Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felietony. Pokaż wszystkie posty

Jak Shane, Vince oraz Undertaker zrobili was w konia! #WrestlingNewsHejt

Jak Shane, Vince oraz Undertaker zrobili was w konia!


Here comes the money!
Here we go.
Here comes the money!

Smartowa odpowiedź na to coś: http://wrestlingnews.pl/jak-shane-vince-oraz-undertaker-uratowali-wrestlemanie-32/


Miałem już więcej nie pisać o wrestlingu. Naprawdę nie mam już na to jakiejś zajawki, parcia na zdobywanie fejmu w tym całym internetowym środowisku. Podziwiam ludzi którzy robią to no-profit i sprawia im to przyjemność. Ja chyba wolę jednak otworzyć dwa piwka i obejrzeć coś na co mam aktualnie ochotę i ewentualnie pogadać o tym co zobaczyłem ze znajomymi. 

Jednakże są strony które starają się być profesjonalne (nie to co Smart Fan Zone) i pod względem oprawy wychodzi im to naprawdę bardzo solidnie. Jednakże treści jakie pojawiają się na nich zazwyczaj są bardzo amatorskie (wyjątkiem jest Attitude.pl). Nie chodzi mi tutaj o styl pisania, gdyż zdaje sobie sprawę że większość z nas nie studiuje kierunków humanistycznych bądź nie uczęszcza na tego rodzaju warsztaty/szkolenia. Chodzi o przekazywanie informacji oraz wiedzy jaką się posiada. I tutaj jest największa bolączka tzw PSW (jeżeli nie wiesz co ten skrót znaczy to dobrze. Jesteś normalny), od lat na wszelkich blogach, forach, stronach i innych śmieciowych fanpejdżach w "redakcji" znajdują się osoby które tak naprawdę chuja wiedzą o pro-wrestlingu. 

Nawet na taki żałosny blog jak ten mieliśmy pełno zgłoszeń jakiś dzieciaczków które niespełna rok oglądają WWE na Extreme Sports a chciałyby pisać. Okej pisać tylko o czym ? 

Niestety wiele stron stosuje taktykę rekrutacji na zasadzie - Okej napisz coś tam, my to przeczytamy i zobaczymy - potem taki typ wysyła takie "coś tam", admin strony pokazuje to e-kolegom  i są dwie opcje:

  1. Typek napisał trzy zdania i to jeszcze z błędami = Nie przyjmujemy  
  2. Typek napisał wiele zdań, fajnie brzmią mimo że to samo pisze każdy = Przyjmujemy 
Jest jeszcze trzeci typ osób: Newsmanii ale tym może być każdy, a wiadomo im więcej newsów tym lepiej.

Przez takie rzeczy później trzeba czytać takie naiwne artykuły jak ten z WrestlingNews. 

Na starcie zaznaczę że do autora tego artykułu (Jakuba Rybitwa) kompletnie nic nie mam gdyż nawet go nie znam. Nawet mógłbym pochwalić go za formę artykuły i research związany z nim. Jednakże tak naiwnej reakcji już dawno nie widziałem.

Pomijam już fakt iż zdanie:

"Promo Shane’a było oparte na wydarzeniach z prawdziwego życia. To on bowiem od początku miał przejąć WWE po Ojcu, jednak Vince wybrał Stephanie oraz Triple H’a. Właśnie to było powodem odejścia Shane’a z federacji."


Jest kompletną bzdurą i kłamstwem. Gdy Shane odchodził, Triple H miał gówno do gadania w kwestii bookingu i zarządzania. Poza tym z tego co pamiętam to Shane sam odszedł z federacji, gdyż bardziej zainteresowany był w inwestowanie w MMA. Później otworzył własny biznes bodajże w Chinach gdzie odnotował spory sukces.

Jednakże przejdźmy do sedna sprawy. Jeżeli dla kogoś kto ogląda wrestling od 2008 roku i pewnie sporo już widział, powrót Shane McMahona i jego walka z 50letnim Takerem jest uratowaniem największej gali w roku, to dla mnie taka osoba nie powinna pisać na stronie która stara się być numerem jeden w sieci w tejże tematyce.

Widzę że za dużo tu już obrażam, a tak naprawdę nie chcę urazić tego chłopaka więc szybko napisze wam czym jest powrót McMahona i czy powinniśmy się cieszyć.

Na początek pozwolę sobie zacytować Jakuba

"Po koszmarnym Fastlane „#CancelWWENetwork” był przez jakiś czas jednym z najpopularniejszych hashtagów w mediach społecznościowych. Wszystko za sprawą rozczarowania z jakim przyszło zmagać się fanom po tym gdy to Roman Reigns wygrał main event niedzielnej gali, pokonując tym samym Deana Ambrose’a i Brocka Lesnara. Już drugi raz z rzędu WWE Universe pokazało, iż nie do końca kupują całą idę związaną z „Roman Empire”. Wszystko po raz kolejny szło w złym kierunku." 

Widząc jak blisko jest WMki a jak bardzo przez kontuzje federacja jest w dupie, Vince postanowił zastosować swoją ulubioną broń którą używał przez lata w takich momentach. Oczywiście jest to tzn. Shocker! 

Ostatnimi czasy WWE ciężko było zrobić jakiegoś konkretnego shockera ponieważ wszystko od razu przeciekało do sieci. Jednakże sprowadzenie Shane dawało Vincowi gwarancje iż tym razem będzie innaczej. Spotkania z Shanem oraz jego obecność na backstagu nie robiła raczej na nikim wrażenia gdyż to jednak członek rodziny i nie musiały być to spotkania związane z federacją. 

Powrót Shane uważam za bardzo dobry pomysł i nawet się sam ucieszyłem gdy usłyszałem w ringu pomysł o tym że miałby przejąć RAW. Byłoby to świetne odświeżenie po przejedzonym już Authority. Taki zabieg na pewno pomógłby troszkę zwiększyć ratingi. 

Dla Vinca to jednak za mało. On potrzebuje jeszcze hajsu z WMki. Łatwo było przypuszczać że internetowe społeczności oszaleją na punkcie powrotu Shane i będzie to nie lada sensacją. Niestety karta na WrestleManię jest bardzo słaba a w zasadzie jej nie ma. Co najgorsze nie znamy jeszcze rywala dla Takera. Więc czemu nie wrzucić tam Shane McMahona ? Pokazać fanom kilka urywek jak skakał z wysokości. Od razu go wezmą za dobrego wrestlera i wartego przeciwnika dla Takera.

No i niestety tak się stało, czego przykładem jest artykuł z wrestlingnews. Powiedzmy sobie wprost, Shane nigdy dobrym wrestlerem nie był. Baa, prawda jest taka że on nigdy nie był wrestlerem. Wszyscy go pamiętają głównie dzięki spotom jakie przyjął oraz ciekawym storyline'om, bo wiadomo buntownicy zawsze dobrze się sprzedają w WWE.

Jednakże dawanie Takerowi na prawdopodobnie ostatnią walkę kogoś takiego jak Shane McMahon to jest mega kpina. Zapewniam was że każda osoba z rosteru byłaby lepszym wyborem niż on. Dlaczego? 

Taker już od lat nie jest w stanie sam poprowadzić walki i potrzebuje dobrego wrestlera by walka była chociaż przeciętna. 

Czy myślicie że Shane McMahon który był i jest bardziej celebrytą/menagerem niż wrestlerem. Który ostatnią walkę stoczył 7 lat temu! Był to pojedynek na RAW z Ortonem który trwał kilka minut.

Czy Shane McMahon jest w stanie pokonać The Undertakera ? Nie powinienem odpowiadać na to pytanie, gdyż każdy kto chociaż trochę się zna na wrestlingu, wie że nie. 

Dlaczego ? Oczywistym jest że Taker już nie może przegrać kolejnej walki. Federacja nie pozwoli na aż takie zbezczeszczenie jego dobytku. Przegraną z Lesnarem jeszcze można usprawiedliwić ale druga porażka z McMahonem byłaby dość nie wygodna dla niego i federacji.  

Co do walki tą są teraz dwie opcje

  1. Walka będzie czysta. Shane dostanie solidny wpierdol, wykona kilka spotów a potem efektownie spadnie ze szczytu klatki na jakiś stół.
  2. Podczas pojedynku będzie wiele interwencji znanych i lubianych legend. Walka przez to będzie zacięta, jednak koniec końców Shane efektownie spodnie ze szczytu klatki na jakiś stół i przegra.
 
Tak więc na kilka tygodni przed galą mamy już spoiler w postaci wyniku. To można usprawiedliwiać, gdyż oczywiście kogo by nie dali to Taker i tak by wygrał. 

 Jednakże pod względem marketingowym Vince McMahon odniósł pełen sukces. Dzięki shockerowi z twittera na jakiś czas zniknął hashtagi by anulować subskrypcję WWE Network a i Wrestlemania przecież sprzeda się lepiej. 

Po Wrestlemanii natomiast te hashtagi prawdopodobnie wrócą. Karta jest robiona po raz kolejny chaotycznie a pojęcie "Drogi do Wrestlemanii" jest używane już chyba symbolicznie. Kiedy pisze ten pseudo-artykuł do Wrestlemanii brakuje nam pięć tygodni. Jak wygląda karta ? Trzy bardzo słabe walki, z czego tylko ta Triple H'a ma jakąś większą podbudowę. Jak myślicie to wina kontuzji topowych wrestlerów czy tego iż WWE znowu kpi sobie z fanów wiedząc że i tak to się sprzeda, a w ostateczności dadzą im jakiegoś shockera w postaci Shane, bądź innego bożka sceny niezależnej i subskrypcję wrócą.

Ja oczywiście Wrestlemanię obejrzę, gdyż z nią jest jak z Oskarami. Każdy kto interesuje się tą tematyką wie iż będzie to nudne i nic nowego nie wniesie, jednak każdy to ogląda bo to Wrestlemania/Oskary. 

Co do "profesjonalnych" portali o tematyce pro-wrestlingu, prosiłbym by bardziej zastanawiali się nad tym co piszą i nie pisali pod wpływem emocji oraz efektownego nagłówka, gdyż jest to po prostu mało profesjonalne. Jest to mniej profesjonalne od tych wypocin co teraz czytacie. Na szczęście ja nie jestem profesjonalistą i mogę.  

 Ps. Blog Smart Fan Zone nie powrócił 
Ps2. Błędów nie sprawdzałem, wiec szukajcie to może będzie okazja do przyczepienia się pod tym względem. 

#5 Czuć Luz - Nie samą rzeczywistością człowiek żyje, czyli gry wrestlingowe

Wrestling to rozrywka sportowa czyli coś co idealnie nadaje się do przeniesienia w świat wirtualny. Dzięki uprzejmości twórców i wydawców, mamy do dyspozycji całkiem sporo gier o tematyce zapasów. Wiadomo, że prym w ich ilości wiedzie WWE, ale nie tylko. Przyznam szczerze, że przy kilku grach tego typu spędziłem sporo godzin, grając głównie z przyjaciółmi. To była duża frajda i choć zabrzmi to trochę nerdowsko to czasami był najlepszy sposób na spędzenie czasu. Teraz już mniej czasu poświęcam na granie w ogóle, ale jestem na bieżąco z grami komputerowymi związanymi z wrestlingiem... chociaż słowo "komputerowe" powinno tu być wzięte w cudzysłów, ponieważ dopiero od WWE 2k15 mamy okazję grać na PC w gry o tej samej jakości co konsolowe. Cóż, wstęp wyszedł mi całkiem długi, pora przejść do właściwej treści. Gorąco zapraszam do lektury!



Nie samą rzeczywistością człowiek żyje, czyli gry wrestlingowe!



1. TNA iMPACT!

Pozwolę sobie zacząć od mniejszości na rynku gier o tematyce wrestlingu. TNA nie jest gorsze od swojego większego konkurenta ( no, umówmy się, obecnie nie jest to już żadna forma konkurencji ) i także ma swoją grę wydaną w 2008 roku. Jest to dość stara produkcja, ale czasami mam do niej dostęp i gra się wciąż przyjemnie. Porównajmy tę grę do Smackdown vs Raw 2009 z uwagi na ten sam okres wydawniczy. Gra z Total Nonstop Action w roli głównej oferuje nieco inną charakterystykę roz(g)rywki. Przede wszystkim mamy okazję powalczyć w sześciobocznym ringu, rozegrać Ultimate X Match, a także bardzo dużo poskakać. Ataki springboardowe z rozbiegu zostały wprowadzone do gier WWE dopiero od WWE 12 jeśli mnie pamięć nie myli. Takie rzeczy w TNA iMPACT! już w 2008 roku! Jeśli mam się do czegoś w tej grze przyczepić to są to dwie rzeczy, a w zasadzie trzy. Zacznę od tej najmniej ważnej. Wejściówki zawodników są mocno ograniczone i są niestety tylko w formie kilkusekundowego tańca na rampie. Jestem w stanie jednak puścić to płazem, ponieważ entrance z czasem i tak się pomija. Drugą rzeczą jest move-set. Albo nie potrafiłem nigdy go w pełni wykorzystać albo jest bardzo okrojony i walka dłuższa niż 10 minut praktycznie cały czas się zapętla przez małą ilość ruchów. Trzecią rzeczą jest kiepski według mnie tryb Story Mode. Nie wszyscy tak na niego narzekają, ale miałem trudności z doprowadzeniem go do końca przez monotonię. Jeżeli jednak mam jednoznacznie polecić tą grę lub jej nie polecać to skłaniam się raczej ku pierwszej opcji. Trzeba przyznać, że jest to rodzynek wśród sernika gier od WWE. Nie każdy go polubi, ale są smakosze, którzy wolą to od głównego dania.


2. WWE Smackdown vs Raw

Od 2004 do 2010 roku wydawane były gry spod szyldu WWE - Smackdown vs Raw. Po tylu latach zrezygnowano z tego tytułu, który nie miał już racji bytu ( brandy nie rywalizowały, nie były całkowicie oddzielne ). Zdecydowanie nie każda z tych gier jest godna polecenia, ale skompresuję wszystko co mam do powiedzenia na ich temat do takiego podpunktu. Ważną zależnością w tych grach jest to, że starsze przodują pod względem historii i kariery. Im dalej w las tym gorzej, a w SvR 2009 tryb kariery kompletnie spłaszczono, a wprowadzono rewolucyjne Road To Wrestlemania, ale o tym troszkę później. Idealnym balansem między grywalnością, grafiką, fizyką i silnikiem, a historią jest moim zdaniem Smackdown vs Raw 2007. Przy tej odsłonie spędziłem chyba najwięcej czasu. Roster był bardzo ciekawy, tryby gry również ( Buried Alive, Triple Threat Tag Team, dobrze zrealizowany Money in the Bank! ). Może w dalszym ciągu irytują mnie niedoróbki takie, jak kiepski sposób biegania ( raz obrany kierunek nie może być płynnie zmieniany ). Za to cieszy coś co zabrano chyba już rok później, aby przywrócić w WWE 12 - zachowywanie finisherów. Wrócę jeszcze na moment do trybu kariery - oprócz tradycyjnej historii zawodnika ( własnego lub wybranego ) możemy także zabawić się w GM'a co pozwala zachować nas przy grze na dłużej. To by było na tyle jeśli chodzi o odsłonę 2007. Smackdown vs Raw 2009 wprowadziło wspomniany przeze mnie wcześniej tryb Road To Wrestlemania. W porządku, jest on ograniczony długością, całkowicie oskryptowany, ale wychodzi to grze na dobre. Na małej przestrzeni dzieje się sporo akcji, a wszystko jest bardzo wciągające. Tryb kariery niestety ograniczył się tylko do zdobywania pasów i wygrywania kolejnych walk o ile dobrze pamiętam. Odsłonę 2009 wspominam tylko dlatego, że była czymś nowym właśnie pod względem głównego trybu rozgrywki. Skoro mowa o nowościach to Smackdown vs Raw 2011 dało nam ich aż kilka. Po pierwsze nowa fizyka ( wreszcie można niszczyć stoły zwykłymi rzutami... ale ta fizyka przyniosła też kilka nowych bugów ), po drugie aktywne minitrony, po trzecie sterowanie kierunkiem rzutów, a po czwarte i najważniejsze - Universe Mode! W chwili premiery tej gry było to coś niesamowitego, świeżego i zwiastującego super zabawę. Później nie było już tak kolorowo i brakuje chociażby zmian składu Money in the Bank Matchu, większej ilości cut-scenek czy ręcznego ustalania pretendentów do tytułów. Mimo wszystko w połączeniu z dobrym wydaniem trybu Road To Wrestlemania ta gra wciąż się broni i czasami lubię do niej wracać.


3. WWE All Stars

Po drodze pojawiła się jeszcze luźniejsza produkcja - WWE All Stars. Skierowana zdecydowanie do młodszej części publiki, a przynajmniej taki był jej zamysł. Pierwszy raz mieliśmy okazję skonfrontować starsze pokolenie zawodników z młodym. Aż szkoda, że to wszystko w tak cukierkowej oprawie, irytującym sterowaniu i kretyńskiemu systemowi przypięć. Tryb Fantasy Warfare oferował nam chociażby takie starcie, jak Steve Austin vs CM Punk, a także wiele innych. Proma tych walk były zrealizowane dokładnie tak, jak poziom WWE - świetnie. Gdyby taki tryb pojawił się w grze stawiającej bardziej na realizm to zostałbym kupiony... niestety tak się nie stało. Oprócz wspomnianego trybu w grze była jeszcze możliwość rozegrania czegoś na kształt Road To Wrestlemania, ale ograniczało się to tylko do wygrywania walk przeplatanych z promami głównego rywala. Nie jest to gra, którą bym polecał. Jeżeli kogoś interesuje tryb Fantasy Warfare to warto go sobie obejrzeć na przykład na YouTube.




4. WWE 12-14

Od 2011 roku zrezygnowano z tytułu Smackdown vs Raw. WWE 12 miało być niesamowitym nowym startem dla tej serii gier. Jak się okazało? Faktycznie było o wiele lepiej niż przed rokiem. Jeszcze lepsza fizyka, poprawiony Universe Mode, a także innowacyjne podejście do trybu Road To Wrestlemania, w którym historie trzech bohaterów łączyły się w całość. Muszę przyznać, że była to chyba najlepsza edycja jeżeli chodzi o Road To Wrestlemania i aż szkoda, że rok później zrezygnowano z tego na rzecz odtwarzania historii ( ten trend trwa z resztą do dzisiaj ). Niestety, ale ta gra nie wytrzymuje zbyt dobrze próby czasu. w Universe Mode widać, że poprawione błędy przyniosły wiele kolejnych, fizyka także nie została oczyszczona z rażących bugów. Na plus tej edycji można jeszcze wymienić nowy system submissionów, przez który wreszcie można było mieć realny wpływ na to czy nasza postać odklepie. Poza tym, Road To Wrestlemania jest raczej do przejścia tylko jednorazowo, a przy dość monotonnym Universe, gra szybko się nudzi. Mimo wszystko wprowadziła powiew świeżości w grach WWE, której niestety brakowało przez kolejne edycje i z tego powodu chyba nie warto ich wspominać. WWE 13 dało nam tryb Attitude Era, WWE 14 tryb 30 Years Of Wrestlemania. Wszystko to odtwórcze badziewie odbierane przez fanów jako lenistwo twórców. W kwestii gameplayu nie zmieniło się zbyt wiele w tych odsłonach i rok w rok oglądaliśmy jedynie to samo z odświeżonym rosterem. W mojej opinii okres wydawania tych gier jest jednak najsłabszy w historii serii chociaż tak jak mówiłem, WWE 12 jest warte przyjrzenia się.


5. WWE 2k15

Chociaż firma 2k wydała już edycję 2014 jako "WWE 2k14" to dopiero tę grę uznaję za ich pełnoprawne dzieło. Zmieniło się bardzo dużo, jest to pierwsza next-genowa wersja gry o tematyce wrestlingu i widać to. Nowa fizyka, lepsza grafika. Powraca tryb kariery, wokół którego powstało wiele szumu przed premierą. Jak się okazało? Ilość cut-scenek delikatnie mówiąc mało zadowalająca, irytujący brak feudów przez większą część roku. Mimo wszystko Tryb Kariery to dobry ruch, a jedyne czego potrzeba to więcej pracy nad nim, aby przyciągał na długie godziny i nie irytował. Universe Mode sukcesywnie poprawiany przez lata nadal nie osiągnął perfekcji chociaż jest coraz lepiej. W wersji na starsze konsole dostaliśmy tryb Who Got NXT w zamian za brak Trybu Kariery co było kpiną z fanów i absolutnym bullshitem. Taka zagrywka niby miała skłonić do kupna nowych konsol i gry właśnie na nią, ale umówmy się... PS4 i XONE nie były wtedy na rynku tak długo, aby z podobną ignorancją traktować ludzi, którzy jeszcze ich nie posiadają. Już w tym roku zrozumiałbym podobny ruch twórców i wydawców. Co jeszcze dało nam WWE 2k15? Showcase Mode... czyli skoro już wprowadziliśmy w nasze gry odtwarzanie historii to nie zrezygnujemy z tego choćbyśmy mieli dać 20 trybów gry, aby wszystko pomieścić. Na szczęście ta odsłona jest w tej kwestii ciekawsza. Dostajemy kilka rywalizacji z przeszłości i odgrywamy wszystko ze szczegółami, a cut-scenki w tym trybie są satysfakcjonujące jeżeli chodzi o ich wykonanie. Mimo wszystko sądzę, że WWE 2k15 za 3 lata będzie wyglądać podobnie, jak teraz WWE 12. Na ten moment jest to gra dosyć dobra, która mimo błędów jest całkiem grywalna. Z perspektywy czasu nie będzie już zbyt atrakcyjna i pewnie będę wolał odpalić sobie SvR 2007 niż WWE 2k15.



Po przeczytaniu całego artykułu zapewne możecie się domyślić, którą część gier o tematyce wrestlingu lubię najbardziej. Jest to Smackdown vs Raw 2007 i mimo corocznego pojawiania się nowych edycji, żadna nie potrafi dorównać tamtej chyba, że jesteś fanem grafiki i fizyki ponad historią i grywalnością... lub po prostu masz własne podejście. Już w tym roku WWE 2k16, przy okazji premiery z całą pewnością będzie trzeba rozliczyć ją z tego czy powtarza błędy poprzedniczek czy jest krokiem naprzód. Możemy jeszcze czekać na grę od Impact Wrestling, ale miała ona wyjść kilka lat temu, kiedy federacja jeszcze nieźle stała finansowo. W obecnych czasach jest to chyba mało prawdopodobne, aby takie coś pojawiło się na rynku. Jak widzimy WWE roznosi konkurencję nie tylko na polu czysto biznesowym, ale także w dziedzinie elektronicznej rozrywki...

Miałeś, chamie, złoty róg


"Miałeś, chamie, złoty róg"

czyli wszystko co można powiedzieć o kolejnej "aferze Hogana"


Hulk Hogan, któż nie zna tego gościa z charakterystycznymi blond wąsami?  Wiadomo każdy go zna. Nie trzeba być nawet fanem wrestlingu, ten gość był wszędzie! Dosłownie. Widzieliśmy go w serialach, filmach, grach, programach telewizyjnych. Gdyby ktoś zrobił ankietę na ulicy i się spytał kogoś czy zna Johna Cenę to poza młodymi osobami, mógłby być spory problem. Jednakże gdybyś spytał o Hulkstera to założę się iż prawie każdy by ci powiedział że go zna.

Hogan to ciekawa postać. W swojej karierze miała wzloty i wiele upadków. Jest to również postać która przez lata zyskała wielu hejterów w środowisku Smart Fanowym. Bo nie oszukujmy się Hulk Hogan nigdy wirtuozem ringu i przy takich postaciach jak Sting, Undertaker, Macho Man czy Ric Flair, wypadał bardzo słabo. Jednak zapewniam was że gdyby nie ten gość, to prawdopodobnie wrestling by dzisiaj tak nie wyglądał, a już na pewno nie był tak popularny. Hogan dzięki swojej charyzmie i parciu na szkoł, stał się jedną z największych gwiazd lat 90tych!  Hulkamania opanowała nie tylko Stany Zjednoczone ale i cały świat! Pamiętacie jak u nas w Polsce była "Małyszomania" ? Gdy każdy jarał się skokami, naszego wąsatego górala? Pamiętacie te plakaty, naklejki, wąsy, magnesy i inne gówna które każdy prawilny fan powinien mieć ? W porównaniu do Hulkamanii to jak mała mrówka przy mamucie. Takie właśnie zyski przynosił do poprzedniego piątku Hulk Hogan.

Można nazwać ten dzień "Czarnym Piątkiem" mimo że nie było stada idiotów bijących się o tańsze konsole z drugiego sortu. Tego dnia nic nie zapowiadało klęski. Dzień jak co dzień.  Jednak tylko godziny dzieliły nas od rozpętania się prawdziwej gówno burzy na temat rasizmu, którą rozpętało po raz kolejny nagranie z Hulkiem Hoganem.

Piszą o tym wszystkie portale, związane z wrestlingiem, jak i te kompletnie nie ogarniające tematu. A temat ogarniam tak naprawdę mało kto, możliwe że nawet ty do końca nie wiesz o co w tym wszystkim chodzi. Zaraz ci wyjaśnię! 
Fakt jak zwykle nie zawodzi w takich sytuacjach ;)

A chodzi prawdę mówiąc o mega błahostkę i wyrwanie z kontekstu przez amerykańskie media. Wyciekła kolejna taśma z Hoganem i Heather Clem(bohaterka legendarnej sex taśmy) w której Hulk wyraża swoją niechęć do męża jego córki, w wywiadzie wielokrotnie pada słowo nigga czyli czarnuch/asfalt. Amerykanie są w szoku! Jak tak można! Przecież to rasizm. Tak właśnie powstają gówno burze powodujące mega straty finansowe ale o tym zaraz. Poniżej wrzucam wam tłumaczenie dialogów z tych taśm, które znalazłem na attitude.pl. Mam nadzieje że mnie nie zamkną za podzielenie się tą treścią z wami ;)

"Ona podejmuje złe decyzje. Moja córka Brooke zawiodła mnie. Wydałem blisko 3 miliony dolarów na poczet jej kariery muzycznej. Robiłem dla Niej wszystko jak ten osioł."

Hogan wspomniał też o "czarnoskórym miliarderze", który zaoferował Brooke finansową pomoc w rozpoczęciu kariery muzycznej.

"Nie wiedziałem czy Brooke pieprzyła się z synem tego gościa. Nie nazwałbym siebie dwulicowym. Jestem rasistą, ale tylko kiedy trzeba. Pieprzone czarnuchy... "

"Mam na myśli, że jeżeli (Brooke) miała ochotę pieprzyć się z jakimś czarnuchem, to lepiej zrobiłaby wychodząc za mąż za wysokiego czarnucha wartego miliony dolarów! Na przykład, gwiazdę koszykówki! Każdy z Nas jest w jakiejś części rasistą. Pieprzony czarnuch."

Trochę ostro, jednakże przypierdalanie się do słowa "czarnuch" to mocna przesada. Słowo to jest równie obraźliwe obecnie jak powiedzenie zajebiście w polskiej telewizji. Niby nie wypada ale wiele osób mówi. Tym bardziej że amerykańska popkultura cały czas zasypuje nas filmami,piosenkami w których słowo nigga,nigger i inne odmiany padają co chwilę. Warto dodać że Hogan był również pod wpływem emocji, mówiąc jakby nie patrzeć o swojej córce, na której jak można się domyślić mu zależy.

Drugą stroną jest to iż Hogan po aferze z sex taśmą, powinien się czegoś nauczyć i zamknąć mordę. Przypominam że po tej akcji z seks taśmą, jego życie naprawdę było ciężkie i Hulk spadł na samo dno. Z tego co mogliśmy przeczytać był to niezmiernie ciężki okres a sam wrestler rozważał samobójstwo. Z ratunkiem wtedy przyszła Dixie Carter która dała mu kontrakt pozwalający odbić się od dna. Szkoda że w zamian za to na dno musiała pójść federacja. Potem Hulk oczywiście wypiął dupę na Dixie i upadające TNA i powrócił do WWE i Vinca McMahona którego tak bardzo krytykował w 2010 roku. Dostał posadę marzenie, duży hajsik i pojawianie się tylko w celach promocyjnych na eventach i większych PPV w roku. Bez problemu mógł sobie prowadzić własny sklep na plaży w Clearwater Beach i  realizować inne projekty. Wszystko to przekreśliła ta krótka taśma. WWE natychmiast rozwiązało z nim kontrakt i wymazało z kart historii niczym Chrisa Beniota!

Nie trzeba długo się domyślać czemu WWE to zrobiło. Wiadomo poszło o reputacje i hajs jaki mogli na tym stracić i ostatecznie i tak stracili. Jak donoszą najnowsze wiadomości, federacja McMahonów straciła na giełdzie właśnie 50 milionów dolarów przez wyciek tej taśmy! Na nic się zdały przeprosiny zarządu,rozwiązanie kontraktu i usunięcie z historii Hogana. Jestem zaskoczony iż federacja myślała że będzie inaczej. Chrisa Beniota znali tylko fani wrestlingu i o wiele łatwiej dało się go wymazać z kart historii. Hogana zna każdy jak pisałem na początku i nie ważne czy WWE usunie wszystkie jego walki z network i strony internetowej(pewnie jakieś 60% całości) to i tak Hogan=WWE i na odwrót. Zawsze będzie ikoną i WWE nie odetnie się od niego. Mam nadzieje że gdy emocje opadną to federacja zrezygnuje z tego głupiego pomysłu zakłamywania historii. 

WWE zdecydowanie sobie poradzi i nawet 50 miliona strata nie zachwieje tej machiny. Jednakże sam Hulk Hogan obecnie jest na mega dnie. Właśnie stracił kontrakt który przy minimalnym wysiłku pozwalał mu dożyć starości w luksusowych warunkach. Niestety Hulk ale drugiego takiego kontraktu nie będzie. Śmieszą mnie też ludzie którzy piszą o tym iż Dixie da kontrakt Hoganowi. Tej kobiety obecnie nie stać na najtańszych wrestlerów a wy piszecie o Haganie. Szczerze mówiąc nie wiem co pocznie z sobą teraz ten staruszek. Zero pomysłów, żadna federacja w Stanach go nie zatrudni po tej taśmie w obawie o wizerunek. O wiele trudniej też będzie mu teraz znaleźć hajs w reklamach i reality show. Może znowu zrobi jakąś trasę typu "Hulkamania toure" po Australii i zarobi na tym marne gorsze. Mimo wszystko mam nadzieje że jakoś sobie poradzi i nie usłyszymy o kolejnym samobójstwie(WYPLUĆ!) w świecie wrestlingu. 


No i to chyba jedyny pozytyw jaki wynikł z tego całego gówna, aczkolwiek nie cieszmy się za bardzo, bo coś czuje że federacji pomysłów na chujowe gimmicki dla nich nie brakuje.

#4 Czuć Luz - Wrestling w wakacje!

Wakacje to specyficzny okres, w którym mimo większej ilości czasu... mniej się nam chce. Tyczy się to wielu elementów. Niektórzy obiecują, że będą się uczyć i nadrabiać materiał, wiadomo że nic z tego nie będzie. Są też fani wrestlingu, którzy mają ambitny plan obejrzeć dosłownie wszystko co zaoferuje świat w przeciągu dwóch miesięcy wolnego. Osobiście przyznam się, że nie należę do tej grupy... ale to może zaznaczę nieco później, ponieważ dzisiaj spróbuję nakreślić typy podejścia do oglądania wrestlingu w wakacje. Banał? Zobaczymy ;)


Wrestling w wakacje!



Wakacje? Czemu mam coś zmieniać? - Przede wszystkim, wakacje mogą w ogóle nie wpłynąć na Twoje zainteresowanie. Czy listopad czy lipiec, bez znaczenia. Wrestlingiem interesujesz się tak samo bez względu na to czy jesteś prawdziwie smartowym fanem czy oglądasz tylko WWE Raw i PPV. Jeszcze kiedyś należałem do tej grupy, ponieważ nie miałem ochoty na poświęcanie większej ilości czasu na wrestling niż zazwyczaj. Powód tego podejścia był bardzo prosty - no cholera, wakacje, lato, przyjaciele, imprezy :D W deszczowe dni wolałem poczytać albo zaprosić kumpli żeby pograć w FIFĘ na konsoli... ale zawsze znajdował się czas na cotygodniowe Raw, NXT oraz wkradały się inne gale.

Są wakacje, chyba od tego odpocznę - Grupa, z którą chyba najbardziej się utożsamiam. Może trochę źle mówić o tym publicznie na blogu, ale w okresie wakacyjnym ograniczam wrestling do minimum. Poza PPV obejrzę może jakieś Raw albo NXT. Nie wczuwam się jednak, ponieważ dla mnie wakacje są odpoczynkiem od oglądania wrestlingu i tak już mi się utarło. Czy to jest dobre podejście? Najważniejszą rzeczą w tym artykule jest fakt, że żaden z podpunktów nie jest ani w pełni dobry ani w pełni zły. Głównym minusem właśnie opisywanego jest to, że po dwóch miesiącach unikania wrestlingu można zgubić się w wydarzeniach... ale zawsze można to jakoś nadrobić, nic straconego. A od września można wrócić z nowymi chęciami, według mnie nie takie złe wyjście.

W wakacje obejrzę tyle wrestlingu ile się da! - W sumie ciężko mi ocenić popularność tego podejścia, ale osobiście miałbym dość wrestlingu na długi, długi czas, gdybym przez 2 miesiące oglądał większość światowych gal. Czy to świadczy o tym, że wcale jakoś nie kocham wrestlingu? Czy ja wiem... po prostu wszystko w nadmiarze staje się nie do zniesienia. Dla niektórych ten nadmiar jest w całkowicie innym miejscu niż u mnie. Dla opisywanej właśnie grupy ten nadmiar może nawet nie istnieć.


Patrząc po ilości moich i nie tylko artykułów można wysnuć prosty wniosek na temat tego do jakiej grupy się zaliczam ( oraz reszta ekipy Smart Fan Zone ). Do jakiej wy się zaliczacie? A może macie jakieś całkowicie inne podejście, które pominąłem? Zapraszam do podzielenia się tym, jak wy traktujecie wrestling podczas wakacji!


Gdzie jesteś Dean? [Przemyślenia Tryka]

 
Narzekanie na creative team to już według mnie utarty banał, ale po raz kolejny jestem zmuszony poruszać temat kreatywnych. Jestem także pewien, że to nie ostatni raz i w przeciągu miesiąca bookerzy znowu zagrają mi na nerwach swoimi chujo.. pomysłami.

 Tydzień do Battleground, wracam do oglądania wrestlingu na stałe i zastanawiam się gdzie jest Dean Ambrose. Podczas drogi do WrestleManii myślałem, że jego czas nastanie właśnie w wakacje 2015, że to on zgarnie walizkę i to on będzie walczył w main evencie SummerSlam. Obecnie ciężko, aby moje przewidywania z początku roku się spełniły. To jest po prostu grzech, by nie korzystać z tak utalentowanej gwiazdy jaką jest Dean. Końcówka poprzedniego roku była jego i to, że nie odegra żadnej ważnej roli na Battleground jest kolejnym strzałem w stopę.

 Pokonanie Setha i zdobycie pasa przez Ambrose'a byłoby jedną z najciekawszych rzeczy, które mogłyby się wydarzyć w czasie wakacji. Chyba każdy się zgodzi, że jego feud z Rollinsem był ciekawy, wciągający i chciało się tylko więcej. Po Money in the Bank postać Deana stanęła po raz kolejny w martwym punkcie.

Reigns miał apetyt na walizkę, ale nie wygrał i dostał za rywala Braya Wyatta, Sheamus, który jest Mr. MitB dostał Ortona. Seth będzie bronił tytułu przeciwko Lesnarowi. Cena natomiast rywalizuje z Kevinem Owensem. Obsada starcia o pas IC także jest obstawiona, więc dla Deana nie ma po prostu miejsca. O pomysłach na zawodnika już nawet nie mówię, bo wystarczy tylko ruszyć głową.


Według mnie kreatywnii traktują teraz Ambrose'a jak łatkę. Tu wstawimy go, bo nie ma kogoś, tam, aby przypomnieć, że jest w rosterze i jeszcze tam, aby zapodał dobrym promem. W sumie, to nie zaskakujące, lecz z pewnością Lunatyk nie zasłużył na miano kozła ofiarnego.

Jedyny feud, który według mnie mógłby teraz dostać to konflikt z Kanem, ale to i tak nie byłoby coś fenomenalnego. Nie oszukujmy się, Big Red Monster nie jest tym samym zawodnikiem co kiedyś i walki nie miałyby dobrego poziomu. Miejsce w karcie także byłoby bardzo słabe, więc jaki tu wgl. sens.

Jest tu ktoś, kto sądzi, że są jakiekolwiek szanse, aby Dean odegrał ważną rolę na SummerSlam? Ja w to wątpię. Mam nadzieję, że kiedyś CT ogarnie się i ustalanie karty będzie zaczynać od niego, bo szkoda, aby taki wrestler siedział w domu i oglądał galę z własnego salonu.

Mój twitter: Klik
Nasz fanpage: SFZ

#2 Jak powinno to wyglądać - Cody Rhodes vs. Goldust


Nie dawno światem wrestlingu, nami fanami wstrząsnęła wiadomość o śmierci Dusty'ego Rhodes'a. Niesamowicie przykra wiadomość, którą nie wiem co by mogło przyćmić w przeciągu najbliższego roku. Z tego powodu dziś postanowiłem odnieść moje tytułowe pytanie - "Jak powinno to wyglądać" - do feudu synów Dusty'ego, który był wielekrotnie wyczekiwany na największej scenie ze wszystkich. Nie oszukujmy się, że dla The American Dreama to byłby wspaniały widok jak jego synowie skradają show na Wrestlemanii i dziś w tym moim mały smartowym cyklu postanowię zabookować ten feud takim, jakim świętej pamięci Dusty powinien zobaczyć go przed śmiercią. 

Jak to wyglądało?




Jak mam być szczery aż ciężko mi jest sięgnąć pamięcią do tego kiedy po raz pierwszy Goldust zachęcał WWE po przez swojego twittera do zabookowania walki między nim, a jego bratem Cody'm Rhodes'em na Wrestlemanii. I nie oszukujmy się, że z strony fanów zawsze spotykało to się z dużym zainteresowaniem, niestety z strony Vince'a niekoniecznie. Kiedy Goldust powrócił do WWE już po raz piąty, w roli czynnego Wrestlera 26 Stycznia 2013 roku w końcu wszyscy poczuliśmy, że Vince podjął kroki w stronę wyczekiwanego starcia braci! W końcu warto przypomnieć, że 23 Stycznia odbywało się Royal Rumble i to właśnie tam Goldust powrócił do walki w ringu i to tam.. został wyeliminowany przez swojego brata. Scenariusz prosty, ale idealny akuratnie w trakcie Road to Wrestlemanii. Tak widzieli to chyba jednak smarci bo Goldust od tamtego momentu nie pojawił się aż do września gdzie on i Cody przeprowadzili mini feud z ówczesnym mistrzem WWE Randy'm Orton'em o swoją karierę. Bracia się pogodzili, wywalczyli swoje i zostali Tag Team'em jako, który występowali przez rok, tak też mineła nas kolejna Wrestlemaniia i wciąż nici z feudu. W czerwcu 2014 roku pojawiła się kolejna nadzieja na feud tej dwójki! Cody kazał znależć Goldustowi sobie nowego partnera! I Goldust znalazł go 16 Czerwca w postaci STARDUSTA! Szlag by to trafił wiecie co? Znowu nici z tego wszystkiego bo to gówno, którego dalej nie rozumiem trwało aż do lutego bieżącego roku. Ostatnie światło ratunku było w tym roku kiedy w lutym Star & Goldust mieli znowu spięcia między sobą. To doprowadziło do tego, że Stardust wykonał Cross Rhodes Goldustowi i już mieliśmy nadzieję na feud Cody'ego i Goldusta, o którym dyskutowało się co rok. I dostaliśmy, ale Stardust vs Goldust, nie Cody vs Goldust i ponownie walka nie doszła do Wrestlemanii. Nie dość, że feud niestety nie był koniecznie w takiej formie jakiej chcieliśmy bo Stardust to postać wywołująca mieszane uczucia to znowu feud został pominięty na Wrestlemanii. Najwidoczniej zabrakło czasu dla nich i walka odbyła się na Fast Lane. Bo mimo, że Stardust znów zaatakował po Fast Lane swojego brata po tym jak on go pokonał noc wcześniej, do niczego na Wrestlemanii nie doszlo aż do dziś. Żadnej kontynuacji ponieważ na Wrestlemanii Goldust stanął w Memorial Battle Royal, a po Wrestlemanii udał się na leczenie kontuzji. Żenujące? Jak cholera. Feud, który ma pecha i chyba nigdy nie zostanie nam przekazany w formie takiej jaką powinniśmy dostać, a przynajmniej nie za życia Dusty'ego, a to chyba najgorszy punkt tego wszystkiego. Czas to zmienić.

Jak powinno to wyglądać?



2 Luty RAW - rzeczywistości na tej gali mieliśmy pierwsze poważne spięcie braci więc tylko prolog feudu, do którego doszło dopiero za kilka tygodni. W mojej głowie to jednak już teraz po przegranej z The Ascension nie doszło tylko do minii kłótni między braćmi, lecz przepychanki, którą sprowokował Stardust. Nie mogący pogodzić się z porażką odepchnął swojego brata do narożnika i spoliczkował obwiniając za przegraną. Goldust wykrzyczał mu "opanuj się Cody". Ten zareagowal na to dosyć dziwnie, łapiąc się za głowę i gubiąc w krokach. W końcu opuścił ring i z nieobecnym wzrokiem opuścił ring.

Już po mojemu całkiem. Pieprzyć mierne skrypty.

9 Luty RAW - Kolejna walka tym razem z New Day. Stardust podczas walki dał się ponieść i doprowadził do dyskwalifikacji po przez swoje agresywne zachowanie wobec Xaviera Woodsa. Po walce Goldusta chciał pogadać z bratem został jednak odepchnięty i Stardust znów stracił nad sobą kontrole prawie rzucając się na brata. Goldust wziął mikrofon i wykrzyczał bratu, że nie kontroluje swojego alter ego po czym go odepchnął. Zdenerwowany Cody opuścił ring.

16 Luty RAW - W ringu pojawia się The American Dream oraz Goldust. Dusty zaprasza do ringu swojego drugiego syna i stara mu się przemówic do rozsądku, że przestał kontrolować samego siebie. W końcu Stardust przyjął to do siebie i odebrał od Goldusta ręcznik, którym zmazał z twarzy makijaż. Bracia sie przytulili co spotkało się z mocnym cheerem. Już Cody odebrał mikrofon od ojca i powrócił do swojego dawnego gimmicku już oficjalnie to ogłaszając. Przyznał jednak, że nie ma już dłużej zamiaru być zależny od swojego brata. Odrzuciwszy mikrofon, już przy mniej przychylnej reakcji Cody opuścił ring.

Fast Lane 22 Luty - Mamy Pre-Show! MizTV, mierne jak zawsze, do którego został zaproszony Cody Rhodes. Miz poprosił swojego gościa o wyjaśnienie swoich słów z ostatniego RAW. Cody powiedział w prost, że ma dość słuchania nad uchem narzekań swojego brata co robi źle, co robi nie tak i jak ma to robić bo tak naprawdę gówno go to obchodzi. Rhodes stwierdził śmiało, że zawsze był lepszy od swojego brata i to jest ten moment kiedy on będzie indywidaulistą budującym karierę dla samego siebie. Goldust pojawia się w ringu i mówi, że to nie jest powód by Ci mieli się teraz gryźć i kłócić między sobą. Goldust zaproponował, że dalej może towarzyszyć swojemu bratu jeśli ten chce kariery solowej. Cody powiedział jednak, że jedyne czego chce to żeby Goldust zszedł mu z drogi po czym minął swojego brata i udał się na backstage. 

23 Luty RAW - Wraz z kolejnym RAW nadchodzi starcie między Cody'm, a Dolph'em Ziggler'em . Przy stoliku komentatorskim zasiadł Goldust, gdzie rozmawiał z komentatorami na temat zachowania swojego brata, że jest bardzo niedojrzałe, ale ma zamiar go wspierać. Walka była wyrównana w większości. Cody jednak często gdy już tracił kontrolę w ringu opuszczał ring i na krótki czas unikał konfrontacji. W pewnym momencie walki Cody ulotnił się z ringu i stanął przy stoliku komentatorskim gdzie usłyszał komentarz brata "chyba sobie nie do końca radzi". Zdenerwowany Cody odwrócił się i wykrzyczał, że zaraz mu udowodni swoją wyższość. Gdy sie odwrócił zainkasował jednak Superkick od Ziggler'a! Cody wrzucony do ringu szybko został odliczony do trzech. Goldust pokiwał tylko głową z rozczarowaniem i wszedł do ringu by pomóc pozbierać się swojemu bratu. Ten zdenerwowany chwycił go w Cross Rhodes i wykonał na samym środku ringu! Cody zarzucał bratu swojemu porażkę i podniósł go jeszcze raz z maty. Na rampe wyszedł Dusty i kazał Cody'emu się zatrzymać.. to jednak go nie przekonało i ujrzeliśmy drugie Cross Rhodes dla Goldusta! Dusty wszedł do ringu i odepchnął Cody'ego krzycząc do niego co wyprawia. Cody zirytowany odepchnął ojca i opuścił ring zostawiając go w ringu z Goldustem. 

2 Marzec RAW - Na zapleczu widzimy Cody'ego. Podchodzi do niego Goldust tym razem już zdenerwowany i mówi swojemu bratu, że jego może nie szanować, ale braku szacunku do ich ojca to mu nie wybaczy. Ma go pzeprosić albo przestanie o nim myśleć jak o swoim bracie. Cody dał w prost do zrozumienia, że teraz liczy się jego indywidualna kariera. Nie ma zamiaru robić jej ani nazwiskiem ani z pomocą swojego brata. Nie ma zamiaru być kojarzony tylko jako syn American Dreama. Goldust zirytowany, że Cody wstydzi się własnego nazwiska odpycha go na ścianę korytarzu. Cody rzucił się w końcu zdenerwowany na swojego brata i rozpoczął się brawl, który był prowadzony na zapleczu przez kilka minut. W końcu oboje zostali rozdzieleni przez ochrone. 

9 Marzec RAW - Mamy długo wyczekiwany pojedynek! Cody Rhodes vs. Goldust. Walka trwała dosyć długo i była wyrównana. Bracia walczyli zacięcie i czuć było, że ta walka w pewnym stopniu dla obu jest emocjonalna chociaż Cody dużo arogancji w tym wszystkim ukazywał i radości w mometnach gdy dominował nad swoim bratem. W końcu na arenie zagościł Dusty Rhodes. Wszedł do ringu i kazał im zaprzestać walki, że nie chce tego oglądać. Cody Rhodes wyrwał mu mikrofon i powiedział, że ma dośc tego przedstawienia. Chce pokazać na największej scenie ze wszystkich, że jest własną marką, idealną i najlepszą w rodzinie Rhodes. 

23 Marzec RAW - Na tej gali Cody dostał swój rewanż przeciwko Zigglerowi tym razem zwycięski. Walkę z zaplecza oglądał Goldust z swoim ojcem. Mini segment na zapleczu zakończył się słowami Dusty'ego "skop mu dupe Dustin". 

(Jaki) Kto powinien być zwycięzca? 


Do walki oczywiście doszło do Wrestlemanii. Werdykt ponownie pozostawie dla Was. Cody Rhodes powinien dostać za swoje aroganckie zachowanie czy jednak pokonać brata, a potem odzyskać rozum po jakimś czasie? Jedno jest pewne. Ten widok chciałbym widzieć na największej scenie ze wszystkich, nie na Battleground, przed śmiercią Dusty'ego.



#1 Jak powinno to wyglądać - Bray Wyatt vs. Undertaker



Postanowiłem wyruszyć z nową serią ponieważ brakuje w moim dorobku blogera czegoś stałego poza recenzjami Impact Wrestling, które tak bardzo kochacie. Z góry zaznaczam, że ta seria nie ma na celu zawsze być poważna, czasem może być humorystyczna tudzież może haczyć o fantastykę. "Jak powinno to wyglądać" to cykl, który będę starał się tworzyć regularnie i chciałbym by on mógł być również od czasu do czasu prowadzony z Waszą pomocą. Jako, że jestem smartem co daje mi prawo krytykowania i poprawiania wszystkich dookoła w tej serii mam zamiar poprawiać błędy w storylinach głównie WWE/TNA wśród tych, które miały potencjał, ale niestety zawiodły. Dziś będzie trochę bardziej fantastycznie gdyż pod lupę wezmę feud Bray Wyatt vs Undertaker i rozpiszę go w taki sposób, że Undertaker rzeczywiście weźmie w nim udział. Zacznijmy jednak od początku.

Jak to wyglądało?




Przyznam szczerze, że przy debiucie Braya w NxT bardzo mocno się zdziwiłem. Pierwsze co mi przyszło na myśl to "cholera, ten gość to był Husky Harris?" Postać, w której nie widziałem żadnych podstaw by mogła zostać na dłużej w WWE. W momencie jednak gdy ujrzałem Bray'a Wyatt'a widziałem, że z tej postaci do cholery musi coś być. Undertaker już dawno przestał pokazywać się regularnie, Kane tkwi od lat w mdłym dołku więc w końcu była szansa na kogoś kto ich godnie zastąpi i wprowadzi coś chorego, tajemniczego w szeregi tego cukierkowego gówna, które coraz częściej dostajemy. Dlatego kiedy streak Undertakera został przerwany przez bestie mogło by się wydawać, że jest to idealny moment by wypromować Bray'a na jego zastępce. W ten sposób Bray był mocno promowany by stanąć twarzą w twarz z Undertaker'em na Wrestlemanii głównie za pomocą feudu z Dean'em Ambros'em. Bray zaczął wygłaszać klimatyczne proma w stronę grabarza, z początku nie bezpośrednio i rzeczywiście za pierwszym, drugim razem.. wypadło to dobrze.. za trzecim już było słabo, a za czwartym było to już kompletne gówno. Bray promował się w tej rywalizacji jako "New Face of Fear" i można byłoby to naprawdę mocno zrobić w momencie gdyby Bray prowadził feud na tygodniówkach rzeczywiście z Undertaker'em, a nie ze ścianą przez kilka tygodni. WWE wpadło na kretyński pomysł wypromowania feudu samym nazwiskiem grabarza i niech Bray sam się męczy. Żeby zobrazować idealnie jak to naprawdę wyglądało mam screena opisu całego feudu umieszczonego w paczce na XWT. Wygląda nieźle co nie?



Było 9 tygodnii feudu. Undertaker pojawił się raz. Teraz ja rzucam samemu sobie wyzwanie rozpisania tego feudu z udziałem Undertakera chociaż kilka razy w przeciągu tych 14 tygodni. Ruszmy wyobraźnią!

Jak powinno to wyglądać?



29.01 - 22.02 Do momentu Fast Lane, kiedy jeszcze nie było oficjalnie wiadomo, że Bray Wyatt zmierzy się właśnie z Undertaker'em na Wrestlemanii XXXI, ten drugi wygłaszał proma z ciemnego pomieszczenia po woli tworząc nam atmosferę pod feud. Miało to miejsce na 6 galach i dopiero po tej 6, dokładniej na Fast Lane 2015 zostało odegrane wejście Undertaker'a z trumną prowadzoną do ringu przez druidów. Oczywiście z tej nie wyszedł Undertaker, lecz Bray Wyatt. Całość wypadła świetnie i już wtedy było wiadomo co nas czeka. Z punktu storylinowego to wciąż jest jednak tylko wyrażenie chęci do walki przez Bray'a, bez odpowiedzi grabarza dlatego moje roszady rozpoczną się na pierwszym RAW po Fast Lane. 

23.02 - W rzeczywistości wyglądało to tak, że Bray po raz kolejny wygłaszał promo z ciemnego pomieszczenia. Tym razem nad otwartą trumną już kierując bez żadnych przenośni bezpośrednio w stronę Undertakera. Wyobraźmy sobie te sytuację z taką zmianą, że odbywa się ona nie w ciemnym pomieszczeniu, lecz w samym środku kwadratowego pierścienia i przed zamkniętą, nie otwartą trumną. Bray wypowiada do mikrofonu o tym, że jest gotowy na przyjście Undertaker'a i całkowite wykończenie go po to by przejąć miejsce w federacji jako - New Face of Fear. Bray kończy i już chce opuścić ring kiedy nagle trumna się otwiera, a z niej wyłania się The Undertaker w klasyczny dla siebie sposób. Bray słysząc ogromną wrzawę widowni oraz otwierającą się trumną odwraca się na powoli na pięcie i rzeczywiście przed sobą dostrzega sylwetke Undertaker'a. Bray zaczyna donośnie się śmiać, a grabarz chwyta go za szyję i spogląda mu w oczy próbując go przestraszyć. Bray nie przestaje się śmiać do czasu aż inkasuje potężny Chokeslam podczas, którego głowa Bray'a zostaje pozbawiona kapelusza. Tak też bez niego Eater of Worlds wytacza się z ringu i trzymając się za plecy oddala się mozolnie na backstage obserwując jak to Undertaker przyjmuje przy trumnie swoją klasyczną pozę zgniatając w dłoniach kapelusz swojego oponenta. Wyzwanie zostało oficjalnie przyjęte.



02.03 - Pomijając Smackdown przenosimy się za tydzień na kolejne RAW, w którym podobnie jak w rzeczywistości Bray wygłasza promo nad drewnianą trumnę. Bray mówi w swojej wypowiedzi, że teraz gdy już Undertaker przyjął jego wyzwanie można zacząć jego ostateczną krucjatę. Eater of Worlds starając się to zobrazować jak najlepiej oblewa całą drewnianą trumnę benzyną i podpala. Segment kończy się widokiem Bray'a za unoszącym się płomieniem i dźwiękiem jego donośnego śmiechu. Segment w sporej mierze wygląda tak samo jak w rzeczywistości.

09.03 - Mamy kolejne RAW i dla odmiany zamiast proma Bray'a Wyatt'a dostajemy w ringu Undertaker'a z mikrofonem. Grabarz wypowiedział, że pewien rozdział jego kariery rzeczywiście został skończony, ale on jeszcze nigdzie się nie wybiera, a na pewno nie po to by ustąpić miejsce komukolwiek. Krucjata, którą planuje Bray Wyatt zamieni się w pogrzebanie jego osoby żywcem gdyż to grabarz stawia w tym miejscu warunki, a nim jest Casket Match na Wrestlemanii. Bray Wyatt pojawia się na titantronie i odpowiada na słowa Undertakera, że nie boi się go ani warunków, które stawia ponieważ on nie czuje strachu, on wybudza strach dlatego już na Wrestlemanii pokonując go ochrzci się jako New Face of Fear. Na sam koniec Bray wyciąga urnę i pokazuje mu, że tutaj w spokoju zagości jego zrujnowana dusza. W rzeczywistości na tym RAW Undertaker odpowiedział na wyzwanie Bray'a... w wersji audio. 

16.03 - Mamy kolejne Monday Night RAW i w rzeczywistości jest to kolejne promo Bray'a Wyatt'a z ciemnego pomieszczenia! W mojej głowie jednak Bray pojawia się w ringu z urną, z którą przyklęka na samym środku niczym Undertaker i żąda przybycia grabarza do ringu lub on wypuści z niej inną doskonale znaną mu duszę (chodzi oczywiście o wysypanie zawartości, którą doskonale znamy z feudu Taker - Punk). Undertaker rzeczywiście pojawia się na rampie w długim czarnym płaszczu i wolnym krokiem zmierza pod samą krawędź ringu spod, której jeszcze prowadzi wymianę spojrzeń z Bray'em, który z rozłożonymi na boki rękoma czeka na ofensywę rywala. Undertaker wtacza się do ringu i Bray zrywa się na niego. Rozpoczyna nam się brawl, w którym tylko i wyłącznie na krótką chwilę na początku prowadzi Wyatt, gdyż potem grabarz szybko dominuje rywala swoją ofensywą i powala go na matę. Nagle jednak światło przygasa. Gdy wraca do normy w ringu widzimy Eric'a Rowana i Luke'a Harpera okładających Deadman'a w ringu. Czy jest to oficjalny powrót stajni? Nazwałbym to bardziej jednorazową przysługą. Bray po chwili zadowolony z siebie każe się odsunąć swoim wcześniejszym podwładnym i przyklęka przy leżącym grabarzu z mikrofonem w ręce. Wtedy jednak w stronę ringu wybiega Kane prosto z zaplecza! Pojawia się w kwadratowym pierścieniu, który z uśmiechem opuszcza Bray Wyatt. Kane zdeterminowany w walce na podłożu rodzinnym sprowadza do parteru Eric'a tak samo jak i Luke'a! Oboje panowie lądują poza ringiem gdzie zostają powstrzymani przed dalszą ofensywą przez Bray'a Wyatt'a. Kane pomaga powstać grabarzowi po czym ten podnosi z maty urnę pozostawioną w pierścieniu przez Bray'a. 

23.03 - Mamy ostatnie RAW przed Wrestlemanią i szczególne wydarzenie - Brothers of Destruction vs. ex. Wyatt Family, czyli Luke Harper & Eric Rowan! Walka była wydarzeniem wieczoru, w końcu nikt nie spodziewał się żadnej walki Undertaker'a przed samą Wrestlemanią. Pojedynek był dosyć wyrównany. Undertaker nie pojawiał się zbyt często w ringu, a jak już się pojawiał to raz na jakiś czas. Kane głównie musiał sobie radzić z dwoma oponentami na zmianę, którzy częstymi zmianami i współpracą spokojnie dominowali w ringu. W końcu gdy Kanę przebił się przez ofensywę rywali dokonał zmiany i Undertaker wtedy spokojnie sobie radził z swoimi przeciwnikami. W końcu w pewnym momencie walki z zaplecza wychodzi Bray Wyatt, a za nim grupa druidów niosąca w rękach trumnę. Druidzi ustawiają trumnę obok ringu i otwierają na rozszerz co przykuwa uwagę Undertaker'a. To wyszło na nie korzyść Undertaker'a, który został zaatakowany zza pleców przez Harpera i Rowana! Kane chciał już dostać się do ringu został jednak zatrzymany przez grupkę druidów, która ściągnęła go z apronu prosto w łapska Bray'a i jego Sister Abigail poza ringiem! Kane został wykluczony z walki co wykorzystał Bray Wyatt. Dostał się do ringu gdzie ustawił się w narożniku w swojej typowej pajęczej pozycji, przyglądając się Undertakerowi trzymanemu przez swoich podopiecznych. Wyatt po krótkich chwilach zerwał się na nogi i ruszył na Taker'a i nadział się na jego podeszwę! Wyatt ścięty z nóg wytoczył się za ring gdzie trzyma się za twarz. Grabarz w tym momencie oswobadza się z rąk Harpera i Rowana. Rowan zostaję powalony na deski uderzeniem z łokcia, a Harper złapany za włosy zostaje przerzucony nad trzecią liną prosto do otwartej trumny ustawionej obok pierścienia! Zaraz po tym Rowan, który ruszyl na Undertaker'a podzielił los swojego partnera i nad trzecią liną wylądował w trumnie. Bray Wyatt zdenerwowany, że jego plan się nie udał przeszedł przez barierki oddzielające ring od fanów i z ironicznym uśmiechem na twarzy zaczął przebijać się przez fanów prosto na zaplecze. RAW skończyło się triumfem Brothers of Destruction w tym brawlu. 

(Jaki) Kto powinien być zwycięzca? 


Tak jak wspominałem wcześniej cała rywalizacja kończy się na Wrestlemanii w Casket Matchu między tą dwójką. Miałem pisać na temat tego jak przebiega walka, jak się kończy, ale ruszmy wyobraźnią wspólnie. Jak powinno to wyglądać? Undertaker powinien umieścić w trumnie Bray'a Wyatt'a czy też Bray Wyatt powinien zrobić to z swoim przeciwnikiem, umieszczając go w trumnie dając nam symboliczne pożegnanie z Deadman'em. To mogło być przejęcie przez Bray'a roli Undertaker'a i jego podróż do Main Eventu, a tego drugiego do zasłużonego Hall of Fame. Moim zdaniem tak powinno to wyglądać, koniec streaku Taker'a powinien być końcem jego kariery w WWE jeśli jego kolejne walki na Wrestlemanii mają wyglądać tak samo jak ta z Bray'em Wyatt'em. Walka tak naprawdę jednego zawodnika bo mimo, że Undertaker wygrał oficjalnie pojedynek 1.. 2.. 3.. to Bray Wyatt wygrał go utrzymując ten cały feud na swoich barkach w dosyć solidny sposób. Zgodzicie się.. czy nie?

Chairshot #2 - martwy kod

Chairshot #2 - martwy kod

Pro wrestling jest formą rozrywki, przedstawiającą markowane konflikty toczone przez kolorowe charaktery (gimmicki) w odpowiednich rolach z finałami mającymi zawsze miejsce w ringu. Jakie proste i oczywiste, czyż nie? Otóż, przynajmniej kiedyś, właśnie nie. 
Sekrety pro wrestingowego biznesu były szczelnie opakowane i tylko wybrani mieli do nich dostęp. Była to ściśle tajnie chroniona wiedza, przekazywana z pokolenia na pokolenie, bądź po znajomościach. Wrestlerem nie mógł być każdy kto tego po prostu zapragnął. Taka osoba musiała wydawać się godna zaufania i coś sobą reprezentować. Dekady temu wrestlerzy, promotorzy i cały sztab ludzi obracających się w temacie pilnowali sekretów wrestlingowychjjak własnej kieszeni. Z prostego powodu, ponieważ to ten biznes napełniał te kieszenie. Wiele razy musieli walczyć na serio, by pokazać niedowiarkom, że sposób w jakim zarabiają na chleb to nie tylko opera mydlana. Formy ochrony kayfabe były bardzo wymyślne – czarne i dobre charaktery nie mogły być widywane razem, mimo iż często razem podróżowali. Tak komentowały to w swoich książkach wybrane autorytety:


"W AWA, wyjść z charakteru i socializować się z kimś, przez kogo byłeś pokonany tydzień temu w TV odbierane było jako największa zniewaga naszego biznesu. Nie podróżowałeś wspólnie z ludźmi tego fachu. Jeżeli znaleźliście się w tym samym barze czy restauracji, to nie siedzieliście przy tym samym stoliku. W drodze, chłopaki co jakiś czas spotykali się w pokojach na drinka, ale żadna z niewtajemniczonych osób nie miała tam nigdy wstępu." ~Ric Flair

"Jeden z najbardziej owocnych feudów w Amarillo z wczesnych lat 60 były batalie mojego ojca i "Iron" Mike'a DiBiase o prawo bycia nazywanym "Królem Deatch Matchy". Ich pierwszy death match miał około 30 przyłożeń (pinfallsów), trwał grubo ponad trzy godziny i o pierwszej w nocy zakończył się remisem. Obaj poszli na całość (doin' it hardway, tzn. gdy wrestlerzy są naprawdę porozbijani, najczęściej od ciosów pięścią po twarzy) i po wszystkim musieli udać się do szpitala na założenie szwów. Oto co robiliśmy, by wyglądać bardziej wiarygodnie i intensywnie. Następnego dnia po tym, gdy ktoś z nas poszedł na całość, spoglądałeś na gościa i co widziałeś? Twarz wyglądającą jak melon. Co byś wówczas myślał o prawdziwości tego, czym się zajmuje? Wiele razy szliśmy na całość gdy wśród widowni zaszczyciła nas grupka mądrali w pierwszym rzędzie, krzyczących: "To gówno!" Wtedy w trakcie walki udawaliśmy się wprost obok ich miejsc i dawaliśmy im zobaczyć kogoś z nas bitego z całą siłą po twarzy. To dawało im do myślenia i zaczęli się zastanawiać, czy to jest prawdziwe, czy też nie. Robiłem to wiele razy na swoich oponentach, podobnie jak oni uciekali się do takich taktyk na mnie." ~ Terry Funk

"Nawet gdy show dobiegało końca, zawsze można było wyczuć obowiązujące kayfabe pomiędzy japońskimi wrestlerami i tymi zewnątrz. W tamtym czasie, złamanie kayfabe było poważną zniewagą. Nigdy nie byliśmy w tym samym miejscu razem, ale mogło się zdarzyć, że spotykaliśmy się na ulicy. Kiedykolwiek cos takiego miało miejsce, nie rozmawialiśmy i zdawaliśmy nie zwracać na siebie uwagi, kultywując kayfabe" ~Stan Hansen 
 Lata starań, uwagi, przelanego potu, łez i krwi, a zarazem pewnej świętości i tajemnicy wokół pro wrestlingu zostały oficjalnie zburzone w jedną noc, gdy nie kto inny jak sam Vincent Kennedy McMahon złamał mowę milczenia i wyłożył kawę na ławę...


"W 1989, World Wrestling Federation, w dążeniu do deregulacji nadzoru sportowego w New Jersey, wytarło kod kayfabe na zawsze gdy przyznało publicznie, że to, co robimy to zwykła sportowa rozrywka. Wierzcie mi bądź nie, ale znam kilka osób, które wciąż mają problemy ze snem z tego powodu. Część mnie, również." ~ Ric Flair
Jak napisał sam Ric Flair, wiele osób po dziś dzień nie może spać z tego powodu. Coś wtedy pękło i posypały się skrywane od dawien, dawna tajniki zapaśniczej iluzji toczonej w magicznym kwadratowym pierścieniu... Wiecie dlaczego WWF zaprezentowało się w taki sposób na sportowej komisji? Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Zdejmując maskę i przybierając nowy wizerunek mogli płacić niższe podatki...
Media podłapały temat, zainteresowanie wrestlingiem zmalało, do tego największe federacje w USA temtego okresu przechodziły kryzys – WCW miało feuda z zmieniającym się co chwilę zarządem, natomiast WWF przechodziło kryzys w postaci afer sterydowych i odejść wielkich gwiazd. Jak się jednak okazało, mimo przyznania się do wszystkich swoich grzechów, pro wrestling w Stanach Zjednoczonych przeżył jeszcze jeden 'heyday'. Mowa oczywiście o poniedziałkowych wojnach, new World order i attitude erze – której otwarcie zostało, co ciekawe, zapowiedziane shootowo na antenie Raw: 


Pro wrestling całkowicie od kuchni zaczęliśmy poznawać dzięki tkw. dirt sheetsom (portalom internetowym podającym zakulisowe informacje), shootowym wywiadom i książką. Jeżeli chodzi o lektury, to szał na tego typu content pojawił się z pierwszą książką Micka Foleya – 'Have a nice day!', która stanęła na topie New York Times. To spowodowało wywęszenie kasy przez wrestlerów i federację, po czym wszyscy złapali za klawiatury i zaczęli sypać po klawiszach najmniejszymi szczegółami od podszewki. Autorami shootowych wywiadów były/są RFVideo, czy HighSpots. 
To jednak nie wszystko. Weszliśmy w dobę social media, największa federacja na świecie stara się na każdym kroku przedstawić produkt w orientowanym rodzinnie kierunku. Nie ma już wrestlerów, są tylko 'zabawiacze', bo jak inaczej nazwać ochrzczonych śmiesznie przez 'E sports entertainers?
Jest rok 2015. Era podcastów. Każdy robi jakiś podcast. Temat podłapali również byli i obecni wrestlerzy oraz osoby związane z tematem. Nawet takie tuzy jak Steve Austin czy Chris Jericho. Każdy z nich tydzień w tydzień udziela wywiadów zapominając o swoim dawnym charakterze. Co ciekawe, można było z tym pójść jeszcze dalej i podążające za trendem WWE odpala od czasu do czasu własne podcasty, przedstawiające gości najwyższego kalibru. 

Pytanie – czy to wszystko zmierza w dobrym kierunku? Czy dobrze jest mieć podane wszystko na tacy?

Moje zdanie jest podzielone. Oczywistym jest, że nawet gdyby Vince McMahon Jr. nie odkrył publicznie wszystkich kart, to prędzej czy później i tak poznano by naturę tego markowanego sportu. Zapaśnicy nie mogliby być wiecznie poddawani ścisłej selekcji, czy walić po mordach tych, którzy z tego drwią. Uważam, że „chronienie” swoich tajemnic ma swój urok. Niepodpowiedziane sytuacje, charaktery, itp. są przecież najbardziej interesujące. Na przykład Montreal Screw Job, który wciąż budzi kontrowersje... prawda, czy może mistrzowsko opracowany angle? Idąc dalej – The Undertaker, ostatnia, lojalna staremu kodowi postać na arenie. Wciąż nie ma z nim wielu wywiadów, a jeżeli już jakieś są, to jego odpowiedzi są bardzo lakoniczne. Nie napisał książki. Nie zasiada na ceremonii Hall of Fame. Myślę, że dla fanów każda historia, której zaplecza nie można do końca wygooglować, potrafi naprawdę zastanowić, jej szczegóły nie pojawiają się pod wystukaniem odpowiedniego #hashtaga i ma w sobie po prostu trochę prawdy wydaje się dla nas ciekawsza. Storyline odzwierciedlający -prawdziwe- zdarzenia jest zwykle o wiele lepiej przez nas odbierany. 

"Pod koniec, to my sami zmieniliśmy biznes. Zapomniano, że wrestling odnosił sukcesy, ponieważ wszyscy trzymaliśmy się razem i staraliśmy się nasze tajemnice chronić. Faktem jest, że pro wrestling od dawna ewoluował z czysto atletycznych zmagań w stronę sportowej rozrywki, ale to dirt sheets przyśpieszyły tę zmianę. Sprawy jak biznes prosperował w dawnych czasach, to kwestia sporna. Wiem jednak, że byłem uwiązany w to w czasie, gdy ludzie wierzyli i uważam, że właśnie brak wiary oszukuje dzisiejszych fanów. Ludzie naprawdę chcą myśleć w taki sposób – 'Cholera, tamci dwaj byli naprawdę na siebie wkurwieni! Nie wiem jak tamci z pierwszej walki, ale w tej ostatniej, na serio się nie patyczkowali!'. Fani tęsknią za tego typu podekscytowaniem." ~ Stan Hansen
Paradoksalnie, w udawanym sporcie doszukujemy się czegoś, co pozwoli nam na moment uwierzyć. Ogromny sukces nWo wywodzi się z faktu, że początkowo sądzono, iż to właśnie inwazja WWF na WCW. Kariera CM Punka nabrała rzeczywistego tempa dopiero wtedy, gdy wygłosił swoje legendarne promo, które sprawiło, że -uwierzyło- mu miliony. Wiele innych scenariuszy miało takie zabarwienie real life, warto wspomnieć również story na linii Edge/Lita/Matt Hardy (Lita w rzeczywistości zostawiła Matta dla Edge'a). Takich sytuacji, gdzie nawet tkw. smarci będą w stanie w coś uwierzyć będzie jednak coraz mniej, gdyż biznes ten w dobie gdy shootowych podcastów udziela sam Vincent K. McMahon rozkłada coraz szerzej nogi i wypuszcza ostatnie, nieskalane cząstki dawnej magii w eter. 
Nie podoba mi się aż taka ekspozycja pro wrestlingu, ale pisząc wyżej, że moje zdanie na ten temat jest podzielone muszę przyznać, że ta „druga” strona to również kawał dobrych wrażeń i mając dostęp do takich smaczków jak shooty, książki, itp. można chłonąć z pozoru doskonale poznany już biznes na nowo. Najpierw się oglądało produkt chłonąc wszystko to, co pokazano w TV. Następnie dzięki wszechobecnemu internetowi dochodziło się do ukrytych informacji z szatni, które to dzisiaj są bardzo tanie i nie są niczym niezwykłym. Dostęp do wszystkiego, takie zaglądanie pod koszule, nie smakuje już jednak tak bardzo... Gorzki cytat legendy: 

"Wydaje mi się, że byłem w stanie się zaadaptować do nowego sposobu postrzegania tego biznesu, jednak co jakiś czas zdarzają się chwile, które mi przeszkadzają. Nie lubię patrzeć na obsługę aren, która zasiada wygodnie i przygląda się jak przygotowujemy w ringu z przyszłymi oponentami struktury pod to, co zobaczą fani w TV, gdy drzwi do areny zostaną otwarte. Często mnie to dręczy. Pracowaliśmy bardzo ciężko na to, by stworzyć pewną mistyczną atmosferę wokół tego biznesu i denerwuje mnie to, gdy tak wiele z tej magii jest w taki tani sposób oddawane." ~ Ric Flair

Logicznym jest, że nie możemy wiecznie tkwić w latach 80 i wstecz. Stanowczo nie podoba mi się fakt obnażania na lewo i prawo czegoś, co swego czasu z głupiego hobby urosło do mojej życiowej pasji. Tym sposobem kończę drugi felieton z serii walenia krzesłem po facjatach i mam nadzieję, że miło się czytało. ;)

Autor: Marcin Martyniak
Dla BGZ-wrestling.pl & Smart Fan Zone

Smartowe Przemyślenia: Koniec niezależnego ROH


To jest ten dzień! ROH podpisało kontrakt z stacją Destination America, doskonale nam znaną jako stacja, która emituje co tydzień Impact Wrestling. To nam otwiera wiele ciekawych nowych perspektyw dla Ring of Honor. Czy ta sytuacja okażę się jednak strzałem w kolano dla federacji Dixie Carter?

Oczywiście tłumaczyć nie trzeba dlaczego jest to świetna wiadomość dla ROH. Destination America może nie jest ogromną stacją, ale jest stacją, która w końcu pozwoli ROH emitować swoje galę na skalę kraju. Daje to łatwiejszy dostęp do nich co na pewno będzie wiązać się z przybyciem nowych fanów, a bynajmniej liczę, że tak będzie. Oprócz zastrzyku fanów Ring of Honor z pewnością może teraz liczyć na zastrzyk gotówki co pozwoli im poprawić jakość ich produktu. Może spodziewać się lepszego jakościowo/wizualnie show co wpłynie pozytywnie na odbiór całości. Poza jednak zmianami takimi czysto technicznymi ciekaw jaki Destination America może jeszcze mieć wpływ na swój nowy nabytek. Pytanie czy Destination America da ROH możliwość organizowania dłuższych epizodów, tapingów niż te, które miały miejsce dotychczas. Mam tu na myśli na przykład przedłużenie długości gali do półtorej godziny w ciut innej formie programu. Bardziej main streamowej.

Jedna z ciekawszych kwestii to jednak fakt co może oznaczać debiut ROH na Destination America dla samego Total Nonstop Action. Ja osobiście nie spodziewałem się tej informacji. W końcu DA ma już swój Impact więc po co kontraktowanie kolejnej federacji wrestlingowej? Dwa show od obecnych federacji może rozłożyć się na kilka czynników. 

- Współpraca TNA z ROH - Co byście sądzili na ten temat? Gdyby TNA teraz zaczęło organizować jakieś wspólne eventy z ROH czy też wymiany zawodników, do których tak często dochodzi w Dixilandzie między federacjami. W końcu jeszcze niedawno TNA szukało federacji do współpracy. Oczywiście głównie na rynku Japońskim, ale skąd możemy mieć pewność czy nie padło w ten sposób ostatecznie na ROH. Może to taki głupi sposób na sugerowanie się, ale ROH wrzucając na swojego facebooka informacje o kontrakcie z Destination America oznaczyła w nim Dixie Carter. Niby nic, to tylko facebook, co ma jednak Dixie wspólnego z tą decyzją? Czyżby były plany dla obu tych federacji? 

- Jednak Meltzer nie takim kłamcą? - Czyżby ta decyzja oznaczała to czym ostatnio namieszał Meltzer w internecie? Ostatnio z jego strony dowiedzieliśmy się newsa, rzekoma fałszywego według TNA, że Destination America planuje we wrześniu pozbyć się TNA z ramówki przerywając w ten sposób ich podpisany na najbliższe dwa lata kontrakt. Jak wiemy TNA ma najlepszą oglądalność na DA, ale nie taką jakby zarząd stacji oczekiwał. Co w przypadku gdy ROH rzeczywiście zdominuje w tej materii TNA (co wydaje mi się dosyć pewne) i zacznie przynosić na tyle większe zyski, że TNA zostanie usunięte z ramówki stacji. Kto wie czy Meltzer nie trafił w dziesiątkę i na przestrzeni kilku miesięcy news, na którym skupiam się dzisiaj okażę się dyskretną wymianą w ramówce Destination America. To oczywiście w przypadku gdy nikt nie planuje współpracy między tymi dwiema federacjami.

- Wielka rywalizacja - Co ciekawe Impact Wrestling ostatnio zostało przeniesione na środe i jako datę emisji ROH ustawiono również środę. Na Destination America dostaniemy podwójny blok wrestlingowy, aż dwa show pod rząd. Czyżby DA chciało przycisnąć obie federacje do walki miedzy soba o rating? To by mogło wpłynać na jakosć obydwu show, które chciałoby być lepsze od drugiego. Kolejną opcją może być fakt, że w środy jest emitowane za równo Lucha Undeground jak i NxT czyli dwa show, które cieszą sie ogromną popularnością. To daje nam aż cztery produkty wrestlingowe lubiane oraz znane. Czyżby ROH i Impact to był sposób TNA na walkę z NxT i Lucha Undeground? Destination America widząc sukces, nie ogromny, ale sukces TNA na ich stacji może po prostu chcieć go zwiększyć i stanąć ponad konkurencją, a to może być trudne.

Pozostaje nam czekać do 3 Czerwca. Ja osobiście jestem podekscytowany tym nowym rozdziałem dla Ring of Honor. 

Smartowe Przemyślenia: Najgorszy koszmar Johna Ceny


RAW z 18 Maja można uznać za dzień oficjalnego debiutu Kevina Owesna w Main Rosterze. Nie jest to jeszcze czas pracy Kevina na pełen etat podczas głównych tygodniówek WWE, ale nie możemy tego uznać za jednorazowy występ w celu promocji PPV NxT, które odbyło się kilka dni później. Wszystko zdecydowanie za sprawą tego z jak wielkim impetem Kevin zadebiutował w głównym rosterze. Mało kto dostaje szanse by swojego pierwszego wieczoru rozwalić nazwisko pokroju Johna Ceny. To sprawia, że jest to jeden z moich ulubionych momentów w WWE w tym roku, a może nawet w większym zakresie niż bieżący rok. I jestem niemalże pewny, że wielu innych smartów podziela w tym momencie moje zdanie. Czym jest ten moment dla Johna Ceny? Z pewnością określenie "najgorszy koszmar" jest zbyt mocne, ale wydaje mi się, że jako tytuł się sprawdza. Pozwolę sobie teraz luźno przeanalizować ten epizod między dwoma mistrzami i z góry przepraszam jeśli będzie tu coś chaotycznego. 

Mimo tego, że bardzo dawno nie zamarkowałem tak bardzo jak przy tym segmencie sądzę, że WWE już na starcie trochę spaliło ten feud. Segment na RAW, w którym Kevin odpowiedział na otwarte wyzwanie Johna Ceny nie wskazywał na to, że będzie to coś poważnego w najbliższym czasie. Jak sam Kevin powiedział nie zawalczą ze sobą teraz i jak już to zrobią to będzie to na jego warunkach więc po co to rujnować i zapowiadać ich walkę na za dwa/trzy tygodnie od segmentu? I to w taki sposób, że w końcu nie walczą na żadnych warunkach bo na szali nie znajduje się nic. Nie ma tytułu Stanów Zjednoczonych chociaż były opinie, że tytuł znajduje się na szali i Kevin wejdzie na pełny etap do Main Rosteru na tej samej zasadzie co Paige wymieniając jeden tytuł na drugi. Jest to zatem zwykły Champion vs. Champion Match. Moim zdaniem zabija to trochę momentum i wielkość słów wypowiedzianych przez Kevina na RAW. Może nie była to fraza historii, ale niosła coś ze sobą. Ja słysząc słowa, że kiedyś zawalczą na jego warunkach wyobrażałem sobie jak wracamy do tematu za jakiś czas, może nawet w okolicy Wrestlemanii i Kevin Owens kończy to co rozpoczął kiedyś! To jest moim zdaniem największy błąd WWE co do tej sytuacji.

Fakt jednak, że pojedynek to Non-Title na szczęście bardzo mocno wskazuje na to, że Kevin Owens wygra ten pojedynek. Nie oszukujmy się, że w konfrontacji o pas graniczyłoby to niemalże z cudem. Wyobrażacie sobie? Cena traci pas Midcardowy czysto i to jeszcze przez mistrza NxT. Nie ujmując oczywiście nic Kevinowi i NxT, ale chyba rozumiecie co mam dokładnie na myśli. Tym czasem nie ma tytułu na szali i uważam, że przed Elimination Chamber to się nie zmieni więc mamy dobry znak, że podczas PPV Kevin Owens może wyjść zwycięsko. Oczywiście nie music to nastąpić czysto. Nie przewidywałbym tu żadnej interwencji kogoś pokroju Samoa Joe czy też Samiego Zayna. W końcu wracając do możliwości walki na Kevina warunkach, ten może po prostu odpuścić sobie walkę i opuścić arenę, dać się wyliczyć i kazać Cenie czekać na kolejny raz.

Bardzo może jednak cieszyć fakt, że jeśli rzeczywiście dojdzie do zwycięstwa Kevina nad Johnem Ceną to może znaczyć, że są co do Owesna poważne plany. Nie oszukujmy się jednak, że gdy już ktoś z "niżu", że tak to nazwę, pokonuje Johna Cene to nie po to by zapomnieć o nim za jakiś czas. Wielki sukces Daniela Bryana zaczął się od czystego pokonania Ceny podczas Summerslam i zobaczmy dokąd go to zaprowadziło. Rusevowi to się nie udało i co się z nim dzieje? Możemy być pewni jego jobberlandu w najbliższym czasie. Z Owensem wydaje się jednak tak, że podzieli los Daniela Bryana, a nie Ruseva.

Kevin Owens wciąż jednak jest mistrzem NxT więc jaki cel może mieć ten pojedynek? W końcu nie widzi mi się by Kevin pracował jednocześnie tu i tu mając pas NxT. To po prostu nie ma sensu. Skoro to jest pojedynek Champion vs Champion, a Kevin miałby wygrać ten pojedynek to spójrzmy na to jak mocno zyskałoby na tym również brand NxT, który jest stawiany w coraz lepszym świetle i w coraz ważniejszym punkcie jeśli chodzi o WWE. W końcu jeśli mistrz "niższego" brandu by pokonał mistrza "wyższego" to by jednak coś znaczyło i podniosło prestiż NxT Championship. 

To chyba tyle z moich przemyśleń na temat konfrontacji Johna Ceny z Kevinem Owensem, do której doszło na RAW i do której dojdzie podczas najbliższego Elimination Chamber. Ten materiał napisałem typowo markując Kevinowi Owensowi, ale nie oszukujmy się, że są to najbardziej oczekiwane, chciane przewidywania i też w o dziwo dosyć sporym wymiarze prawdopodobne. Kto by chciał czytać materiał, w którym pisze jak John Cena grzebie karierę Owesna odliczając go do trzech? Tak jak powiedziałem nie widać w tym jednak w najbliższym czasie debiutu Kevina w Main Rosterze. Z tym pewnie będziemy musieli poczekać chyba, że WWE rzeczywiście mocno chce uatrakcyjnić i uaktywnić tytuł NxT. Mogło to by być ciekawe, ale twierdze, że to bez sensu. Sam Owens jednak ma za dużo na głowie aktualnie bo jest feud z Zaynem, Balorem i Joe i to jest większy problem niż mistrzostwo na ramieniu. Zobaczymy jak to się rozwinie, ja wyczekuje z niecierpliwością. A jakie są Wasze spostrzeżenia na ten temat?