angeliną, ale koncepcja wstępnie bardziej pasuje na heela. W samym segmencie Love po prostu krytykowała Velvet mówiąc o tym, że nie będąc pracownicą federacji nic jej nie może zrobić. Przeliczyła się gdyż tylko gdy się odwróciła Velvet przeszła przez barierkę oddzielającą je dwie i wyjaśniła sprawę po swojemu. - neutralnie.

Singles Match

EC III vs. Mr Anderson



Aż mi się łezka w oku zakręciła widząc Tyrus zamkniętego w klatce przy ringu. Od razu mi się skojarzyło King of the Moutain. Cholera, tak świetna stypulacja. Niedługo Slammiversary i liczę, że TNA znowu nie da dupy i nie zapomni o tej świetnej walce podczas PPV. To tradycja i taki sam cios dla PPV jak zdjęcie swego czasu Ladder Matchu z Wrestlemanii. Ogólnie dobrze, że Tyrus został odciągnięty od walki bo EC III zgarnął czyste zwycięstwo. Jest coraz lepiej przygotowywane na feud z Kurt'em Angl'em i liczę, że taki też dostanie już za tydzień jak Kurt upora się z Ericiem jeszcze na tej gali (nie widzę innej opnii). Mogłoby to być w końcu coś świeżego. Swoją charyzmą na pewno EC by uatrakcyjnił obrazek mistrzowski, który ostatnio jest monotonny. No, ale na ten temat za chwilę. - pozytywnie.

I Quit Match for World Heavyweight Championship

Kurt Angle (c.) vs. Eric Young



Nie wiem czy tylko ja mam ten problem, ale słuchanie Erica sprawia mi dużo problemow. Brzmi jakby kazali mu mówić przez auto-tune. To takie bolesne! Ogólnie ciężko mi było przyzwyczaić się za czasu feudu Younga z Roodem do motywu Younga Heela. Young kojarzył mi się zawsze z zabawną, luźną postacią wchodzącą do ringu przy genialnym TNT. TNA udało się jednak z Erica zrobić całkiem solidnego heela. Zrobiono z niego mocną postać, ale dawka jego dominacji ostatnio była na tyle duża, że chyba bym padł gdyby zdobył mistrzostwo. Wymęczyli go mocno ostatnimi czasy i liczę, że zrobią nam od niego chwilę przerwy tak jak to zrobili z Bramem gdy przegrał swój feud z Magnusem - chociaż jego regularny pobyt na Impact akurat by mi nie przeszkadzał. Teraz właśnie ze względu na dosyć mocno poprowadzonego Erica liczę na EC III jako pretendenta, który jest w stanie po prowadzić dobry feud i przy okazji taki, który będzie na swój sposób luźny. Gdyby jednak już do tego doszło to byłbym ciekaw na co by postawiono. Na stratę tytułu Angle'a (mało prawdopodobne) czy też streak EC III (głupie). - pozytywnie.

Podsumowanie, ogólnie gala po raz kolejny nie wywarła na mnie żadnego konkretnego wrażenia. Po prostu była. Doznaliśmy w tym wypadku zastój storylinowy bo nie było nic nowego, a w większości po prostu zastoje storylinowe, a nawet kroki w tył - wystarczy spojrzeć na Storma, Magnusa i Micky. Za tydzień będzie ciekawa środa ze względu na ROH i TNA jednego dnia, ale szczerze pisząc nie możemy się jeszcze żadnych rewelacji spodziewać ze względu na fakt, że obie gale będą z wcześniej nagranych tapingów. Za kilka tygodni jednak liczę, ze TNA w konfrontacji z ROH pokaże nam coś konkretnego i świeżego bo niestety popadliśmy w rutynę. Recenzja sama w sobie może nie być na wysokim poziomie, ale dostępność gali w tym tygodniu była po prostu śmieszna. Czekanie na nią do późna, gdzie z reguły jest to w godzinach po południowych, po to by dostać galę w beznadziejnej jakości. Tyle w temacie.


Smartowe Przemyślenia: Koniec niezależnego ROH


To jest ten dzień! ROH podpisało kontrakt z stacją Destination America, doskonale nam znaną jako stacja, która emituje co tydzień Impact Wrestling. To nam otwiera wiele ciekawych nowych perspektyw dla Ring of Honor. Czy ta sytuacja okażę się jednak strzałem w kolano dla federacji Dixie Carter?

Oczywiście tłumaczyć nie trzeba dlaczego jest to świetna wiadomość dla ROH. Destination America może nie jest ogromną stacją, ale jest stacją, która w końcu pozwoli ROH emitować swoje galę na skalę kraju. Daje to łatwiejszy dostęp do nich co na pewno będzie wiązać się z przybyciem nowych fanów, a bynajmniej liczę, że tak będzie. Oprócz zastrzyku fanów Ring of Honor z pewnością może teraz liczyć na zastrzyk gotówki co pozwoli im poprawić jakość ich produktu. Może spodziewać się lepszego jakościowo/wizualnie show co wpłynie pozytywnie na odbiór całości. Poza jednak zmianami takimi czysto technicznymi ciekaw jaki Destination America może jeszcze mieć wpływ na swój nowy nabytek. Pytanie czy Destination America da ROH możliwość organizowania dłuższych epizodów, tapingów niż te, które miały miejsce dotychczas. Mam tu na myśli na przykład przedłużenie długości gali do półtorej godziny w ciut innej formie programu. Bardziej main streamowej.

Jedna z ciekawszych kwestii to jednak fakt co może oznaczać debiut ROH na Destination America dla samego Total Nonstop Action. Ja osobiście nie spodziewałem się tej informacji. W końcu DA ma już swój Impact więc po co kontraktowanie kolejnej federacji wrestlingowej? Dwa show od obecnych federacji może rozłożyć się na kilka czynników. 

- Współpraca TNA z ROH - Co byście sądzili na ten temat? Gdyby TNA teraz zaczęło organizować jakieś wspólne eventy z ROH czy też wymiany zawodników, do których tak często dochodzi w Dixilandzie między federacjami. W końcu jeszcze niedawno TNA szukało federacji do współpracy. Oczywiście głównie na rynku Japońskim, ale skąd możemy mieć pewność czy nie padło w ten sposób ostatecznie na ROH. Może to taki głupi sposób na sugerowanie się, ale ROH wrzucając na swojego facebooka informacje o kontrakcie z Destination America oznaczyła w nim Dixie Carter. Niby nic, to tylko facebook, co ma jednak Dixie wspólnego z tą decyzją? Czyżby były plany dla obu tych federacji? 

- Jednak Meltzer nie takim kłamcą? - Czyżby ta decyzja oznaczała to czym ostatnio namieszał Meltzer w internecie? Ostatnio z jego strony dowiedzieliśmy się newsa, rzekoma fałszywego według TNA, że Destination America planuje we wrześniu pozbyć się TNA z ramówki przerywając w ten sposób ich podpisany na najbliższe dwa lata kontrakt. Jak wiemy TNA ma najlepszą oglądalność na DA, ale nie taką jakby zarząd stacji oczekiwał. Co w przypadku gdy ROH rzeczywiście zdominuje w tej materii TNA (co wydaje mi się dosyć pewne) i zacznie przynosić na tyle większe zyski, że TNA zostanie usunięte z ramówki stacji. Kto wie czy Meltzer nie trafił w dziesiątkę i na przestrzeni kilku miesięcy news, na którym skupiam się dzisiaj okażę się dyskretną wymianą w ramówce Destination America. To oczywiście w przypadku gdy nikt nie planuje współpracy między tymi dwiema federacjami.

- Wielka rywalizacja - Co ciekawe Impact Wrestling ostatnio zostało przeniesione na środe i jako datę emisji ROH ustawiono również środę. Na Destination America dostaniemy podwójny blok wrestlingowy, aż dwa show pod rząd. Czyżby DA chciało przycisnąć obie federacje do walki miedzy soba o rating? To by mogło wpłynać na jakosć obydwu show, które chciałoby być lepsze od drugiego. Kolejną opcją może być fakt, że w środy jest emitowane za równo Lucha Undeground jak i NxT czyli dwa show, które cieszą sie ogromną popularnością. To daje nam aż cztery produkty wrestlingowe lubiane oraz znane. Czyżby ROH i Impact to był sposób TNA na walkę z NxT i Lucha Undeground? Destination America widząc sukces, nie ogromny, ale sukces TNA na ich stacji może po prostu chcieć go zwiększyć i stanąć ponad konkurencją, a to może być trudne.

Pozostaje nam czekać do 3 Czerwca. Ja osobiście jestem podekscytowany tym nowym rozdziałem dla Ring of Honor. 

Recenzja TNA Impact Wrestling 15/05/2015


Nadszedł czas na kolejny epizod Impact Wrestling rozpoczynający emisje świeżo nagranych tapingów. Czy z tej okazji zarząd federacji zaskoczy nas świeżością storylinów? Podejrzewam, że większość z nas by tego chciała, ale czy tak będzie? 

Segment w ringu



Ostatnio często mnie śmieszy w TNA to, że wszystko tutaj wychodzi tak naprawdę z niczego. Może to moje głupie przyzwyczajenia od rodziny McMahonów, ale zawsze mnie śmieszy to, że nikt tych walk nie zapowiada, często są ogłaszane na facebooku albo w spocie reklamowym, tak po prostu bez żadnego poparcia. Tak jest na przykład w przypadku tego Hardcore War. Brakuje mi spójności storylinowej, ale to może ja źle na to spoglądam. Segment odniósł się właśnie do tej walki, na celu miał zapoznanie nas z składem drużyny Kurt'a. Ogólnie boli mnie trochę fakt, że Kurt teraz zawsze musi robić za tego dobrego. Wszystkim słodzi dookoła tak jak w tym segu The Rising i Chrisowi, on musi być dobrym uczciwym mistrzem, a po drugiej stronie co? Pojawia się Eric Young, który od kilku tygodni powtarza to samo. Jemu należy się mistrzostwo, on jest pretendentem. Czyli ku rozpaczy wielu osób to nie koniec między nim, a olimpijczykiem i właśnie z tej okazji za tydzień ta dwójka zmierzy się ze sobą po raz kolejny w "I Quit Matchu". Stypulacja może jednak wskazywać na to, że wtedy na szczęście damy sobie spokój. Oczywiście z tego wszystkiego wyniknął brawl. BDC zza pleców zaatakowało zebraną w ringu drużynę Kurt'a i zaczęli nad nimi dominować do czasu aż BDC zwinęło się na widok Lashley'a. Długo nie widziany Bobby znów uderza do Impact Zone, dla mnie spoko, ale szczerze mówiąc jakoś bardzo nie tęskniłem bo nie widzę na ten moment dla niego żadnego ciekawszego feudu, pas Wagi Ciężkiej i Angle byli, a z BDC ile można się użerać. Dziś jednak przyjdzie mu to jeszcze zrobić bo stronie Teamu Angle. Na razie w tym segmencie pokazano cztery osoby drużyny Young'a i sześć osób drużyny Angle'a, trochę dziwnie chyba, że okroją skład The Rising w tej walce. Zobaczymy. Segment jak segment. 

Tag Team Match

The Dollhouse /w. Taryn Terrell vs. Brooke & Rebel



Nadszedł czas na tę ładniejszą część Impactu. Szpagat Rebel sprawił, że jestem w stanie uznać galę za najlepszą w tym roku. Tak na marginesie odnosząc się do sytuacji z obrazka, Rebel chyba zabiła sobie nogę skacząc szpagatem z narożnika, to wyglądało nie miło przyznam szczerze. No i mimo wdzięków niestety muszę powiedzieć, że obecność Rebel negatywnie wpłynęła na jakość walki. Ja osobiście nie kojarzę jej za dobrze, ale z tego co mówili komentatorzy to Rebel nie była w ringu od kilku miesięcy. I to widać bo wyglądała jak kompletny żółtodziób bo nic nie robiła w tej walce, nic jej nie dano robić konkretnego, ale czasu jej wiele poświęcono przez co jej nieudany skok z narożnika wpłynął na przegraną jej drużyny i przez większość czasu oglądaliśmy ją zbierającą baty od The Dollhouse. Zresztą widać było nawet brak doświadczenia u Rebel w momencie gdy wchodziła na narożnika. To łatwy sposób na rozpoznanie sytuacji. 

Singles Match

Tyrus /w. Ethan Carter III vs. Mr. Anderson




Przed smakiem walki był znów solidny speech Ethana Cartera, utrzymany w ostatnio wprowadzonym prezydenckim stylu. Może nie tak mocno jak ostatnio, ale znów pojawiły się małe nawiązania i ciężko nie przyznać po tej wypowiedzi Carterowi racji. Young przegrał tydzień temu, EC III wygrał więc Carter powinien być pretendentem, a nie Young i szczerze pisząc pewnie większość by tego chciała. Może wtedy w końcu jakiś feud o pas Wagi Ciężkiej w tym roku miał jakieś barwy. Anderson pojawił się i powiedział, że chce walczyć z Tyrusem i jeśli wygra to dostanie kolejną walkę z EC III. Ogólnie wyszło całkiem zabawnie gdy Anderson zaczął prowokować Tyrus'a nazywając go kilkukrotnie suczką Cartera. Tyrus nie pozostał na to obojętny i jednak doszło do walki. Ogólnie nigdy nie byłem fanem Tyrusa. Ni to Giant, ni to jakiś Powerhouse. Brak mu kompletnie wyglądu wrestlera, a i jego umiejętności mnie jakoś nie przekonują. Choć nie mogę powiedzieć, że walka wyszła zła bo taka nie byłą. Była dosyć standardowa i nie wniosła nic ciekawego. Może poza tym, że dojdzie do kolejnej walki między Andersonem, a EC III. Ciekawi mnie jednak czy będziemy mieli spięcie między Tyrusem, a EC III. Carter próbował interweniować w walce z krzesłem w momencie gdy Tyrus zdominował pojedynek no i wtedy Anderson miał czas by zebrać siły gdy trwało przedstawienie. 

BBQ Pitmasters Brawl

Magnus vs. Abyss



Czyż to ujęcie wyżej nie jest okropne? ^^ Ogólnie przed walką Magnus wyzwał do walki James'a, ale na jego słowa odpowiedział Abyss. I tu nastąpiło coś czego nie słyszałem od bardzo dawna, czyli Abyss posługujący się mikrofonem. Cholera. Ja mam dziurawą pamięć czy to rzeczywiście było cholernie dawno? Jeśli rzeczywiście to nie popisał się po powrocie. Ogólnie BBQ Pitmasters to... nowy program na Destination America związany z grilowaniem w związku z czym dla promocji jego debiutu ring był otoczony różnorakimi grillami i przedmiotami do grillowania i wszystko poszło w ruch gdy rozpoczęła się walka między Magnusem i Abyss'em. W sumie nigdy nie wiem co myśleć o takich sytuacjach. Na swój sposób było to rozrywkowe. Panowie okładali się tackami czy też pokrywami od grilli, a co było najgorsze dla oczu, dla serca to widok jak Magnus zaciska szczypce do grilla na.. "rejonach".. Abyssa. No, ale do czego zmierzam. Taka otoczka jakoś mi nie pasuje do feudu, który chce być poważny no, ale oglądało mi się to mimo to dosyć dobrze. Zawsze jakiś tam kawałek Hardcoru podczas gali, może nie wybitny, ale bardzo luźny patrząc na wykorzystane przedmioty. Zawsze to lepsze cross-promo niż te ostatnie co miało TNA z gośćmi co wykrywają duchy. Do ringu wpadło Revolution i Magnus sobie nie poradził. Bardziej brawl niż oficjalna walka.

Best of 5 Tag Team Series (0:0)

The Wolves vs. Dirty Heels



Teraz prawdopodobnie najbardziej wyczekiwany moment gali, czyli początek serii bitew o tytuły Tag Team! No i w stu procentach słusznie, że wyczekiwany. Zawsze byłem fanem Tag Team Matchy tylko był ten jeden problem gdy ta stypulacja w Main Streamie zaczęła być zabijana przez schematyczność i powtarzalność. Ta walka nie miała tego problemu. Świetny przebieg poprzedzony genialnym warsztatem technicznym całej czwórki sprawił, że ten pojedynek to must-see z tej gali. Pierwsze zwycięstwo wpada dla Wolves, a za tydzień kolejna walka z serii, licze, że równie dobra. Nie muszę nic więcej pisać. 

Segment w ringu




Panowie, kolejny must-see. W ringu pojawiło się Dollhouse i Taryn opowiadała o tym jak spędzała czas z córkami (przyszywanymi bodajże) Gail Kim. Oraz był to pokaz tego co Taryn ubierze na spotkanie z mężem Gail no i to jest ten fragment segmentu, który mogę uznać dla panów za must-see. Ta sytuacja jednak wprowadziła rywalizację między Taryn, a Gail na mocny, prywatny stopień. Tematy rodziny jak się okazuję to ostatnio dosyć powszechny motyw do storylinów stosowany w TNA, ale co poradzisz. Całę Dollhouse zebrało pod koniec segmentu dosyć solidne baty od sprowokowanej Gail Kim. Ogólnie jeszcze kilak tygodni temu nie wiedziałem jaki tak naprawdę ma gimmick Dollhouse, ale już jest to całkiem jasne. Dosyć śmieszna koncepcja na stajnie, ale trzeba przyznać, że na swój sposób się sprawdza. Szczerze pisząc to tak głośnej widowni na Impact dawno nie słyszałem jak podczas tego segmentu i to było jeszcze przed odkryciem stroju przez Taryn. Heel heat, gwizdy były naprawdę mocne, na tyle, że aż Taryn musiała męczyć się by przebić się głosem. Takie reakcje powinny być na każdym kroku, wpłynęło by to mega na odbiór gali no, ale niestety przy niektórych rzeczach jest to po prostu niemożliwe. 

Singles Match

Jessie Godderz vs. Robbie E



Przyznam szczerze, że tak długo była cisza na temat tego story, że już zdążyłem o nic zapomnieć. Dostaliśmy w przeciągu jakiś 6 minut trzy walki. Jak? Pojedynek skończył się po kilkunastu minutach na korzyść Robbiego. Jessie kazał zrestartować, powtórka z rozrywki i kolejny restart, każdy pod jakąś wymówką nie gotowości. Oczywiście ten ostatni również na korzyść Robbiego. Za każdym razem oczywiście był to jakiś roll up tudzież crucifix pin. To, że feud będzie dosyć komediowy to było do przewidzenia. Chociaż przyznać trzeba, że pod koniec trochę kreatywni odbiegli od tego i Jessie dosyć brutalnie zdewastował swojego byłego Tag Team partnera. Military Press Slam za ring i zderzenie głową z zawieszonym krzesłem na szyi z metalowym słupkiem od narożnika. Wydaje mi się, że może to wyeliminować na jakiś czas Robbiego. Czyżby Jessie mógł się wykazać w jakimś poważniejszym gimmicku? W sumie jest to na swój sposób ciekawe. Sytuacja taka sobie. Straszny zapychasz byle by było, że to istnieje. No bo motyw ciekawy z tymi wygranymi Robbiego w przeciągu dosłownie sekund, ale nie rozbawiło mnie to w ogóle. W pewnym momencie fani to fajnie podłapali licząc sekundy walki, ale to nie pomogło w moim odbiorze. 

Hardcore War

Team Young vs. Team Angle



Wszystko zostało rozwiązane. The Rising w Teamie Angle'a zostało pozbawione Drake'a, a BDC zostało zasilone przed Brama co jest bardzo dobrym wyborem i cieszę się widokiem tego zawodnika bo widać było ewidentnie, że po feudzie z Magnusem nic dla niego nie maja. A szkoda. Liczę, że to się zmieni. Pojedynek jest na tych samych zasadach co Lethal Lockdown tylko bez klatki. Zawsze lubiłem Lethal Lockdown więc i ten pojedynek przypadł mi do gustu pod względem stypulacji. Taki typowy brawl, gdzie jest chaos, ale ogląda się to dobrze gdyż jest po prostu agresywnie, a przedmioty są w ruchu. Tak też tutaj było. Tym bardziej, że nie był to brawl pełen zastojów, że panowie grzebali się po ringu tylko szła ofensywa za ofensywa i nawet udało się wprowadzić kilka fajnych spotów. Drew postarał się z całkiem dobrze wykonanym Somersoultem bez użycia rąk nad trzecią liną za ring. Nawet Kurt skoczył na grupkę przeciwników za ringiem chociaż było widać po nim, że wykonuje to strasznie nie pewnie. Trzeba panów jednak pochwalić bo mimo, że nie wyglądała ta akcja jakoś epicko, to wyglądała bezpiecznie i w taki sposób została wykonana. Patrząc na ogrom kontuzji Kurt'a ostrożności nigdy za wiele. Po tych lotach wyeliminowani zostali wszyscy prócz Chris'a Melendez'a oraz Eric'a Young'a. Melendez szybko poległ w tej konfrontacji i walkę wygrała drużyna Young'a, przez co obstawiam, że Kurt obroni tytuł za tydzień. Wy również? Po walce była dosyć ciekawa sytuacja. Na pewno innowacyjna i sam nie wiem czy trochę nie przesadzona. Sami fani buczeli podczas tego momentu, ale też było strasznie dużo ciszy i sam nie wiem czy może niezręcznej? Eric Young ściągnął protezę Melendeza. Po prostu ją wyrwał i zaczął z nią chodzić do ringu aż w końcu Kurt wszedł do ringu chcąc mu przemówić do rozsądku. Został jednak zdzielony tą.. protezą nogi. Dziwna sytuacja, dosyć nie potrzebna. Rozumiem, że heat na Young'a wzrasta i budowanie go na tego psychola, ale to było dla mnie zbędne. 

Podsumowanie


Tak samo jak tydzień temu gala mocno przeciętna. Oczywiście walka między Wolves, a Dirty Heels była świetna i jest niemalże pozycją obowiązkową jeśli chodzi o kartę tej gali. Reszta? Hardcore War też był dosyć solidny. Reszta w żaden sposób się nie wyróżniała. Żadnych ciekawych zwrotów w storylinach. Głównie pojedyncze speeche, nic nie wnoszące i walki, które nie stały na jakimś wygórowanym poziomie. Jedynie feud kobiet ruszył w tym momencie dosyć mocno, a i rzucić okiem na Taryn było miło. No, ale nie oszukujmy się, że to o wiele. O wiele za mało by nazwać tę galą bardzo dobrą, solidną. Była po prostu przeciętna. 

TNA jako gwóźdź w trumnie Kapitana Charyzmy? (Powrót do przeszłości #3)


Christian Cage to jeden z najbardziej uzdolnionych ringowo zawodników WWE, a i przy mikrofonie nie można mu nic zarzucić. Do tych superlatyw jednak niestety doczepiło się do niego miano - niespełnionego tudzież niedocenionego zawodnika WWE. Christianowi nigdy nie udało się dostać na stałe do Main Eventu mimo wielu zasług w federacji Vince'a. Często się mówi o tym, że głównym powodem tego wszystkiego jest fakt, że Christian kiedyś opuścił WWE na korzyść TNA. Ile jest w tym jednak prawdy? Christian przed opuszczeniem WWE w 2005 roku był w szeregach rodziny Vince'a przez siedem lat. Trzy lata z tego to były zmagania drużynowe (The Brood oraz Edge & Christian) więc cztery lata z pozostałych siedmiu Christian spędził na zmaganiu się w feudach o tytuły Midcardowe. Czy te cztery lata można jednak uznać za nieudane dla Christiana? Oczywiście, że nie, a bynajmniej z mojego punktu widzenia, nie. W przeciągu tych czterech lat Christian miał aż sześć reignów z tytułami Midcardowymi, wśród czego znalazły się cztery różne pasy. Dlaczego więc Christian postanowił odejść do TNA?

Okres odejścia Christiana z rodziny Vince'a to był okres kiedy TNA było w biznesie dopiero około 3 lat więc był to to jeszcze okres kiedy federacja Dixie była czymś świeżym, interesującym i miała szansa na wzniesienie się naprawdę wysoko dzięki dobremu Wrestlingowi, którego pionierem była dywizja X.  Zresztą przed samym pojawieniem się Christiana w TNA, przez te jeszcze pod szyldem NWA przewinęło się wiele wielkich legendarnych nazwisk. Może w tym Christian upatrzył większą szansę dla siebie? Mógł nie tylko uczestniczyć w czymś nowym, ale i tworzyć coś nowego. Wtedy był to okres, w którym widziano w TNA coś co ma szansę dokonać to co WCW się nie udało. Jak to się skończyło widzimy po latach, to jednak jest teraz mało istotne. 

W momencie kiedy jednak sobie wyjaśniliśmy już dlaczego Christian postanowił postawić na TNA warto postawić odpowiedź na tytułowe pytanie. Jaka ona jest? Niech posłuży mi jako pomoc materiał z debiutu Christiana Cage'a w TNA.


Materiał może nie jest najwyższej jakości, ale ciężko o znalezienie innego. Może on jednak posłużyć dla większości jako tylko i wyłącznie ciekawostka gdyż ja zajmę się omówieniem jego treści. 

Christian zdecydowanie powiedział w tym debiutanckim speechu zbyt wiele słów by zostać po powrocie do WWE w 2009 roku przyjęty Main Eventem. Christian powiedział, że nie przyszedł do TNA z powodu zwolnienia (nawiązanie do debiutu Jeff'a w TNA?) oraz nie chodzi o fakt, że zaoferowano mu za mało pieniędzy by został w WWE gdyż zaoferowano mu ich dużo. Powód dla, którego przybył do TNA miał taki sam jak fani wypełniający arenę - on kocha Wrestling. I gdy dzień przed debiutem odpalił telewizję i oglądał Impact przypomniał sobie sytuację sprzed ośmiu lat kiedy debiutował w WWE. Były dwie federacje, jedna nudna i idąca w złym kierunku. Drugiej on był częścią, młodej i silnej. Teraz po ośmiu latach wciąż są dwie federacje jedna jest stara i nudna idąca w złym kierunku, a drugą jest TNA. 

Christian powiedział zdecydowanie za wiele w tym segmencie. Wypiął się i skrytykował federację, która tak naprawdę go stworzyła i w pewnym stopniu nic dziwnego, że Vince nigdy więcej już nie wziął na poważnie pushu Christiana ponad Midcard. Tym bardziej, że gdy powrócił do WWE w 2009 roku te już było wypchane na szczycie przez gwiazdy, które budowały swoją pozycję latami jak John Cena tudzież jego były Tag Team partner Edge oraz pełno nowych gwiazd, w których WWE widziało potencjał. W takiej sytuacji Christian nie miał szansy na sukces. Przebić się wśród wielu nowych gwiazd czy też wejście w szeregi tych, którzy byli tu latami to nie było łatwe zadanie. Fakt. Christian po powrocie był dwukrotnie mistrzem WWE ECW i rzeczywiście odwalał kawał dobrej roboty na tym brandzie. Fakt jednak jest taki, że tam nie było żadnych większych nazwisk takich jak te, które przewijały się na RAW i Smackdown. ECW było traktowane jako ten najmniej znaczący brand przez WWE co udowadnia wymienienie go na NxT co o dziwo okazało się po latach bardzo dobrą decyzją. Fakt! Christian został wreszcie dwukrotnym mistrzem świata wagi ciężkiej jednak cóż. Jeden run trwał 2 dni, a drugi 28 co udowadnia, że Vince nigdy nie chciał już po powrocie Christiana w jakiejkolwiek ważnej roli, a jedynym powodem jego Main Eventu prawdopodobnie było życzenie Edge'a przy odejściu. 

Odejście Christiana do TNA na pewno przyczyniło się do spieprzenia jego kariery w WWE. W momencie gdyby kontynuował swój długi staż, który rozpoczął w 1998 roku jako część The Brood, na pewno by zdołał wybudować swoją pozycję na tyle dobrze jak to zrobili inni zawodnicy, którzy debiutowali po jego odejściu czy też nigdy nie rezygnowali tak jak on. Kapitan Charyzma zaliczył jednak w TNA naprawdę dobry okres. Federacji udało się zrobić z niego naprawdę mocnego Baby Face'a przyciągającego ludzi na arenę. Uczestniczył w świetnym feudzie z Jeff'em Jarrett'em i był częścią Main Eventu federacji Dixie, w którym dwukrotnie stanął jako mistrz świata wagi ciężkiej NWA. Oba reigny z tym pasem trwały ponad sto dni. Czy jest to zły wynik? Raczej nie. Prawda jest taka, że nie wiem co tym razem skusiło go by powrócić do WWE. Może fakt, że TNA nie okazało się tak wielkim sukcesem jak przewidywano? Prawda jednak jest taka z mojej strony, że lepiej by było gdyby pozostał już w TNA i tam kontynuował swoją markę. Na dobre zakończenie tego felietonu z serii mojego smartowego projektu - Powrót do przeszłości - o to walka Christiana z Jeff'em Jarrett'em, w której Christian po raz pierwszy zdobył tytuł NWA World Heavyweight. 


Recenzja TNA Impact Wrestling 17/04/2015


Powracamy do IMPACT Wrestling po tygodniowej przerwie, za którą jak najmocniej przepraszam! TNA pozbywając się większości gal Pay Per View stara się by ich tygodniówki nie były szablonowe, a każda kolejna wnosiła jakiś powiew świeżości i tak jest również w tym tygodniu. Już podczas tego IMPACT wyłonimy nowych mistrzów drużynowych po tym jak dwa tygodnie temu The Wolves byli zmuszeni oddać je na vacant. Dostaniemy cztery walki kwalifikacyjne, których zwycięzcy zmierzą się ze sobą o wspomniane mistrzostwa w ULTIMATE X MATCHU. Zachęceni? Bo ja bardzo! Czy słusznie? Zapraszam do czytania.

Walka kwalifikacyjna

The Hardys vs. The Revolution (James Storm & Khoya)



Zaczynamy z grubej rury gdyż konfrontacja dwóch jeszcze nie dawno rywalizujących ze sobą drużyn. Walkę zaczynamy momentalnie brawlem rozpoczętym przez Revolution podczas tauntowania braci Hardy na narożnikach! W brawlu szybko inicjatywę przejęli Matt i Jeff pozbywając się zarówno Storma jak i Khoy z ringu. Poza ringiem Jeff utrzymał się przy inicjatywie skacząc na James'a z krawędzi ringu. Matt taką samą próbą na Khoy skończył jednak lądując na stalowych schodkach po przez  drewniany potężny powerslam Khoy. Jeff powrócił do ringu, z którego sędzia już nie chciał go wypuścić co wykorzystywało Revolution okopując poza pierścieniem Matt'a. W ten sposób już przenosząc się do ringu dostaliśmy tradycyjny Tag Team Match rozpoczęty przez James'a i obitego Matt'a. Przez określenie tradycyjny nie mam tylko i wyłącznie na myśli podstawowych zasad walki, lecz schemat, że sędzia zajęty cały czas upominający Jeff'a dawał szanse jego rywalom na niezgodne według zasad okopywanie jego brata. Tradycja jednak nie trwało długo bo najzwyczajniej w świecie w ringu nie było na to czasu. Walka okazała się krótka więc już po kilku chwilach okopywania Matt'a ten doprowadza do podwójnej zmiany po tym jak przejął inicjatywę za pomocą Side Effect. Od tego momentu w przeciągu zaledwie około dwóch minut Jeff w bohaterskim stylu wyczyścił ring, a następnie po zaledwie sekundowej utracie inicjatywy wyrwał się z akcji Tag Teamowej przeciwników i przeszedł do dwóch prób Twist of Fate na swoich rywalach. Storm skontrował te akcje odpychając od siebie rywala prosto w łapska Khoy, co też Jeff przekształcił w próbe Twist of Fate, która skończyła się Last Call Superkickiem.. w szczękę Khoy po odskoczeniu Jeff'a w bok. Mamy powrót do ringu Matt'a, Twist of Fate dla James'a oraz Swanton Bomb dla Khoy i w ten sposób bracia Hardy przechodząc do Ultimate X Matchu, który jeszcze dziś wyłoni nam nowych mistrzów. Jakościowo walkę ciężko ocenić. Skład dobry, no może nie licząc Khoy, który cierpi na deficyt charyzmy. Była ona jednak za krótka i nic nadzwyczajnego nie zobaczyliśmy oprócz tego co oglądamy teoretycznie w co drugiej jak nie każdej walce Tag Teamowej (pozdrowienia dla WWE). Zobaczymy jak będzie z kolejnymi walkami. Okrojenie ich by dać więcej czasu na Ultimate X Match? Czy może spory napływ segmentów? Przekonajmy się.

Po walce James standardowo zaczął okładać Khoye i zarzucając mu, że jest winny tego widoku. Standardowe wyżywanie sie Storma na członkach Revolution. Khoya z spuszczoną głową udał się na backstage zastanawiając się chyba nad tym dlaczego nawet nie umie sprzedawać uderzeń otwartą dłonią na pięści. Po tej śmiesznej sytuacji Jeremy przeprowadza wywiad z Jeff'em i Matt'em, którzy przypominają, że minęło osiem lat od ich ostatniego panowania jako mistrzowie Tag Team.. do dziś! Na co ja oczywiście liczę. Nostalgia robi swoje.

Segment w ringu

Kurt Angle i Eric Young



Przed samym rozpoczęciem segmentu dostajemy jednak dwa video, o których warto wspomnieć z powodu braku zeszłotygodniowej recenzji. Tydzień temu Angle obronił swoje złoto w walce z Lashly'em oraz Young'em. Po walce Young mocno zdewastował Bobby'ego przez co ten jest nieobecny w tym tygodniu. Po tym filmie dostajemy Erica na zapleczu, który oznajmia, że wciąż jest pretendentem bo to Bobby tydzień temu mu przeszkodził dając się przypiąć. W tym tygodniu go jednak nie ma więc chce kolejnej walki już dziś. To samo Eric powtórzył w ringu mówiąc, że z nim się nie zaczyna i bez względu ile osób będzie musiał skrzywdzić odbierze Kurtowi tytuł gdyż teraz jego jego kolej. Jego wrzaski zostają przerwane przez Kurta. W segmencie dowiedzieliśmy się, że już za tydzień Kurt wejdzie do ringu z Ericiem stawiając na szali swoje mistrzostwo. Jest jednak jedna różnica. On nie chce walczyć z nowym Youngiem tylko tym, którego fani kochają. Tym, Ericiem, który wygrał pas, a nie tym, którzy atakuje swoich przyjaciół za pleców będąc zwykłym tchórzem. Wybór należy do niego. Kurt mówiąc to specjalnie odwrócił się do Young'a plecami, a ten nie zdecydował się na atak mówiąc, że spotkają się w ringu za tydzień. 

Między tym segmentem, a kolejną walką mamy krótką scenę na zapleczu gdzie Low Ki i Kenny King znęcają się nad Spudem przy szafkach jak w standardowym Polskim gimnazjum. Mówią, że lepiej żeby zrezygnował z walki z nimi. Wtedy pojawia się jego partner Anderson mówiąc BDC, że Spud nie zrezygnuje oraz, że oni są bardzo twardzi, ale tylko wtedy gdy mają gości odwalających za nich brudną robotę. Ki powinien się więcej uśmiechać zdaniem Andersona, ale pewnie tego nie robi gdyż został już pokonany przez Spuda dwa razy. Po tych słowach BDC udało się na ring.

Walka kwalifikacyjna

Mr. Anderson & Rockstar Spud vs. BDC (Low Ki & Kenny King)



Podczas standardowego wejścia Mr. Andersona BDC nie zwlekając szybko rzucili się na Spuda. Mamy powtórkę z pierwszej walki. Mamy powtórkę z pierwszej walki gdzie Anderson chcący rzucić się na pomoc jest zatrzymywany przez sędziego, a BDC to wykorzystuje niezgodnie z zasadami. I w sumie walka wyglądała tak już dalej przez większość czasu będąc przebiegiem mocno podobna do tej pierwszej. Dostaliśmy tu jednak więcej wykorzystywania nieuwagi sędziowskiej przez BDC, którzy pokazali całkiem dobrą współprace. Jedyny przebłysk Spuda w tej sytuacji to był Roll Up, który trwał tak długo, że zakończył by walkę. Sędzia jednak był zajęty uspokajaniem kłótni Andersona z Low Ki. Przebieg walki podobnie jak w tej pierwszej pojawił się w momencie gdy doszło do zmiany w tej pierwszej drużynie. Anderson wbiegł, powalił BDC i dokonał jej wrzucając Spuda pod narożnika i szybko zmieniając się z nim. Anderson bez problemowo tak samo jak Jeff wcześniej spokojnie czyścił ring z obu oponentów na raz. Po tym jak uspokoił lekko sytuacje w ringu wprowadził Spuda do niego i ten za pomocą Hurricanrany wyrzucił Low Ki poza pierścień. W tym momencie zaczęło się zamieszania. Low Ki wrzucił krzesło pod nogi Andersona i oczywiście sędzia myślał, że on je wprowadził do walki i zamiast skupić się na pojedynku zaczął wyganiać Andersona z ringu. Spud w tym czasie wykonał swój finiszer Underground i przeszedł do pinu, który został przerwany przez Warrior's Warth. King nałożył rękę na Spuda, Low Ki przytrzymał Andersona, a sędzia odzyskując przytomność odliczył do trzech. Jakość walki? No wystarczy spojrzeć na przebieg, że była ona ponownie po prostu schematyczna, ale oczywiście nie oznacza to, że była zła. Rockstar jak zwykle prowadzony jak underdog. Tu przynajmniej nie mieliśmy Khoy i ujrzeliśmy solidną współprace pomiędzy członkami BDC czego nie było w Revolution. Kończąc jednak niepotrzebne porównania i ataki na Khoye, końcówka wyszła naprawdę porządnie i to BDC przechodzi do Ultimate X Matchu.

Na zapleczu mamy EC III oraz Brama, którzy łączą dziś siły by zdobyć tytuły Tag Team. EC powiedział, że jest niepokonany, a Bram, że jest niepowstrzymany. 

BCD na zapleczu cieszyło się nad zwycięstwem mówiąc, że Anderson i Spud dostali tak samo jak The Rising tydzień temu. Na koniec MVP zlecił Homicide dorwanie Kurt'a Angle.

Walka kwalifikacyjna

Tigre Uno & Jay Rios vs. EC III /w. Tyrus & Bram



LUCHA! LUCHA! LUCHA! Wait.. chwileczkę.. to chyba nie tutaj. No, ale nie ważne! Oczywiście tylko sobie żartuje. Nic nie zarzucam TNA, ale śmieje się bo pewnie znajdą się i tacy fan boye WWE. Oczywiście i w tej walce nie zabrakło niekompetencji sędziowskiej. Tyrus raz uratował za ringiem EC III przed lotem Tigre i przechwytując go wbił go Powerslamem w mate poza ringiem. Druga sytuacja nastąpiła na końcu i przez nią właśnie Bram wykończył Jay'a wykonując mu Liffting DDT. Mianowicie EC III uderzył łokciem w potylice odbitego od lin Riosa. Tej walce jednak nie można zarzucić typowej schematyczności gdyż tutaj nie było znęcania się jednej drużyny nad drugą przez zdecydowaną większość walki. Tutaj inicjatywa była zmienna, obie drużyny coś pokazały, a zwłaszcza Luchadorzy, którzy dostali tej inicjatywy ciut więcej co jest oczywiście na plus. Jay Riosa nie miałem jeszcze okazji widzieć w ringu, ale spisał się jak najbardziej pozytywnie i fajnie, że TNA dało mu dużo czasu w ringu podczas tej walki. Nie orientuje się czy jest to jakiś świeży nabytek czy po prostu mi coś umknęło kiedy olałem produkt TNA na Spike TV. Tak jak już wspomniałem walkę przegrali Luchadorzy po Liffting DDT Brama. EC III na koniec oczywiście dokonał niechcianej zmiany z Bramem i to on musiał zgarnąć przypięcie. Cóż, takie zachowanie w takim zestawieniu w żaden sposób nie dziwi. Walka oczywiście na plus ze względu na szybsze tempo niż w pozostałych dzięki Luchadorom i mniejszą schematyczność. Bram po walce chyba próbował skonfrontować EC III po walce, ale Tyrus stanął między nimi.

Mamy na zapleczu promo Kurta zapytanego o Erica i Homicide. Angle powiedział, że jest cienka linia między szaleństwem, a geniuszem i Eric przekroczył te linię uwalniając te złą stronę. Liczy jednak, że uda mu się zobaczyć za tydzień starego Young'a. Homicide za to niech lepiej przygotuje się, że dziś trafi do szpitala. 

Segment w ringu

Wielkie ogłoszenie odnośnie dywizji kobiet



Widzimy w ringu wszystkie kobiet oprócz Awesome Kong. Chirsty Hemme stojąca między nimi z mikrofonem mówiąc, że TNA co tydzień dostarcza nam najlepsze kobiety w biznesie i już za tydzień ujrzymy kolejny specjalny IMPACT - TKO - IMPACT poświęcony kobietom. Angelina Love dobiera się do mikrofonu i jej głos okazuje się dla mnie straszną męczarnia. Mimo to nie wyciszając jej usłyszałem, że jej zdaniem to powinna być gala poświęcona jej, rekordowej mistrzyni kobiet. Nie jestem pewny czy Gail ostatnio nie była w podcaście Jericho jednak w sumie fajnym pewnym nawiązaniem uciszyła Angeline legendarnym: Shut The Hell Up. I to dlatego, że tu nie chodzi o Angeline, ani o nią, lecz o fanów gdyż tym jest wrestling. Tym razem Madison Rayne przerywa paniom sprzeczkę mówiąc, że zrozumiała Angeline, że jest sześciokrotną mistrzynią i to znaczy, że ile razy zdążyła stracić mistrzostwo? Madison doszła do wniosku, że nie ważne jakie ambicje ma każda z nich żadna nie jest nią. Christy wyrywa jej mikrofon oświadczając, że zarówno one trzy jak i Brooke będą miały okazje wykazać się za tydzień w walce o pretendenta. I tu jest moment kiedy Brooke zaczyna skakać w ringu... podniecona szansą... i... po krótkiej przerwie mogę powrócić do recenzji. Ekhem. Za tydzień również dostaniemy nowe kobiety w dywizji oraz walkę między Taryn i Awesome Kong z tytułem na szali. Taryn przypomina, że ma pasję i już za tydzień ma szansę udowodnić dlaczego to ona jest mistrzynią dywizji. Pojawia się Awesome Kong. Wybucha nam brawl mnie osobiście mało interesujący, ale.. rzucić okiem zawsze można. Poza ringiem zbierają się wszystkie kobiety oprócz Taryn, która kończy przepychankę skacząc na wszystkie z narożnika. Hm. Zostając przy nocy kobiet za tydzień. Czy przypadkiem podczas tej nocy nie mamy ujrzeć Angle vs Eric? No cóż panie...

Na zapleczu mamy Bro Mans gdzie Jessie prosi Robbiego by ten nie spieprzył sprawy. Robbie odchodzi i spotyka swoich przeciwników Dirty Heels. Austin i Bobby pocieszają Robbiego by sie nie przejmował Jessim gdyż on jest lepszym BroManem! Ma więcej doświadczenia, lepsze ciało.. niesamowitą fryzurę. I dziś będą oni będą musieli skupić się na nim gdyż ten gdy uda mu się ich pokonać ma szanse by zbliżyć się do mistrzostwa wagi ciężkiej. Fajny przerywnik.

Walka kwalifikacyjna 

Dirty Heels vs. BroMans



Już podczas wejścia i na samym początku walki mamy kłótnie BroMans, który pierwszy wejdzie do ringu. Kłótnie przerywa Austin powalając obu panów lotem z narożnika i wrzucając Robbiego do ringu prosto w sidła Bobby'ego. No i w takiej kłótni BroMans trwali już do końca pojedynku. Częste niechciany zmiany tudzież sytuacja podczas ich próby wspólnej akcji Tag Teamowej gdy Bobby'ego wrzucili do ringu i kłócili się, który ma zostać w niego posłany Irish Whippem. Co do Drity Heels to ich powrót zdecydowanie cieszy choć by to miało być na te jedną noc. A skoro zapewne tak jest to cieszy, że w naprawdę solidnym stylu. Panowie szybko poprowadzili walkę i zaszczycili nas typowymi dla siebie akcjami Tag Team'owymi. Dobrze by było zobaczyć ich przy pasach, ale szczerze mówiąc to nie ma sensu na ten moment więc moje serce dalej będzie się trzymać braci Hardych jak chodzi o te płaszczyznę. Walkę wygrywają Dirty Heels w sposób załączony na zdjęciu wyżej. Corner Dropkick Aries'a, Spinebuster Roode'a oraz 450 Splash Austina na wykończenie i w ten sposób znamy już pełny skład Main Eventu. Po walce zaczyna się najpierw przepychanka BroMans, a potem już czysty brawl! Brawl w sumie wypadł całkiem dobrze, ciut zdominował go Jesse. Po chwili pojawił się DJ Z i rozdzielił te dwójkę. Pogodzić ich jednak mu się nie udało gdyż opuścili ring osobno.

Brawl




Przenosimy się na zaplecze gdzie mamy brawl między Homicidem oraz Kurt'em Angle! Opisywać tu nie ma za bardzo co, typowy brawl, który zaprowadził tych panów z zaplecza prosto do ringu. Trochę więcej podczas tego brawlu było inicjatywy po stronie Homicide, który w ringu ściągnął swojego... ciężkiego buta w celu zaatakowania nim Kurta. Nadział się jednak na standardową serie German Suplexów! Doszło do zapięcie Ankle Locka na odkrytej stopie Homicide. Sytuacja jednak nie trwa długo gdyż teraz pojawia się pełne BDC, które przerywa uchwyt i dokonuje ataku na mistrzu. Homicide musi być zadowolony gdyż udało mu się uderzyć trzymanego rywala swoim butem w brzuch! Damn! MVP po chwili dostaje krzesełko do rąk i.. pojawia się The Rising! Ci jednak zajmują się tylko walką trzy na trzy pozbywając się z okolic ringu Low Kiego, Kenny'ego Kinga oraz Homicide pozostawiając wciąż w ringu leżącego Kurt'a oraz MVP z krzesłem w rękach. W momencie jednak gdy MVP bierze zamach krzesłem pojawia się przed nim.. Eric Young każąc mu przestać! MVP nie widzi problemu i zostawia Erica w ringu samego z Kurt'em upuszczając krzesło na mate. Eric chwyta za przedmiot i szykuje sie do zamachu na Kurta jednak jak sie okazuje nie może się na to zdecydować po raz drugi tego wieczoru. Angle wstaje na równe nogi, a Young odrzuca krzesło i opuszcza ring. Czyżby znowu szykował nam się face turn? To by niestety było w stylu TNA, które robi to często, randomo i strasznie spontanicznie. Przekonamy się za tydzień. Po tak krótkim czasie turn Erica jednak byłby dziwny, bynajmniej dla mnie. Czy niepotrzebny? Cóż, to już mi ciężko powiedzieć. Eric jak heel to przynajmniej coś nowego i nikt nie ma jak narzekać, że to podróba Daniela Bryana. Zobaczymy czy TNA zdecyduje się już na zmianę jego charakteru.

4 Tag Team Ultimate X Match

TNA World Tag Team Championship

The Hardy Boys vs. BDC vs. EC III & Bram vs. Dirty Heels



Nie zaskoczę nikogo mówiąc, że walka zaczyna sie brawlem. Zwycięsko z niego wychodzą dwie drużyny - Dirty Heels oraz Hardy Boys pozbywając się heelowskich drużyn z ringu. Ten mini brawl za to wygrywają Dirty Heels teraz już dominując całkowicie w ringu! Nic z tego jednak nie wynika poza przerwą na reklamy, po której... znów mamy brawl tym razem już bez Dirty Heels. For real? Ponownie w ringu zostają dwie drużyny. EC III z Bramem oraz BDC. W wygraniu brawlu tym pierwszym pomógł stojący przy ringu Tyrus podcinając odbity od lin Beat Down Clan! Ci jednak zwlekają z wejściem po tytułu gdyż Bram każe zrobić to EC III, a ten nie może przez problem z ręką w związku z czym do gry wchodzi drabina! W sumie od tego momentu na tej zasadzie zostaje prowadzona walka. Głównie by uniknąć chaosu w ringu przeważnie widzimy po dwie drużyny. Do walki oczywiście musiał się wtrącić Tyrus bo dziwne by było gdyby stał przy ringu i nic nie robił. W momencie kiedy BDC oraz bracia Hardy byli już na linie by walczyć o pas ten zaczął trząść całą konstrukcję i Ci wszyscy pospadali. Tak jak to było coś nowego, to nic nowego jak powiem, że wszyscy próbowali amortyzować, a Jeff musiał się jak zwykle rzucić na mordę. Ogólnie pod względem inicjatyw każdy dostał kilka swoich minut. Inicjatywy jednak na Tyrusie sie nie skończyły gdyż gdy tego pozbyto się z ringu pojawił się Homicide, który przerwał Roodowi i Austinowi próbę zdjęcia tytułów - Roode stał na barkach Roode'a. Homicide zdążył wykonać Jumping Cutter Aries'owi, a jego pozbył się Matt za pomocą Side Effect. Końcówka walki już tylko między BDC i Hardymi. Mamy Twist of Fate Matt'a na Kennym Kingu z szczytu drabiny rozstawionej przez Homicide. Matt powrócił na drabinę i doskoczył na nią z drugiej strony Low Ki. Zaczął bić się z Matt'em, a Jeff w tym czasie wspinał się po linie trzymając się samego szczytu konstrukcji. Matt spadł z drabiny, a Low Ki próbował zrzucić Jeff'a z szczytu kopnięciami. Matt jednak zabrał mu spod nóg drabinę, a Jeff zrzucił go nogami. Matt ponownie ustawił drabinę by Jeff mógł na nią wejść i tak o to oboje ściągają po jednym pasie! Hardy Boys pierwszy raz od ośmiu lat mistrzami Tag Team! Dla mnie świetny widok, satysfakcjonujący gdyż nostalgia zdecydowanie przemawia za moim ulubionym Tag Teamem. Sama walka dosyć krótka, około dziesięciu minut, ale solidna. Każdy znalazł czas dla siebie w tych dziesięciu minutach. Nie było to czyste Ulatimate X w stylu X-Division, ale nie zabrakło kilku fajnych spotów urozmaicających brawle, które zajęły tu trochę czasu. Main Event zdecydowanie na plus.

Podsumowując, dostaliśmy naprawdę kawał dobrego Impact. Dobrze, że TNA urozmaica nam show tematycznymi galami, wychodzi to po prostu dobrze. Ringowo było całkiem w porządku. Walki było nie za długie, dwa razy dostaliśmy dosyć podobny schemat walki, ale mimo to były one całkiem dobrze poprowadzone. Mamy zamieszanie w okół Erica Younga i zobaczymy co postanowi TNA odnośnie jego feudy z Kurt'em. Kolejny czysty, honorowy feud Kurta? Czy może jednak Eric nie przełamie się i zrobi wszystko by zdobyć złoto? Przekonamy się za tydzień. Zachęcam do wszelkiej dyskusji na temat tego epizodu.

Recenzja TNA Impact Wrestling 4/3/15


Przed nami recenzja kolejnego epizodu Impact Wrestling! Show od czasu przeniesienia się na Destination America jest w naprawdę dobrej formie, a od kilku tygodni płynie dobrą passą. Po zeszłotygodniowej gali, gdzie został położony nacisk na segmenty i storyliny znów dostajemy galę mocno obstawioną ringową. W pewnym stopniu te walki to powtórki sprzed dwóch tygodni i sam nie wiem czy to nie za wcześnie na powtórkę z rozrywkiv jednak mam dobre przeczucia! Zapoznajmy się z "Bell to Bell!"

Segment poprzedzający walkę, zanim jednak panowie przechodzą do walki rozpoczynają krótkim segmentem przy mikrofonach. Szybkie proma na podbudowanie atmosfery przed walka i można przyznać, że wyszło to im dosyć sprawnie. Starcie jest określane jako ostatnie tego feudu więc panowie tylko i wyłącznie przegadywali się, który sprawi, że drugi odklepie. Dlatego, że Young określił tydzień temu, że póki oddycha Bobby nie zbliży się do tytułu Wagi Ciężkiej, dziś Roode skupi się na tym by to się skończyło na zawsze! W pewnym stopniu można te walkę nazwać starciem o miano pretendenta gdyż oboje deklarowali tydzień temu swoje chęci do walki z Kurt’em.  

Submission Match
Bobby Roode vs. Eric Young


Po ostatnim promie Roode'a, ten wbiega do ringu i od razu rozpoczyna sie brawl w sześciokątnym ringu! Walka tak o to wraz z rozpoczęciem brawlu od razu była dobrze prowadzona na zmianę z ringu, poza niego.  Pierwsza część walki byłą bardziej po stronie Bobby’ego, który miał większą przewagę w brawlu głównie poza ringiem. Doszło do zapięcia Crossface przez Roode’a na samym środku rampy w momencie gdy EY chciał wycofać się na backstage wtedy jednak sędzia kazał im przenieść akcję do ringu bo tylko tam liczą się dźwignie. Powrót do ringu nie okazał się dla Roode’a zbyt szczęśliwy bo w momencie gdy w narożniku przeskoczył Eric’a biegnącego w jego stronę, źle wylądował i nabawił się kontuzji nogi. W końcu EY dostał więcej szans na prowadzenie walki w ringu gdyż większość swoich akcji właśnie skupiał na kontuzjowanej nodze rywala. Ta sekwencja walki głównie była prowadzona poza ringiem na zmianę z krótkimi powrotami do ringu gdzie Bobby odzyskiwał inicjatywę. Akcje Young’a poza pierścieniem to były takie jak okładanie nogi Bobby’ego o metalowy słupek czy też kilka minut później ciskanie jego osłoniętym kolanem o metalowe schodki. W ringu Roode bronił się i pierw dał radę z zapięciem Crossface oraz Boston Crabu po wcześniej jednej nie udanej próbie, do niczego jednak to nie doprowadziło. W ostatniej sekwencji walki Eric zbliżył się do zwycięstwa zapinając Figure 4 Leglock, który został obrócony na jego niekorzyść gdy Bobby położył się na brzuchu. W momencie gdy uchwyt zostaje przerwany Eric zostaje odepchnięty prosto w sędziego, który bezwładnie pada na matę trzymając się za brzuchu. Roode przeszedł do Crossface, który dokonał swego i doprowadził Erica do odklepania.. czego oczywiście nie widział arbiter. Gdy Roode starał się dobudzić arbitra znów został powalony na deski i tym razem już na oczach sędziego doszło do kolejnego odklepania w tej walce – tym razem Bobby’ego. Walka okazała się solidnym rozpoczęciem show. Przebieg pojedynku dobrze przeprowadzony oraz dobrze rozłożony pomiędzy obu zawodników. Widać zrozumienie jakie jest między tymi zawodnikami mimo, że moim zdaniem oboje czasem sprzedają akcję w ciut sztuczny sposób. Ale może mi się wydaje. Walka jak najbardziej nadaje się na zakończenie tego feudu, była dobra, ale wydaje mi się, że to nie jest jej koniec i Bobby po raz kolejny oszukany przez system pewnie będzie chciał rewanżu.

Segment w ringu, do strefy Impact wkraczają mistrzowie Tag Team - The Wolves, w tym połówka drużyny, którą tworzy Eddie Edwards zmierza do ringu o kulach. Pierw widzimy video z momentu, gdzie Eddie odniósł kontuzję podczas ostatniego Ultimate X Matchu. Podczas jednego z upadków doszło do złamania w stopie Edwardsa. Eddie ogłasza, że przez najbliższy tydzień nie będzie mógł walczyć więc The Wolves nie będą mogli bronić swoich tytułów. Richards zapytany przez Borasha na temat nowego Tag Team Partnera odpowiedział, że z Eddim tworzą rodzinę i postanowił, że nię będzie nowego Tag Team partnera, lecz oddadzą tytułu na Vacant i wrócą po nie gdy Eddie będzie już w pełni sprawny do walki. Richards jednak prędko przepędził wszelki smutek i rozgrzał widownię mówiąc, że gdy powrócą zapulują na posiadaczy ich pasów kończąc słowami - "This hunt never dies!" Przykra wiadomość, ale dobrze porpowadzona przez Davey'a. Jest na co czekać.

Wywiad, Christy pyta Lashley'a o jego rewanż z Kurt'em. Ten odpowiedział, że nie ubolewa nad porażką i szybko podniósl się na nogi ciężkim treningiem. Dziś po prostu odzyska to co należy do niego.

Segment poprzedzający walke, Angelina powiedziała, że wygląda tak dobrze ponieważ została tym obdarzona, poza tym jednak jest bardzo dobrą zapaśniczką i by Gail nie zapominała o tym oraz o tym, że jest sześciokrotną mistrzynią KO, a Kim nie. Mimo to jednak cały czas mówi się o tym co robi Kim więc teraz gdy Angelina pozbyła się balastu może udowodnić,że nie jest gorsza, lecz po prostu nawet lepsza od niej. Walka zapowiada się dosyć mocno. W końcu jest to starcie dwóch weteranek TNA, a może nawet dwóch najlepszych mistrzyń w historii Impact Wrestling.

Knockout's Match
Angelina Love vs. Gail Kim

Muszę jednak przyznać, że mimo dobrego solidnego składu walka średnio mnie zainteresowała i oglądałem ją z lekkim brakiem uwagi chociaż niektóre ujęcia kamer okazały się okej.. no, ale same ujęcia nie tworzą walki. Walka była głównie prowadzona przez Angeline, która miała więcej akcji od swojej przeciwniczki. Od samego początku Love dosyć mocno dewastowała oponentke głównie poza pierścieniem gdzie ta dopiero odzyskała inicjatywę po wykonaniu Russian Leg Sweepu na apron. W walce pojawiła się jedna dosyć dziwna akcja. Kim chciała wykonać Hurricanrane z lin trzymając Angeline za rękę. No i nie wiem w sumie co to miałobyć. Gail skoczyła na barki przeciwniczki i po prostu upadła na matę, a Angelina bok niej. Sam w sumie nie wiedziałem czy był to nie udany Powerbomb czy po prostu Angelina ją tak zrzuciła, odepchnęła od siebie. Poza tym było jednak okej. W końcówce walki Gail zainkasowała Botox Injecton, które prawie doprowadziło Angeline do zwycięstwa jednak ta położyła nogę na linie. Przy kolejnej próbie Kim skontrowała i wykonała Eat Defeat, co doprowadziło ją do zwycięstwa.  

Semgnet, na gali pojawił się segment w terenie, w lesie gdzie jest siedziba Revolution. Segment w sumie mało interesujacy gdyż służył do promocji nowego programu Destination America - Ghost Asylum. Nie wiem co to za program, ale jego ekipa pojawiła się w tym segmencie i dostali zlecenie by zbadać siedzibe Storma. Z tego co widzę to program będzie się opierał na.. szukaniu duchów? W sumie takie motywy są dla mnie zbędne na Impact, a jak zostało zapowiedziane panowie pojawią się po raz kolejny za tydzień gdy ogłoszą czego się doszukali w domu Storma. Mało mnie to interesuje.

Falls Count Anywhere Match
Magnus vs. Bram


Kolejna konfrontacja jeśli chodzi o prawdopodobnie mój ulubiony feud aktualnie i również prawdopodobnie ostatnia konfrontacja tej dwójki. Walka to Falls Count Anywhere Match, ale kompletnie tego nie było czuć. Panowie najdalej wyszli na stage gdzie trochę trwali w brawlu jednak nie doszło tam nawet do ani jednego przypięcia co jest rozczarowujące jeśli chodzi o te stypulacje. W końcu nie jest ona dla zabawy, lecz po coś i coś ze sobą powinna nieść. W późniejszej części walki to się nie zmieniło. Większość była toczona w ringu, a jak już byli poza nim to tylko gdy Bram maltretował Magnusa na oczach jego żony, Micky. No właśnie. Inicjatywa przez większość czasu była w rękach Brama zwłaszcza od momentu kiedy przy ringu pojawiła się Micky i Magnus zdezorientował się starając się wybić z jej głowy pomysł bycia przy ringu. W pewnym momencie gdy Bram był już bliski wykończenie Magnusa poza ringiem postanowił skorzystać z okazji, że ten nie ma już sił i zapędził Micky do ringu. I tu doszło do najciekawszej sytuacji jeśli chodzi o tę walkę. W momencie gdy Bram już był bliski zrobienia czegoś Micky pojawił się przed nimi James Storm mówiąc by to jego uderzył, a nie Micky. Bram ostatecznie się nie odważył, a Storm wyprowadził Micky z ringu. Domyślam się do czego może prowadzić ta sytuacja, o tym jednak jeszcze za chwilę. Wróćmy do walki. W momencie gdy już Micky była bezpieczna walka wróciła do ringu gdzie dalej dewastowany Magnus miał swoje bohaterskie przebłyski, w których starał się przebić przez ofensywę rywala. W sumie przez większość walki tak to wyglądało. Magnus był obijanym under dogiem, który miał powstać na koniec walki i tak się wydarzyło. Na sam koniec wykończył go trzema Powerbombami które okazały się skuteczniejsze niż cała dotychczasowa ofensywa Brama. Ja jestem ciut zawiedziony pojedynkiem. Ogólnie był dosyć wolny, standardowy brawl. To czego mi najbardziej brakowało to wykorzystania tej stypulacji bo ta walka to równie dobrze mógłby być zwykły NO DQ.

Wywiad, z Kurt'em Angle'm na temat walki, o którą jest oparte po raz kolejny show. I to nic dziwnego. Kurt jednak nie powiedział nic odkrwyczego, ale to co miał zrobić zrobił. Podbudował lekko atmosfere przed dzisiejszym rewanżem. Lashley jest nazywany niszczycielem i określany jako cieżki do pokonania, ale tylko do czasu aż wstępuje do ringu właśnie z Kurt'em. Mistrz świata podsumował te wypowiedź słowami, że tutaj na Bell to Bell nie ma nikogo lepszego od niego. It's real?

TNA World Heavyweight Championship Match
Kurt Angle (c.) vs. Bobby Lashley

Nadszedł czas na wielki Main Event dzisiejszego Bell to Bell i nie wiem jak wy, ale po ostatniej ich konfrontacji, która jest dalej dosyć świeża i nowa na scenie jestem mocno podekscytowany tym pojedynkiem.  Tak naprawdę w przypadku tej walki nie mam za wiele do pisania. To co najważniejsze mam do przekazania w przypadku tego fragmentu gali, to fakt, że jest to ich kolejne starcie naprawdę warte obejrzenia. To nie było żadnego rodzaju szybkie widowisko. To był prawdziwy solidny wrestling dwóch gości. Po raz kolejny błyszczy świetne wyszkolenie techniczne obu tych zawodników. Kłania się warsztat zapaśniczy Angle’a oraz warsztat wyniesiony z MMA przez Lashley’a. Poza tym walka przebiegiem rozpisana mocno podobnie do ich pierwszej walki. Na początku dostaliśmy czysto techniczną sekwencję gdzie w typowym zapaśniczym stylu jeden przejmował inicjatywę od drugiego. W większości przypadków przejmował ją Bobby i tak też było przez większość walki gdyż to Angle głównie dostawał tutaj wycisk i był w centrum wielu near falli, przy których aż żal, że Impacty nie odbywają się na żywo. Trochę panom w końcówce walki nie wyszedł Angle Slam z narożnika. Chyba Kurt miał lekki problem z utrzymaniem rywala i ten po prostu mu się lekko wyślizgnął. Koniec walki mamy podobną sekwencje jak przy ich pierwszym spotkaniu. Angle Lock w wykonaniu Lashley’a, podczas którego Kurt był bliski odklepania.. oczywiście tylko z pozoru. Nie sądzę by TNA się do tego posunęło. Kurt przewrotem w przód wbił rywala prosto w narożnik i przechwycił go w Roll Up, który doprowadził go do pierwszej udanej obrony mistrzostwa. Brawa dla tej dwójki po raz kolejny. Na koniec walki mamy hadnshake dwójki jednak jak Tazz zauważa dostajemy powtórkę, na której widać, że jeden z barków Lashley'a nie był przybity do maty przez co możemy być pewni co nas czeka w najbliższym czasie.

Podsumowanie, kolejne dosyć solidne show. Po zeszłotygodniowej maksymalnej podbudowanie aktualnych feudów dostaliśmy zakończenie trwających ostatnimi tygodniami feudów. Young i Roode w sumie stoją pod lekkim znakiem zapytania, ale po tych walkach, a zwłaszcza po tej dzisiejszej jestem w stanie stwierdzić, że nie mam ochoty na oglądanie kolejnej. Dzisiejsza nie była może jakaś bardzo tragiczna, lecz w pewnym stopniu męcząca w odbiorze. Magnus i Bram stawiam, że to definitywny koniec i to jest również dobry ruch. Kurt Angle oraz Bobby Lashley III to pewniak i może być całkiem solidnie, ale brakuje tej dwójce jakiegoś feudu. Chociaż można przyznać, ze walka szanujacych się wrestlerów to dosyć miła odmiana na tle tego co z reguły dostajemy nie tylko w TNA. Ogólnie jak dla mnie gorzej niż tydzień temu, ale wciąż dobrze. Za tydzień może być zwłaszcza ciekawie jeśli zapoznamy się już z nowymi rywalizacjami jakie szykuje dla nas Impact Wrestling.

Recenzja + Video TNA Impact Wrestling 20/03/2015


Muszę Wam się przyznać, że mimo obejrzenia tragicznego One Night Only spod szyldu TNA wciąż nie jestem zniechęcony do oglądania Impact. Muszę przyznać, że jestem wręcz mega zachęcony do oglądania Impact widząc jak świetny matchcard został nam przygotowany. Zdjęcie z Lashley vs Angle reklamującymi ten epizod nie wstawiłem bez powodu gdyż ta dwójka zmierzy się między sobą po raz pierwszy w historii i to o tytuł World Heavyweight! To jednak tylko wisienka na torcie samej gali. Zachęcam do zapoznania się z całą recenzją. Czy jakość dorównuje oczekiwaniom?


Ultimate X Match for the World Tag Team Championships
The Wolves (c.) vs. The BroMans (DJ Ion & Jessie Godderz) vs. Revolution (The Great Sanada & Manik)

Zanim jednak walka się zaczęła na korytarzu ujrzeliśmy rozmowę Bro Mans. Robbie E oświadczył by DJ Z nie zajmował się dziś zapowiadaniem go i Jessiego, lecz sam wszedł do ringu gdyż on nie jest jeszcze gotowy do walki po zeszłotygodniowej porażce w Inter Gender Matchu z Brooke.



Sama walka to idealny wybór na początek gali. Nie ma to jak pierwsze wrażenie odnośnie gali tworzone za pomocą Ultimate X Matchu, którego ja osobiście jestem wielki fanem. Domyślam się, że większość z Was ma tak samo. W końcu to tak samo jakby nie lubić Ladder Matchu. Nie pisze tej recenzji jednak by pisać o mniej znaczących rzeczach, lecz o walkach i segmentach, a ta walka wyszła naprawdę bardzo dobrze. Dużo ilość zawodników oszczędziła niepotrzebnych zastojów. W walce pojawiło się kilka fajnych sytuacji oraz spotów. W momencie gdy DJ Ion siedząc na barkach Jessiego próbował ściągnął tytuł, Manik tak samo usiadł na barkach Sanady i w tej pozycji DJ oraz Manik zaczęli prowadzić walkę między sobą.. w ciut kobiecym stylu? Chyba wiecie co mam na myśli. Cała czwórka została jednak powalona przez Missile Dropkicki The Wolves! Jedynym ciut wolniejszym momentem walki był moment kiedy BroMans i Revoltuion połączyli siły by wyeliminować mistrzów z walki. To jednak im się nie udało gdyż to mistrzowie opuszczają walkę z tytułami. Walka zdecydowanie na plus.

Austin Aries & BDC Segment

Double A został świetnie przyjęty przez fanów co także pomogło samej przemowie gdyż widać, że Austin w takich okolicznościach czuł się naprawdę świetnie. W swojej wypowiedzi odniósł się do kradzieży jego walizki Feast Or Fired przez BDC i mówiąc, że nie opuści ringu aż jej nie odzyska w związku z czym wezwał do ringu wspomniany "clan". Double A został świetnie przyjęty przez fanów co także pomogło samej przemowie gdyż widać, że Austin w takich okolicznościach czuł się naprawdę świetnie. W swojej wypowiedzi odniósł się do kradzieży jego walizki Feast Or Fired przez BDC i mówiąc, że nie opuści ringu aż jej nie odzyska doczekał się odpowiedzi właśnie wspomnianego klanu. Na konfrontacje przy mikrofonie wyszedł mój Low KI w towarzystwie Samoa Joe. Ogólnie ten fragment recenzji może zabrzmieć dziwnie, ale mam problem z ocenieniem wypowiedzi Ki. Mówił spokojnie, a i jego speech w przeciwieństwie do tego Aries’a był słabo słyszalny tym bardziej, że fani z przyjemnością hałasowali podczas jego wypowiedzi. Aries z o wiele większą charyzmą odpowiedział i jego wypowiedź wypadła jak najbardziej dobrze. Wynikło z niej, że Austin nie tylko chce skradzionej walizki, ale i skradzionego z jego rąk tytułu X-Division, w którego posiadaniu jest Low Ki. Double A zaproponował walkę na zasadach „Winner Takes All”. Po tym jak Aries został znokautowany przez Samoa Joe, Low Ki ogłosił, że to właśnie z nim pierw Double A musi sobie poradzić jeśli tak bardzo chce walki o pas i walizkę.

Singles Match /w. Manager
Austin Aries vs. Samoa Joe /w. Low Ki

Zestawienie dwóch świetnych techników to wręcz gwarancja jakości. Samoa Joe często sprowadzał walkę do momentów kiedy swoimi chwytami oraz dźwigniami starał się jak najbardziej osłabić swojego oponenta. Za każdym razem gdy już Aries wyzwalał się z uchwytów nadawał walce naprawdę dobre szybkie tempo, w którym Joe jak zwykle bardzo dobrze się odnajdywał mimo swojej masy, ale tego raczej nie muszę mówić bo pewnie większość doskonale o tym wie. Momenty z chwytami i dźwigniami nie uznawałbym za jakiegokolwiek rodzaju zastoje więc i bez nich w walce się obeszło i tak jak można było się spodziewać oglądało się to bardzo dobrze. Walka zakończyła się po tym jak Aries po Suicide Dive podnosił Joe. Wtedy został zaatakowany przez Low Ki, przez co Aries odnosi zwycięstwo przez dyskwalifikację.  

Dyskwalifikacja jednak w żaden sposób nie zatrzymała akcji. Aries został wrzucony do ringu i przytrzymany przez Joe. Low Ki chciał go uderzyć walizką, trafił jednak w Samoe w momencie gdy Double A sprawnie się wyrwał i znokautował również drugiego napastnika za pomocą Rolling Elbow w walizkę, którą przy swojej twarzy trzymał mistrz X-Divison. To doprowadziło nie tylko do odzyskania przez Austina jego walizki na tytuł Wagi Ciężkiej, ale i do zainkasowania walizki na tytuł X-Division.. przez Rockstar Spuda, który bez problemu dobił znokautowanego Low Ki za pomocą swojego finiszera. W przeciągu, krótkiej chwili poznaliśmy nowego mistrza i patrząc na interakcję jaką Spud ma z fanami to dobra decyzja. 

Brawl
Magnus i Bram





Po kilku zapowiedziach tego co jeszcze czeka nas gali kamery przenoszą nas na parking gdzie jesteśmy świadkami brawlu między Bramem i Magnusem. W sumie ciężko to nazwać równą walką między jednym, a drugim. Magnus prowadził po arenie Brama atakując go, rzucając go na przedmioty albo przedmiotami w niego. Bram przez cały czas uciekał przed Magnusem więc starcie zdecydowanie na korzyść  tego drugiego. I to jest bardzo dobra decyzja teraz gdy rywalizacja weszła na naprawdę osobisty poziom patrząc na tą sytuacje z Micky tydzień temu i na całowanie buta. Taki agresywny Magnus, którego nawet ochrona nie mogła odciągnąć to bardzo ważny i potrzebny punkt dla tego feudu, który nabiera coraz to większego tempa. Sam Bram oczywiście nic nie stracił na tym obiciu i nawet na tym, że Micky James dołożył kopnięcie między jego uda. Plus dla TNA za prowadzenie tego feudu w zrównoważonym stylu.

Triple Threat Knockout's Championship
Awesome Kong vs. Gail Kim vs. Taryn Terell (c.)

To jedna z lepszych walk kobiet jakie widziałem w życiu i pewnie to dlatego, że mało ich widuje. Na przestrzeni jednak tych, które widywałem, a zwłaszcza w WWE to ta walka jest idealnym przykładem, że kobiety tak naprawdę nie są gorsze w tym sporcie i tak powinny wyglądać ich walki. Fakt faktem kobiety w wrestlingu nie powinny być tylko piękne, ale i powinny mieć również umiejętności, a tu w żadnym stopniu ich nie brakowało. Podobał mi się przebieg tej walki. Gail i Taryn połączyły siły by skupić się na Awesome Kong. Nic dziwnego. Ich dwójka była w ciągłej ofensywie na większą rywalkę i wynikło z tego kilka naprawdę fajnych akcji zwłaszcza gdy Kong odpierała ich ataki. Chociaż muszę przyznać, że próba wykonania Suplexu przez Taryn na Kong była co najmniej śmieszna, ale całkiem fajna akcja z tego wyszła w momencie kiedy Kong skontrowała to wynosząc rywalkę pod Powerslam i wykonała go prosto na Gail, która padła na matę po nieskutecznym Dropkicku na Kong. To co również podobało mi się w tej walce to agresja z jaką walczyły kobiety. Sama Kong zasługuje na pochwałę no bo pewnie kondycyjnie nie jest z nią najlepiej przy takiej masie, chociaż nie jestem w stanie tego w pełni określić – mimo to przyjmowała na siebie naprawdę całkiem szybką dawkę ofensywy od dwóch przeciwniczek na raz więc brawa dla niej. Walka zakończyła się obroną tytułu przez Teryn po całkiem fajnym pokazie technicznych umiejętności w jej i Gail wykonaniu.

Backstage
James Storm / Kurt Angle

W między czasie dostaliśmy dwa krótkie speeche. Jeden James’a Storm’a, a drugi Kurt’a Angle. Były to typowe speeche na to by podbudować atmosfere przed ich nadchodzącymi z starciami. James skierował swój speech do Matt’a mówiąc, że czas nadszedł. Dziś go obije w NO DQ Matchu i teraz gdy nie ma jego brata, nie będzie nikogo kto przybędzie mu na pomoc. Za to w dalszej części gali Kurt został zapytany o to jak czuje się przed swoją walką z Bobby’m. Powiedział, że Lashley jest jednym z najbardziej dominujących mistrzów w historii, a on jak go pokona udowodni, że wciąż jest jednym z najlepszych w tym biznesie i właśnie po to tu przybył. Ogólnie forma takich przerywników między walkami na wypowiedzi mi się podoba. Są one dynamiczne, krótkie i patrzy się w nich na danego wrestlera właśnie bardziej jak na „zawodnika” niż „postać”.

NO DQ Match
James Storm vs. Matt Hardy

Bardzo mi się podoba również ta rywalizacja i to może też lekko przez pryzmat, że Matt w czasach swojej świetności był jednym z moich ulubionych wrestlerów, a wraz z bratem do dziś tworzy mój ulubiony Tag Team. Dla nie wprowadzonych, motyw feudu zaczął się od walki o pas podczas, której przez James’a Jeff odniósł kontuzję. Wszystko za sprawą upadku z szczytu klatki na metalowe schodki co tak na marginesie wyglądało mega efektownie i jest godne zobaczenia - link do upadkuJak na No DQ Match przystało nie zabrakło dobrego wykorzystania przedmiotów. Pinezki to już chyba nieodłączny symbol Hardcoru jeśli chodzi o TNA. Matt został w tej walce pokazany dosyć mocno bo bez problemowo na własną rękę masakrował sam całe Revolution, które będąc koło ringu towarzyszyło swojemu liderowi. Była jedna sytuacja, która sprawiła, że aż sam poczułem ból. W momencie kiedy Khoya chwycił za zwykłe krzesło do siedzenia, nie standardowe wykorzystywane do uderzeń. Matt wyrwał mu je i obłożył nogami tego krzesła kilka razy Khoye po plecach. To musiało być nieprzyjemne. Jak to na stajnie przystało wygranej James’a bez żadnej pomocy albo końcówki walki bez żadnej interwencji reszty członków się nie obeszło. To już chyba schemat, które wszedł do wrestlingu na zawsze. Po tym jak zarówno Matt i James podnosili się z maty, Storm dostał od Abyssa do rąk dzwon, którym znokautował wcześniej Jeff’a podczas Lockdown, a Sanada splunął na oczy Matt’owi. Oślepiony Hardy zainkasował uderzenie dzwonem, dwa Last Call Superkicki i w ten sposób poznaliśmy zwycięzcę tej walki.

Kolejny schemat, który znamy – jak na stajnie przystało nie obeszło się bez dalszej ofensywy po walce. Hardy został przytrzymany przez resztę członków Revolution, a James wykorzystał to by jeszcze raz uderzyć dzwonem prosto w jego czaszkę. Poza tym James powiedział, że on jest powodem, przez którego jego brat jest wykluczony z pro wrestlingu i teraz dzięki niemu on może odwiedzić go w szpitalu zaraz po gali. Po tym przypomniał Matt’owi, że w Revolution jest zawsze miejsce dla kolejnego. Sytuacja jak najbardziej na plus gdyż nakręca feud dalej. Pojawienie się Jeff’a robi się coraz bardziej pewne i jak mam być szczery spodziewałem się tego w tym momencie, ale jak widać to nie ten moment. 

Main Event World Heavyweight Championship
Bobby Lashley (c.) vs. Kurt Angle



No i w końcu nadszedł czas na walkę wieczoru, która w przeciągu gali była dosyć mocno promowana przez różne filmy promujące z częstym podkreślaniem, że to ich pierwsza walka w historii.  To zdecydowanie atut tej konfrontacji. Jednak warto pamiętać, że nie jedyny. Pod względem ich umiejętności technicznych dostaliśmy naprawdę bardzo solidny Main Event godny walki o tytuł. Angle świetnie wykorzystywał swoje doświadczenie w zapasach, zresztą jak zwykle, a Bobby swoje doświadczenie z podwórka MMA co najlepiej pokazują panowie w końcówce walki. W sumie w walce jak tej nie było widać, że jest to ich pierwsza walka w historii. Bardzo dobrze czuli się ze sobą w ringu i to było widać. Jednym z największych atutów jednak jest warte pochwalenia to, że nie była to standardowa walka dobrego ze złym. Było to zwykłe starcie, dwóch szanujących się wrestlerów, w którym obeszło się bez niepotrzebnych interwencji i nieczystych zagrywek. Walka po prostu miała należeć do lepszego i to mi się jak najbardziej podoba. Jak już wspomniałem w końcówce walki widać najlepiej widać ich doświadczenie z podwórek zapasów oraz MMA gdyż mamy wymianę dźwigni. Najciekawsza sekwencja to zdecydowanie moment kiedy Angle był więziony w swoim własnym Ankle Locku. Na koniec walki on jednak sam go zapiął i lepiej gdyż doprowadził on go do zwycięstwa, a nas do poznania nowego mistrza świata. Gratulacje dla Kurta!

Podsumowanie
Wiele osób narzeka na to, że TNA zrezygnowało z gal PPV. Jak widać to ma pozytywny wpływ na samą federację. Dużo pracy w Impacty jest wkładane i nie ma sytuacji, w których są one traktowane jako drugorzędne, a dane sytuacje oszczędza się na specjalne wieczory jak WIELKIE gale PPV. To zwykły piątkowy wieczór, a ujrzeliśmy walki o wszystkie pasy, dwóch nowych mistrzów oraz walkę bez dyskwalifikacji. I to wszystko w naprawdę solidnym wykonaniu. Widzimy się za tydzień przy okazji recenzji Impactu z góry zatytułowanego „Hardy’s Revenge” gdzie w walce wieczoru Jeff zmierzy się z Storm’em w stalowej klatce. Tymczasem zachęcam do wymiany opinii, dyskusji oraz oczywiście obejrzenia Impactu gdyż warto.

Video
Za pośrednitwem - http://replays.wrestlingonline.gq/ - polecamy.